DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Witar - Ratują Tartaki aż wióry lecą

Gazeta Poznańska

Autor: Józef Djaczenko, Joanna Kardasz-Dyc
Źródło: Gazeta Poznańska
Data: 2004-08-13


Od dwóch lat trwa walka o uratowanie od upadłości Wielkopolskich Tartaków Witar. "Koła ratunkowe" tonącej spółce rzuciła grupa działaczy SLD, zajmujących w firmie najważniejsze stanowiska. Teraz sami chcą nasłać na siebie Najwyższą Izbę Kontroli. - By uniknąć pomówień - twierdzą.

Witar to jedna z najbardziej upartyjnionych firm w Polsce. Opanowali ją działacze SLD, którzy od dwóch lat próbują reanimować spółkę po okresie rządów poprzedniego prezesa Kazimierza Jabłońskiego. Pod kierownictwem SLD kondycja firmy nie poprawiła się. Pojawiły się natomiast podejrzenia o czerpania korzyści majątkowych z upadającej spółki skarbu państwa przez prywatną firmę DLS (nazwa to odwrotność SLD), w której udziały mieli wiceprezes Witaru - Robert Baranowski oraz sekretarz Rady Wojewódzkiej SLD - Marek Nawrot.

Desant SLD

W 2002r. Witar był bliski upadku. "Kołem ratunkowym" rzuconym ze strony SLD miał być zarząd komisaryczny, na którego czele 1 lipca 2002r. stanął Paweł Grześkowiak, szef poznańskiego SLD. Przez kilkanaście miesięcy zdążył za państwowe pieniądze kupić kilkanaście nowych i drogich aut osobowych, zwolnić krytykujących go pracowników i zatrudnić grupę kolegów partyjnych. P.Grześkowiak tłumaczy, że zastał firmę w katastrofalnym stanie. Przez kilka miesięcy przygotowywał plan restrukturyzacji, który - jak podkreśla - do dziś jest realizowany przez nowego prezesa. Zdaniem pracowników prawda wygląda inaczej. Młodzi działacze SLD potraktowali firmę jak partyjny łup. Państwowe przedsiębiorstwo płaciło za ich noclegi w terenie, wyżywienie w drogich restauracjach i wycieczki wpisane w faktury jako "wyjazdy służbowe".

- Ludzie z SLD popisywali się publicznie dzwoniąc do Wagnera, Łybackiej, Janika, a nawet samego Millera. Otaczała ich opinia ludzi, którzy załatwią wszystko i to na szczeblu rządowym - wspomina osoba pamiętająca początek rządów SLD w Witarze.

Komercjalizacja jako niespodzianka

Dokonana przez SLD-owskie kierownictwo komercjalizacja niespodziewanie dla samych działaczy partyjnych na jakiś czas uratowała firmę, a przynajmniej pracowników. Tymczasem nowe kierownictwo firmy wcale nie zamierzało jej komercjalizować. W styczniu 2003 roku w jarocińskim tartaku odbyło się spotkanie, w którym oprócz P. Grześkowiaka udział wzięli także reprezentanci załóg wszystkich "witarowskich" tartaków.

- Przedstawiciele jednomyślnie poparli jako kierunek dalszych działań prywatyzację przedsiębiorstwa - informowała wówczas "Gazetę Poznańską" Katarzyna Dudziak, rzecznik jarocińskiego urzędu miejskiego, a póĽniej szef działu zarządzania majątkiem rzeczowym w Witarze. By zaspokoić żądania wierzycieli syndyk masy upadłościowej miał firmę sprzedać za niewielkie pieniądze - 18 mln zł, razem z zakładem w Biadkach, który wówczas był wart 20 mln zł.

- P.Grześkowiak i jego zastępcy bardzo się zdziwili, gdy po powrocie do Poznania znaleźli decyzję ministra o komercjalizacji - opowiada osoba z byłego kierownictwa firmy.

Burza w partii

Postępowanie PGrześkowiaka i jego zastępców wzbudziło niezadowolenie w SLD. Odwołanie kierownictwa firmy wydawało się przesądzone. Zarządca komisaryczny rzeczywiście odszedł i... odnalazł się w fabryce parkietów Biadki - jedynym zakładzie Witaru o dobrej kondycji, produkującym na eksport. Jest tam teraz prezesem.

