Ekologiczne ryzyko dla Bałtyku
Nie gasną kontrowersje w sprawie umowy o budowie gazociągu po dnie Bałtyku, który, omijając Polskę, ma bezpośrednio połączyć Niemcy i Rosję. W ostatni czwartek w Berlinie podpisały tę umowę kontrolowany przez Rosję Gazprom i prywatne niemieckie koncerny E.ON Ruhrgas i BASF.
Jan Rokita, kandydat PO na premiera, grozi, że przyszły rząd nie zgodzi się na przebieg gazociągu przez polską strefę ekonomiczną na Morzu Bałtyckim.
Zagrożenia ekologiczne to jeden z powodów polskich zastrzeżeń wobec rury przez Bałtyk wskazanych przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Niedawno wybuchła panika wśród ekologów, kiedy na dnie Zatoki Fińskiej znaleziono sowieckie tankowce zatopione w czasie drugiej wojny światowej. W zbiornikach tych statków jest nadal dość paliwa, by skazić ten rejon Bałtyku w pobliżu Helsinek.
Po drugiej wojnie światowej Morze Bałtyckie potraktowano jako śmietnik dla niemieckiej broni chemicznej. - Szacuje się, że zatopiono około 80-90 tys. ton amunicji zawierającej ok. 16 tys. ton różnego rodzaju gazów bojowych takich jak iperyt, sarin, tabun, adamsyt - powiedział nam Eugeniusz Andrulewicz z Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. Był on członkiem międzynarodowej grupy ekspertów, która na początku lat 90. przygotowała raport o broni chemicznej zatopionej w Bałtyku. Według Andrulewicza broń zatapiano w rejonie, który rozciąga się na południe od Gotlandii, a przede wszystkim w głębi dookoła Bornholmu. Tego rejonu rosyjsko-niemiecki gazociąg nie mógłby ominąć.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz
Kommentare können nur von angemeldeten Benutzern hinterlassen werden. Anmelden