Raport na temat polskiego rynku tartacznego
Większość polskich zakładów tartacznych nie kończy procesu produkcji na wyrobie tarcicy, ale często wytwarza z niej gotowe produkty. Staliśmy się jednym z europejskich liderów w produkcji małej architektury ogrodowej. Stelmet, KPPD, Martyna, Poltarex, Dankros, Expro - to tylko kilku czołowych graczy. Perogle, płoty czy altany z polskiego drewna cieszą oko właścicieli ogrodów we Francji, Anglii, Niemiec. To właśnie te kraje w pewien sposób wyznaczają polskim zakładom standardy produkcji. To one wymagają: drewno musi mieć certyfikat FSC, musi być impregnowane ciśnieniowo środkami bezchromowymi, wysuszone w komorach próżniowych, na tarasy chcemy deskę ryflowaną, a pergole mają być idealnie szlifowane. W odpowiedzi na te wymagania kluczowych europejskich odbiorców, "karierę" w Polsce zrobiły takie firmy jak Weinig, Homag, Biesse, SCM - dostarczające naszym zakładom nowoczesne technologie obróbki drewna.
Właściciele firm, cieszący się dziś wysoką pozycją na liście TOP20 (opublikowanej w najnowszym numerze czasopisma "Przemysł Drzewny. Research & development") to często ludzie, którzy budowali swe potęgi przez kilkadziesiąt lat. Zapewne brali więc udział w pierwszej edycji targów Drema w 1978 roku. Były na niej wówczas prezentowane tylko polskie maszyny, oferowane przez państwowe zakłady. Kilka lat później - w zachwycie nad zdobyczami zachodniego know-how - ogromnym powodzeniem cieszyły się importowane z zagranicy maszyny do obróbki drewna, a często nawet całe instalacje tartaczne, które następnie dostosowywane były do polskich warunków, specyfiki polskiego drewna.
Jeszcze dekadę temu na targach Drema wielu było takich wystawców - oferujących poszukiwanie zagranicą ciekawych maszyn "second hand" na zlecenie polskich firm. Dziś, gdy świętujemy 30. edycję targów Drema, pawilony targowe wypełnione są głównie przez firmy oferujące nowe maszyny i zaawansowane, sterowane numerycznie urządzenia. Dla czołowych, światowych dostawców technologii Polska stała się jednym z kluczowych rynków zbytu. Podczas gdy w europejskim drzewnictwie nastąpiła stagnacja, zamknięto wiele fabryk, w Polsce - mimo przejściowego spowolnienia - wciąż powstają nowe zakłady, wciąż zwiększa się produkcja wyrobów drzewnych i meblarskich, wciąż ulepszamy, modernizujemy, wdrażamy innowacje.
W ciągu zaledwie pół roku przyszło mi brać udział w uruchomieniu kilku nowych inwestycji: nowy tartak w Kaliszu Pomorskim czy Stalowej Woli, nowa linia przetarcia w RSP Rzecko czy Tartaku Zbiersk. W Paged Sklejka zamontowano nową prasę, w Sklejce Multi instalują nową linię korowania, a w STEICO w Czarnej Wodzie rusza budowa pierwszej w Polsce fabryki LVL. W Jaśle jeszcze błyszczy linia produkcji mebli Nowy Styl, w Czarnej Białostockiej uruchomiono produkcję kantówki na nowiutkich maszynach Weiniga.
Jest jeszcze wiele miejsca w polskich zakładach na nowe Weinigi, Homagi czy Biesse. Ale jest też wiele miejsca na polskie technologie, dedykowane specyfice polskich przedsiębiorstw, często tworzone na ich zamówienie i pod ich wymagania. Trudno wymienić w tym miejscu wszystkie, ale nie sposób pominąć sukcesów takich firm jak Fanum (pierwsze prawdziwie polskie CNC), Oska (liczne instalacje zrębkowania). Możemy śmiało pochwalić się polskimi pomysłami i patentami (innowacyjne piły Gass) czy wysoką specjalizacją i ekspercką wiedzą (szczotkarki Prochera).
30. jubileuszowa edycja Dremy może być okazją do świętowania dla wszystkich, którzy ostatnie dekady wolnej gospodarki pracowali na sukces polskiego przemysłu drzewnego i meblarskiego. Dotyczy to zarówno producentów wyrobów z drewna, jak i dostawców technologii. Nie zapominajmy jednak, że sukces ten budują jeszcze inni ważni gracze - naukowcy, stowarzyszenia branżowe, organizatorzy targów. I pomiędzy nimi skromni obserwatorzy i kronikarze ważnych wydarzeń, do których autor niniejszego esseju się zalicza.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz
Kommentare können nur von angemeldeten Benutzern hinterlassen werden. Anmelden