P. Grześkowiak zaprzecza informacjom o niegospodarności pod jego rządami. - Samochody, które podobno kupiłem dla Witaru za astronomiczne ceny przyjęliśmy w leasing. Koszty eksploatacji są znacznie niższe niż tych, które sprzedaliśmy - twierdzi. Broni się też tym, że zgodę na wymianę aut otrzymał od ówczesnego wicewojewody - Wojciecha Jankowiaka. - Zakup ten z pewnością nie wpłynął negatywnie na wynik finansowy przedsiębiorstwa - zapewnia P. Grześkowiak.

Kronika zmian kadrowych

Pierwszym prezesem firmy przekształconej w spółkę Skarbu Państwa został działacz wielkopolskiego SLD - Grzegorz Karolczyk. Wcześniej był doradcą SLD-owsiego ministra zdrowia. Po przekształceniach i odejściu P. Grześkowiaka posady zachowało jednak dwóch jego zastępców: Szymon Majkowski (do spraw handlu) i Robert Baranowski (do spraw finansowych). Pracownicy Witaru twierdzą, że Karolczyk nie ma w firmie nic do powiedzenia. Rządzą jego zastępcy i... Marek Nawrot, sekretarz zarządu wojewódzkiego SLD. Nowa spółka została zarejestrowana błyskawicznie, co - zdaniem związkowca z jednego z tartaków - dowodzi szczególnego traktowania tej firmy przez polityków z SLD. Inne spółki rejestrują się miesiącami.

DLS żeruje na Witarze?

Choć nigdy nie był we władzach spółki sekretarz zarządu wojewódzkiego SLD M.Nawrot odgrywa w działaniach spółki znaczącą rolę. Np. negocjuje w jej imieniu. Co ciekawsze - kupił udziały w spółce DLS, która zdaniem naszych informatorów prowadziła działalność konkurencyjną dla Witaru i zarabiała na nim przejmując najbardziej atrakcyjne zlecenia. M.Nawrot stanowczo temu zaprzecza, ale powstała w lipcu ubiegłego roku spółka jako przedmiot działalności wpisała handel hurtowy drewnem. Witar zajmuje się dokładnie tym samym. Udziałowcy - wśród nich również Robert Baranowski, wiceprezes Witaru - wnieśli do DLS po 20 tys. zł, a kapitał spółki opiewa na kwotę 60 tys. zł. Zdaniem naszych informatorów na współpracy z Witarem DLS mógł zarobić kilka milionów zł.

Prezes Witaru Grzegorz Karolczyk twierdzi, że nic nie wie na ten temat, a o spółce DLS dowiedział się niedawno. Wiceprezes Baranowski sprzedał swoje udziały w DLS w listopadzie ub. r. gdyż - jak twierdzi - nie przynosiły one oczekiwanych zysków. O zarobionych milionach nic nie wie.

-W życiu nie widziałem w Witarze takich pieniędzy - mówi. W lutym Marek Nawrot sprzedał swoje udziały w DLS. Jeden udział pozostawił sobie R. Baranowski (udziałowcem DLS jest także jego matka). Po co ten udział? Ma licencję na prowadzenie firmy rachunkowej - a takie są, zdaniem obecnych właścicieli DLS, założenia spółki. Ten jeden udział umożliwia spółce dalszą działalność.

- Powiązań finansowych między Witarem a DLS nie było. Nigdy nie zawieraliśmy żadnych umów, nie przejmowaliśmy zleceń - zapewnia R. Baranowski.

Gmach dla partii

Jednym z zadań DLS miało być zakupienie dla SLD w Poznaniu, po okazyjnej cenie, budynku biurowego przy ul. Taczaka, sąsiadującego z siedzibą Witaru. Budynek należał do likwidowanego Ośrodka Rozwojowego Przemysłu Drzewnego (ORED) i stanowił jedyny jego majątek.Oferta spółki DLS została odrzucona, gdyż nie wpłaciła ona (podobno przez gapiostwo) wadium. Pieniądze na wadium załatwić miał Paweł Grześkowiak.

