Wróci do pracy
Jak poinformował nas wówczas Paweł Grześkowiak, zarządca komisaryczny Witaru (w skład tego przedsiębiorstwa wchodzi FP Biadki), pracownik nie wywiązywał się z obowiązków służbowych i nieprawidłowo prowadził dokumentację marketingową. - Zadania, które dostawałem, były niewykonalne. Nikt nie jest w stanie zrobić przez tydzień planu marketingowego na następny rok, jeszcze z uwzględnieniem nowych rynków - mówi Atrur Wolkenstein.
Załoga FP Biadki stanęła w obronie swojego kolegi. Wystosowano listy do zarządcy komisarycznego i wojewody. - Wyrzucono go specjalnie, by pozbawić nas możliwości posiadania swojej reprezentacji w Radzie Nadzorczej Witaru. Zadziałano skutecznie, bo Fabryka Parkietów Biadki nie ma swojego pracownika w radzie - powiedział nam reprezentant załogi.
24 czerwca sprawa trafiła do Sądu Pracy. - Uważam, że zwolnienie było niesłuszne. Miało ono inne podłoże - twierdzi A. Wolkenstein. Po trzech rozprawach sąd uznał jego argumenty i potwierdził, że wyrzucenie było nieuzasadnione i naruszyło przepisy Prawa Pracy. Nakazał także przywrócenie Artura Wolkensteina do pracy na zajmowanym poprzednio stanowisku i na takich samych warunkach. Za miesiące nieobecności w zakładzie należy mu się wynagrodzenie.
- Chcę wrócić do Biadek. Już zgłosiłem gotowość podjęcia pracy i zostałem dobrze przyjęty przez załogę - mówi A. Wolkenstein. Jak twierdzi, nie obawia się szykan, bowiem został objęty specjalną ochroną związków zawodowych: przez najbliższe cztery lata nie wolno go zwolnić z pracy, chyba, że ciężko naruszyłby obowiązki pracownika.
A. Wolkenstein może wrócić do fabryki po uprawomocnieniu się wyroku. Miało się to stać w minionym tygodniu. Zarządca komisaryczny poprosił jednak sędziego o pisemne uzasadnienie wyroku. Sąd ma na to dwa tygodnie.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz
Komentarze mogą zamieszczać wyłącznie zalogowani użytkownicy. Zaloguj się