Drzewne nieporozumienie - rozmowa z dyrektorem RDLP Białystok

852 Views
0 Comments
All articles

Drzewne nieporozumienie - rozmowa z dyrektorem RDLP Białystok

Author: Jakub Medek Source: Gazeta.pl Białystok 4 min czytania
Zatrzymany we wtorek przez CBA dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku w czwartek wyszedł na wolność. Sąd uznał, że na postawione mu przez prokuraturę zarzuty może odpowiadać z wolnej stopy. Zdaniem śledczych, wraz ze swoim zastępcą i jednym z naczelników przekroczył uprawnienia, zezwalając w ubiegłym roku na sprzedaż 50 tys. metrów sześc. drewna w tzw. trybie eksperckim, z pominięciem systemu aukcyjnego. Skarb państwa miał na tym, według prokuratury, stracić ponad 5 mln zł. Śledczy domagali się, by osoby, którym postawiono zarzuty, na proces czekały w areszcie.
Jakub Medek: Panie dyrektorze, jak mam pana przedstawić? Pełnym nazwiskiem czy tak jak w komunikatach prokuratury - jako Piotra Z.?

Piotr Z., dyrektor regionalnej dyrekcji lasów państwowych w Białymstoku: Zostańmy może przy tym Piotrze Z.

Dlaczego pana aresztowano?

- Widocznie wymagała tego procedura.

putBan(62);
Nie ma pan o to żalu do prokuratury?

- Nie. Skoro musieli... Wie pan, trudno mi o tym mówić, ja ciągle jeszcze jestem w szoku.

Pytam o to aresztowanie, bo sprawa, w której pana zatrzymano, ciągnie się od kilku miesięcy, i w tym czasie Lasy Państwowe cały czas współpracowały ze śledczymi. Pan również.

- Na to m.in. zwracał uwagę w czwartek sąd, nie godząc się na osadzenie nas w areszcie. Podkreślał, że nie ma zagrożenia matactwem z naszej strony, i że do tej pory nasza współpraca z prokuraturą była wzorcowa. Zresztą jak ja miałbym mataczyć? Lasy są jak wojsko. Na wszystko są polecenia służbowe, notatki. Na każdą decyzję, nawet najmniejszą, istnieje papier. Te sprawy, w których nas zatrzymano, też są doskonale udokumentowane. Tu nic nie odbywało się na słowo.

Skoro na wszystko są dokumenty, to o co w tym wszystkim chodzi?

- Nie mogę panu powiedzieć.

Ktoś pana wrabia? A może nowa władza mści się za pana dobre relacje z jej poprzednikami?

- Nie, to nie jest zemsta. Więcej nie powiem. Inni też słuchają naszej rozmowy.

Prokuratura uważa, że naraził pan skarb państwa na stratę ponad 5 mln zł, sprzedając drewno poza aukcjami. Ale na taką sprzedaż miał pan zgodę swoich przełożonych. Na czym więc polegał problem?

- To już by trzeba pytać prokuraturę. Ale ja mogę panu opisać całą tę sytuację. Wyniknęła ona z ułomności naszego systemu sprzedaży drewna, jego bezduszności. Nikt nie przewidział, że któryś z naszych stałych odbiorców może przez rok nie kupować drewna. A tak właśnie stało się z firmą Rakom w roku 2006. Wówczas zamiast kupować materiał, skupiła się ona na inwestycjach. Po prostu przygotowywała się do zwiększenia produkcji. I nasz system sprzedaży ją wykreślił. Firma wypadła z kręgu stałych odbiorców.

My chcieliśmy dać jej równe szanse. Jej właściciel od początku 2007 r. dobijał się u wszystkich świętych, by znów znaleźć się wśród odbiorców. I dyrektor generalny zezwolił na sprzedaż w systemie eksperckim, z pominięciem aukcji.

Zdaniem prokuratora, skarb państwa stracił przez to mnóstwo pieniędzy.

- To nieporozumienie. Drewno sprzedaliśmy firmie Rakom po takich samych stawkach, jak innym masowym odbiorcom. A co do aukcji - przecież to margines sprzedaży, może 2 proc. naszej rocznej produkcji, która sięga prawie 3 mln metrów sześc. Na aukcję trafiają wyłącznie resztki, końcówki, rzeczy z remanentów.

Skąd różnica w cenie między drewnem na aukcjach a tym sprzedawanym w trybie eksperckim?

- W zeszłym roku na naszym portalu aukcyjnym działo się jakieś szaleństwo. Ludzie się przelicytowywali, napędzając ceny tak bardzo, że rosły one nawet dwukrotnie. Zupełnie bez potrzeby. W tym roku sytuacja jest dokładnie odwrotna. Ale powtarzam - aukcje to margines. Jeśli się komuś wydaje, że te 50 tys. metrów, gdyby nie trafiło do firmy Rakom, to trafiłoby na aukcję, to jest w głębokim błędzie. Po prostu zostałoby w lesie, na pniu. I nie zarobilibyśmy nic.

Co dalej z panem będzie?

- Nie wiem. To pytanie do moich przełożonych. Mógłbym odejść z lasów. Mam prawie 60 lat, do emerytury jakoś sobie poradzę. Dłużej i tak żyć nie będę, bo chociaż tego nie widać, poważnie choruję. Ale szkoda mi tych dwóch tysięcy ludzi zatrudnionych w regionalnej dyrekcji. Nie chcę ich porzucać. Myślałem, że mogę im pomóc odnaleźć się w nowych realiach, w jakich znaleźliśmy się po wejściu do Unii. Ekologia czy obszary Natura 2000. Pomóc w zmianie charakteru lasów na w pełni europejski. Wie pan, ja jestem leśnikiem w trzecim pokoleniu. Mój dziadek zginął w Katyniu. Ojca wykończyła władza ludowa w latach 50. Czy mnie pisane jest iść w ich ślady?

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

Was this article interesting?

Thank you for your feedback!

Stay up to date

Receive the most important news from the wood industry directly in your inbox.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Only signed-in users can post comments. Log in

Report a bug