Drzewa naszego powszedniego
Złodzieje drewna w ubiegłym roku ukradli w naszym regionie trochę mniej surowca, ale za to zaczęli organizować się w grupy. Strażnikom leśnym coraz trudniej ich złapać...
Ślady nigdy nie mogą prowadzić do domu. To wie każdy złodziej. Ci trzej też. Pamiętają o tym prawie codziennie. Kiedy tylko ktoś zadzwoni „w sprawie ogłoszenia”. Trzeba wyjść, zabrać piłę łańcuchową, odpalić starego forda transita. Las czeka. A w nim praca. Bez względu na pogodę czy marudzenie żony.
Ford zimą czasem nie chce odpalić. Jurek powtarza wtedy, że to na pewno wina zbyt niskiego ciśnienia w silniku. Marek, właściciel samochodu, remontu silnika obawia się najbardziej. Dlatego przekonuje, że wystarczy wymienić wtryskiwacze. Najstarszy z nich, Edek, na temat silnika forda nie chce się wypowiadać. Nie ma samochodu, ani nawet motocykla. Ma tylko siekierę. Porządną - z kwasiaka. Edek nie lubi nowoczesnych siekier, które sprzedają w supermarketach.
- Niby plastikowy trzonek lepiej się układa w ręku, ale mi on jakoś nie pasuje - krzywi się Edek. - Jakiś taki... Jak zabawka.
Taki jest Edek
Edek o życiu też wie swoje. Ile wypił - nie pamięta. W razie gdyby ktoś pytał, gdzie był i co zrobił, on i jego córki zawsze powiedzą, że leżał w kotłowni pijany. Kto zna Edka, ten w to uwierzy. Okoliczni mieszkańcy widzieli śpiącego Edka w przeróżnych miejscach. Pod płotem, pod drzewem, a raz nawet przy Najświętszej Panience. Edek przytulił się do przydrożnej figurki.
W końcu ford odpala. Marek zadowolony stwierdza, że gdyby silnik był do kitu, to by nie odpalił. Mieszkają we wsi położonej tuż przy lesie, jednym z największych w całym województwie kujawsko-pomorskim. Rano ktoś zadzwonił i zamówił pięć metrów drewna. Najpierw chciał koniecznie brzozę. Ale kiedy usłyszał, że jest też akacja, a nawet dąb, od razu zmienił zdanie.(...)
Na czatach
Ford odjeżdża. Staje w miejscu, z którego może nadjechać leśniczy albo patrol straży leśnej. Marek na pewno zdąży przez telefon komórkowy ostrzec swoich pracowników.
Uciekną w las z narzędziami. Marek odbierze ich w umówionym miejscu parę kilometrów dalej. Drewno też się nie zmarnuje. Leśniczy przecież nie załaduje do „malucha” całego dębu. Jak odjedzie, oni wrócą. (...)
więcej w Expressie Bydgoskim >>>
Radosław Rzeszotek - Express Bydgoski
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz
Kommentare können nur von angemeldeten Benutzern hinterlassen werden. Anmelden