Wojna o drewno na Warmii i Mazurach
Ikea planuje budowę w regionie tartaku i trzech fabryk mebli, m.in. pierwszej w Polsce wytwórni klejonych płyt HDF. Chce zatrudnić tysiąc osób. Budowa ma ruszyć już na wiosnę.
Ale inwestycja ma wrogów - dziesiątki lokalnych producentów mebli i tartaki. Powodem jest drewno. A właściwie jego brak.
Szwedzki koncern chce podpisać z Lasami Państwowymi (monopolistą na rynku) kontrakt gwarantujący mu od 2007 roku 250 tys. m sześc. drewna rocznie. Negocjacje mają się zakończyć w ciągu najbliższych dni. Ikea ma spore szanse dostać to, czego chce, bo Polska jest drugim co do wielkości dostawcą mebli do sklepów tej sieci. Szwedzi zainwestowali u nas już 600 mln dol., a planują kolejne 340 mln euro.
Tymczasem w całym kraju drewna brakuje. Potrzeba co najmniej 2-4 mln m sześc. rocznie więcej. Lasy Państwowe nie mogą, nawet jakby chciały, zwiększyć wyrębu, więc aby sprzedać surowiec Szwedom, będą musiały odebrać je innym producentom z regionu.
- To nie w porządku - protestuje Marek Nowakowski, dyrektor zaopatrzenia w olsztyńskiej firmie Mebelplast. - Potrzebujemy 4-5 tys. m sześc. drewna rocznie. Już dziś dostajemy z tego ledwo połowę. Słyszymy ciągle w Lasach Państwowych: nie damy więcej, bo nie mamy, a obowiązują nas dziesięcioletnie plany wyrębu itp. I nagle chcą podpisać kontrakt na 250 tys. To absurd - oburza się Nowakowski.
Podobnego zdania jest Bogdan Czemko z Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego. - Nie można zabierać drewna dotychczasowym kontrahentom, aby dać je nowym klientom! Lasy Państwowe nie chcą podpisywać z małymi i średnimi producentami długoterminowych kontraktów. Firmy odnawiają je co roku i nigdy nie wiedzą, na ile drewna mogą liczyć - twierdzi Czemko. - Takich problemów nie mają giganci pokroju Ikei - dodaje.
Ewentualne porozumienie Lasów ze szwedzkim koncernem oznacza dla drobnych producentów konieczność kupowania drewna na przetargach. Już dziś konkurencja jest tu jednak potworna. Np. w wyścigu po dodatkowe 2 tys. m sześc. surowca startuje czasem 70 firm! To winduje ceny o kilkadziesiąt procent. Za metr trzeba zapłacić nawet 430 zł (normalnie 280-290 zł).
- To dla nas za dużo - twierdzą. - Już teraz myślimy o zwolnieniach. Jak Ikea dostanie kontrakt z Lasami, którego żąda, ceny w regionie jeszcze skoczą i najmniejsi producenci zbankrutują.
Jedynym rozwiązaniem problemu jest stworzenie gwarancji dostaw dla tych firm, które regularnie wywiązują się z płatności wobec Lasów. - Na to jednak się nie zanosi - mówi Czemko.
Waldemar Tomkiewicz, rzecznik Lasów Państwowych, oraz Joanna Łozińska, rzecznik Ikei odmówili "Gazecie" komentarza.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz
Kommentare können nur von angemeldeten Benutzern hinterlassen werden. Anmelden