Działacze SLD do ostatniej chwili naciskali na likwidatora, by ten, z naruszeniem ustawy, uwzględnił ich ofertę. Likwidator nie chciał z nami oficjalnie rozmawiać, ale nie zaprzecza naszym informacjom. Twierdzi tylko, że protokoły znajdują się w Urzędzie Wojewódzkim. Spółka DLS poinformowała wówczas, że sprawę kieruje do Sądu Okręgowego. Budynek kupiły trzy prywatne osoby płacąc 1,3 mln zł. Mówi się, że jest wart co najmniej dwa razy tyle. Po fiasku transakcji udziałów w spółce pozbyli się Baranowski i Nawrot.

Obecnie prezesem DLS jest Robert Puszkar, bliski znajomy R.Baranowskiego, któremu ten wraz z M.Nawrotem sprzedali swoje udziały w spółce. W międzyczasie firma zmieniła nazwę na Grupę Kapitałową Poznań i według zeznań podatkowych, wykazuje straty. Jej prezes w kwietniu kupił jednak nowego sportowego mercedesa coupe. Pojawiły się podejrzenia, że auto nabyło wykazu jące stratę DLS. R. Puszkar w oficjalnym piśmie do redakcji informuje, że spółka DLS nie wzięła w leasing "luksusowego mercedesa". Potwierdził jednak, że jeĽdzi takim pojazdem i że stanowi on jego własność. Został zarejestrowany w okolicach Szczecina jako auto... ciężarowe. Tam R.Puszkar jest członkiem zarządu Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Prowadzi też inną firmę. Nie chce zdradzić, czym się ona zajmuje.

Patron obraca pieniędzmi

To nie wszystkie powiązania polityków SLD z Witarem. Gospodarką wierzytelnościami Witaru zajmuje się spółka Patron. Do marca 2002 r. pracował w niej Robert Baranowski, wiceprezes Witaru. I on, i prezes Karolczyk twierdzą, że spółka wygrała przetarg na to zadanie, gdyż przedstawiła najlepszą ofertę.

Z naszych informacji wynika jednak, że spółka właśnie po to została powołana, by obsługiwać Witar i jest z nim powiązana nie tylko personalnie. Patron nie miał własnej siedziby, wynajmował więc pomieszczenie w fabryce w Biadkach. Obrót wierzytelnościami Witaru przynosił Patronowi duże pieniądze - tym bardziej, że pieniądze na konto państwowej spółki przelewano z opóĽnieniem. A pieniędzy tych było sporo - z 7 mln zł zobowiązań wobec Witaru Patron odzyskał nie mniej niż 2,5 mln zł zaległości przeterminowanych i zarobił na tym w ubiegłym roku ok. 300 tys. zł. Obecnie firma otrzymuje kilka tysięcy złotych miesięcznie za działania prewencyjne.

Robert Hoffmann, prezes Patrona twierdzi: - Firmę kupiłem w 96 roku. Patron zajmuje się teraz ściąganiem należności dla kilku firm. Z Witarem współpracujemy od dwóch lat. Spółka zalega mi z płatnościami na kwotę kilkudziesięciu tysięcy złotych. Nie ma więc mowy, o tym, by Patron przetrzymywał jakiekolwiek pieniądze.

Holding w rękach SLD

Jaka będzie przyszłość Tartaków? Witar ma strukturę holdingową - zakłady w terenie są spółkami zależnymi od centrali. Miały zarządy jednoosobowe, ale liczba wiceprezesów uległa zwiększeniu, co ludziom z SLD zapewniło dodatkowe posady. Dobrą kondycję ma tylko firma z Biadek, wyposażona w nowoczesną linię technologiczną. Prezes Karolczyk zwraca uwagę, że poczynił oszczędności redukując pracowników centrali. Pracownicy z terenu twierdza, że jest wprost przeciwnie.

Poszczególne zakłady mają być prywatyzowane. Pracownicy tartaku w Górze, uchodzącego za łakomy kąsek sprzeciwiają się przetargowi ofertowemu. Twierdzą, że w rzeczywistości tartak ma już nabywcę, trzeba tylko sprawę przeprowadzić oficjalnie. Wymieniają nawet nazwiska prominentnych polityków SLD, którzy po przejęciu zakładu w kilka miesięcy zarobią miliony. Domagają się sprzedaży zakładu załodze. W sprawę zaangażował się burmistrz Góry - Tadeusz Wrotkowski, który jeździł do Ministerstwa Skarbu Państwa i przekonywał ministra do sprzedaż tartaków załodze.

