Nasza polska „bylejakość” - może czas z tym skończyć?
Jakoś to będzie, nam przecież to się nie przydarzy, tyle razy się udało - to najczęstsze tłumaczenia, które sobie fundujemy. Nie dostrzegamy, że to jest już w naszym kraju duży problem, z którym wszyscy musimy zacząć w końcu walczyć. Póki co jest tak, że jak stanie się coś spektakularnego to nagle ruszają zmasowane kontrole odpowiednich instytucji, codzienne wiadomości żyją przez chwilę tematem, a w mediach społecznościowych leje się hejt na prawdopodobnego „winowajcę” danego nieszczęścia.
Kilka dni temu było podobnie. Dwie młode kobiety i ich matka zginęły przygniecione dachem prowizorycznej drewnianej budowli w Bukowinie Tatrzańskiej. Tragicznie przerwano zimowy wypoczynek jednej z rodzin, dla ofiar, ich bliskich to koniec wszystkiego. To mógł być ktokolwiek z nas - niewyobrażalna tragedia. Wójt Bukowiny ogłasza żałobę, Inspektor nadzoru budowlanego „nie ma słów”. Za chwilę jednak nie będziemy już o tym pamiętać. Nad tym, że miesięcznie na naszych drogach ginie tyle osób, co w katastrofie samolotu pasażerskiego już przeszliśmy do porządku dziennego.
Wróćmy jednak do naszej drewnianej „budowli” z Bukowiny, zastanówmy się jako przedstawiciele branży drzewnej, ile w naszym otoczeniu tolerujemy tego typu konstrukcji, albo nawet dostarczamy dla ich budowy surowiec? Jak podchodzimy do wymaganej prawem certyfikacji CE drewna konstrukcyjnego? Po co to? Znowu coś wymyślają, tylko po to, żeby „wyciągnąć” pieniądze na organizację zakładowej kontroli produkcji. Przecież tysiąclecia budowaliśmy z drewna bez żadnych norm i certyfikacji i nic się nie działo. Tak łatwo sobie to wytłumaczyć. Po co ponosić jakiś wysiłek, koszty, na pewno nic się nie stanie. Nasza „bylejakość” i „jakoś to będzie” bierze górę. Do czasu. Do czasu, aż coś się komuś nie stanie i ktoś nas zapyta, dlaczego sprzedaliśmy drewna bez wymaganego certyfikatu…
Jeżeli jednak nie trafia do nas argument działania zgodnie z prawem, to chociaż zastanówmy się czy te regulacje nas po prostu nie chronią w razie ewentualnego nieszczęścia. Ale już słyszę te opinie - „znowu nas straszą żeby wyciągnąć pieniądze na szkolenia”. Ale czy szkolenia czasem nie są potrzebne żeby stopniowo zmieniać sytuację, czy inwestycja w siebie, w pracowników to nie jest droga do poprawy sytuacji?
Uczmy się, szkólmy się, czytajmy - podnośmy naszą świadomość - bez tego będziemy brnąć w nasz narodowy brak kompetencji i „bylejakość”. Przecież „jakoś to będzie”, może nie sprawdzą, co tam, ważne żeby było na dobre auto, żeby sąsiada lub szwagra „trafiło”, po co tracić kasę na jakieś szkolenia…
1*. Link do wywiadu z prof. Bogdanem Wojciszke: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1518576,1,wywiad-nasza-narodowa-bylejakosc.read)
Wymagając przestrzegania norm oraz innych obowiązków, to trzeba jeszcze, oprócz tego wspierać producenta. Narzucają na nas kolejne koszty pracy, środowiskowe, coraz wyższe ceny drewna. Na rynku surowca mamy monopolistę w postaci LP (najlepszym rozwiązaniem, byłoby podzielenie na mniejsze jednostki, konkurujące o klienta i w żaden sposób ze sobą niepołączone w postaci RDLP). Coraz to bardziej rygorystyczne formy zabezpieczenia umów na które nie stać małych i średnich producentów, przez co kupienie drewna możliwe jest tylko na przedpłatę. Nam nikt przedpłat nie robi. Terminy 30-45 dni to standard + dodatkowo spóźnienia od tego. Odsetki, kary w lasach to norma. U nas... to właściwie obraza i szukanie nowego dostawcy. Kolejny problem to firmy zatrudniające na czarno. U nas w okolicy.... kilkadziesiąt szop i palety w cenach w których przy normalnie funkcjonującym zakładzie nie da się sprzedać towaru w tej cenie. Państwo nie chroni rzetelnie działających przedsiębiorstw, tylko ściga ich za wszystko tylko dlatego że łatwo może ich znaleźć, bo się zarejestrowali, zgłosili itd. a inni?? nie zarejestrowani, nie zgłoszeni... to skąd wiadomo jak ich w ogóle znaleźć.
Podsumowując: Niech Państwo Polskie zacznie nas wspierać, doceniać, a nie traktować jak zło konieczne. Wspierać inwestycje i innowacje na które dzisiaj nas nie stać. Chętnie sprzedamy naszą tarcicę, w cenie Niemieckiej jak tylko będzie nas na to stać.
Nie jesteśmy byle jacy, jesteśmy tacy na ile nas stać.