Nowa Zelandia: Nacjonalizacja tartaków sposobem na ich ratowanie?
Zła sytuacja tartaków w Nowej Zelandii związana jest z gwałtownie spadającą liczbą budowanych mieszkań. W 2007r. ilość pozwoleń na budowę nowych domów spadła o 50% w stosunku do roku 2006. W roku bieżącym utrzymuje się podobna tendencja. w drugim kwartale 2008 spadek liczby zezwoleń wyniósł 27% w stosunku do roku poprzedniego. W tym samym czasie wielkość produkcji w nowozelandzkich tartakach spadła o 17%.
Właściciele zakładów przemysłu drzewnego nie znajdując wyjścia zamykają je. Są to często jedyni lub główni pracodawcy na lokalnych rynkach. Tylko w najbliższych tygodniach zaplanowano zamknięcie kilku tartaków, w wyniku czego pracę straci kilkaset osób.
"Zamykanie tartaków nie jest dobrym rozwiązaniem. Wyjściem mógłby być podział ich własności między rząd centralny, władze lokalne i pracowników - mówi Tariana Turia
Również Timber Federation - organizacja reprezentująca przemysł drzewny - wzywa rząd do skutecznej pomocy, podobnie jak to uczyniono to w przypadku banków, linii lotniczych i kolei.
Na publiczne wezwanie odpowiedział nowozelandzki Ministra Leśnictwa Jim Anderton. Jego zdaniem rząd nie może działać w sektorze firm prywatnych, które konkurują ze sobą na rynku. "Choć są one (tartaki) ważną gałęzią przemysłu, nie maja pozycji strategicznej, takiej jak Air New Zealand (linie lotnicze)." - powiedział.
"Klaster przetwórców drewna na Wschodnim Wybrzeżu planuje budowę nowego tartaku, w którym znajdą się setki nowych miejsc pracy. Ogólne perspektywy rynku drewna są dobre." - dodał.
Kolej, stocznie zawsze były dotowane. Kopalnie można częściowo zrozumieć, bo nie ma innych (o sensownej mocy) źródeł energii. Branża drzewna nigdy nie była dotowana.
Choć w obecnej sytuacji kryzysu rynku nieruchomości który przełożył się na banki i ogólnie na finansówkę, widać jest jak dalece rządy są w stanie zmieniać zdanie w celu ratowania czegoś dla dobra ogółu.
Branża drzewna ma po prostu przebicie tak samo fatalne jak naukowcy. To coś tam pokrzyczą, poopowiadają, \"ktoś tam\" wysłucha, przytaknie że faktycznie nie jest najlepiej i na tym koniec.
Gdyby branża dogadała się choćby z ekologami, że energia z peletu bardziej przyjazna środowisku i tego typu hasła, to może i jakieś szanse przebicia by były. Chyba nawet \"koalicja\" z grupami społecznymi znienawidzonymi przez LPR dałaby rezultat, bo w końcu ich też nie wolno dyskryminować, tylko może być problem ze znalezieniem wspólnych problemów. Tylko normalnych, pracujących ludzi można tarzać w błocie.
W języku angielskim jest to sformułowanie \"house permits\".