Prokurator na parkiecie
Afera w Biadkach
Radość zmąciła mu wiadomość znacznie gorsza – o ujawnieniu afery w Biadkach. Zamieszany jest w nią miejski przewodniczący SLD z Poznania, Paweł Grześkowiak. Był on zarządcą komisarycznym Witaru. "Gazeta Poznańska" opisywała nieprawidłowości, których się dopuszczał. Witar został upartyjniony, gdy ważne stanowiska zajęli partyjni koledzy Grześkowiaka.
Jesienią ubiegłego roku Grześkowiak przestał pełnić funkcję zarządcy, ale niespodziewanie odnalazł się w Fabryce Parkietów Biadki. Został tam prezesem. To jedyny oddział Witaru wyposażony w nowoczesną technologię, przynoszący zyski.
Zastępcy pozostali – do czasu
Następcą Grześkowiaka został także związany z SLD Grzegorz Karolczyk. Szymon Majkowski i Robert Baranowski, zastępcy z czasów Grześkowiaka, zachowali posady. Obaj związani są z Markiem Nawrotem, sekretarzem zarządu wojewódzkiego SLD. "Gazeta Poznańska" opisała ich działalność w prywatnych spółkach prowadzących podobną do Witaru działalność, handlujących z nimi. Prezes Grzegorz Karolczyk informował, że Witar nie prowadzi interesów ze spółką DLS, z którą związani są jego zastępcy. "Gazeta Poznańska" dysponuje jednak fakturą, z której wynika coś innego. – Chodzi tu nie o zarząd spółki, a o jeden z tartaków, a dyrektorzy mają pełnomocnictwo zaciągania zobowiązań do 100 tys. zł – tłumaczy prezes Karolczyk.
Przełom w sprawie Witaru nastąpił w poniedziałek, gdy rada nadzorcza odwołała Baranowskiego i Majkowskiego. Prezes Karolczyk, jako właściciel spółki, w środę odwołał Grześkowiaka z funkcji szefa Biadek. W kręgach SLD odebrano to jako ciąg dalszy porządkowania Witaru. – Nie spodziewałem się, że sprawa nabierze aż takiego przyspieszenia – mówi "Gazecie Poznańskiej" jeden z działaczy SLD.
Prokurator w Biadkach
Niewiele osób podejrzewało, że Grześkowiaka odwołano nie w ramach porządkowania Witaru, lecz w związku z aferą, w którą jest zamieszany on i Robert Baranowski, odwołany wiceprezes. Według naszych informacji narazili oni spółkę na poważne straty. Sprawa dotyczy parkietu przewłaszczonego na rzecz ING Bank Śląski. Witar otrzymał promesę na sprzedaż parkietu, by można było zaspokoić żądania wierzycieli. Według naszych informatorów operat dotyczący wartości materiału został tak opracowany, że Witar mógł stracić ok. 40 proc. wartości materiału, czyli nawet milion zł, a spora suma trafiłaby w prywatne ręce.
– W poniedziałek kieruję sprawę do organów ścigania – informuje prezes Grzegorz Karolczyk. – Mam tylko nadzieję, że ta sprawa nie położy się cieniem na przyszłości spółki, Osiągnęliśmy przecież w tych dniach duży sukces.
Szefem Biadek jest obecnie Ewa Perlińska. To ona wręczyła Grześkowiakowi wypowiedzenie. Nie chce rozmawiać na temat szczegółów afery.
– Mam nadzieję, że Biadki na tym zamieszaniu nie ucierpią. Całe szczęście, że nieprawidłowości udało się ujawnić na samym początku – mówi pani prezes. Paweł Grześkowiak nie odbierał wczoraj telefonu.
Prezes zrobił, co powinien
Józef Nowicki - przewodniczący wojewódzki SLD
Nie znam jeszcze szczegółów transakcji w Biadkach. Pochwalam postawę prezesa Grzegorza Karolczyka, które wykonał wszystkie czynności wynikające z jego obowiązków, a przede wszystkim zawiadamia prokuraturę. Mam nadzieję na rozmowę z Pawłem Grześkowiakiem na temat tego, co stało się w Biadkach.
Gruba kreska
Grzegorz Karolczyk - prezes Witaru
Podpisaliśmy porozumienie z naszymi wierzycielami – BRE Bankiem, Lasami Panstwowymi i Agencją Rozwoju Przemysłu. Przejęły one udziały w Fabryce Parkietów Biadki. Nasze długi wynosiły 28 mln zł. Grubą kreską oddzieliliśmy przeszłość Witaru. Teraz może być tylko lepiej.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz
Komentarze mogą zamieszczać wyłącznie zalogowani użytkownicy. Zaloguj się