- Bardzo bym chciał, by pracownicy kupili tartak. Zgodnie z ustawą wygra jednak ten, kto da najwięcej - zwraca uwagę prezes Karolczyk. Pracownicy nie rezygnują. Próbują się spotykać z wojewodą, z politykami SLD. Nic nie wskórali w Poznaniu, nie porozumieli się też z posłami Ziemi Dolnośląskiej. - Wszystko jest scentralizowane. SLD trzyma się mocno i rozgrywa karty po swojemu - mówi jeden z pracowników.

Rozmowa ze Zbigniewem Heydrychem, dyrektorem Wydziału Skarbu Państwa i Przekształceń Własnościowych w Urzędzie Wojewódzkim

Czy ma pan informacje na temat tego, co się aktualnie dzieje w firmie Witar?

- Nie. Jest to teraz jednoosobowa spółka Skarbu Państwa, podlegająca bezpośrednio pod Ministerstwo Skarbu Państwa.

Do Urzędu Wojewódzkiego nie docierają żadne dokumenty dotyczące tej spółki?

- Po decyzji o komercjalizacji spółki wpłynął do nas wpis z KRS-u. Inne dokumenty przekazano wojewodzie do wiadomości. Dotyczą one protestu tartaku w Górze przeciwko wstrzymaniu prywatyzacji. Była i prośba Witaru o pomoc w pozyskaniu surowca do produkcji. Wojewoda wysłał w tej sprawie pismo do dyrektora Lasów Państwowych.

Nie słyszał pan nic o nieprawidłowościach, takich jak współpraca państwowej firmy z prywatnymi spółkami utworzonymi przez ludzi z kierownictwa Witaru?

- Pracuję na dokumentach, plotkami się nie zajmuję.

Czy ma pan dane na temat próby kupienia przez jedną ze spółek biurowca Oredu z przeznaczeniem na siedzibę SLD?

- Biurowiec ten rzeczywiście był sprzedawany, ogłoszono w tej sprawie przetarg. Zgłosiło się dwóch oferentów, ale jeden z nich nie spełniał warunków, więc wygrał inny podmiot. Odrzucono ofertę spółki DLS, ale pierwsze słyszę, by w sprzedawanym budynku miała się mieścić siedziba SLD.

Rozmawiał Józef DJACZENKO

Rozmowa z Markiem Nawrotem, sekretarzem Zarządu Wojewódzkiego SLD

Jest pan związany ze spółką DLS?

- W lipcu 2003 roku nabyłem udziały tej spółki o wartości 20 tys. zł. Miała się ona zajmować zewnętrznym prowadzeniem księgowości innym podmiotom. Był to okres, w którym oszczędzałem pieniądze na zakup domu i ten sposób zainwestowania pieniędzy wydał mi się najkorzystniejszy. W związku z tym, że spółka zamiast podjąć działalność gospodarczą przewidzianą przy jej tworzeniu tego nie czyniła, oraz w związku z tym, że z miesiąca na miesiąc generowała coraz większą stratę co groziło utratą wniesionego przez mnie kapitału podjąłem decyzję o sprzedaży wszystkich udziałów.

Spółka prowadziła konkurencyjną dla Witaru działalność. Mówi się, że miała wspólne interesy z upadającą spółką skarbu państwa i czerpała z niej zyski.

- To śmieszne. Za miesiące od lipca 2003 roku do lutego 2004, kiedy sprzedałem swoje udziały, spółka wykazała stratę na kwotę ponad 15 tys. zł. Zarzuty o milionowych obrotach spółki realizowanych dzięki Witarowi są absurdalne i dlatego wstrzymam się od jakiegokolwiek ich komentowania.

Po co w takim razie panu przygoda z DLS-em?

To miała być inwestycja. Nie udało się. W dobie działalności gospodarczej tego typu przedsięwzięcie zasługuje raczej na pochwałę a sprawowanie przeze mnie funkcji politycznej w żadnym stopniu nie powinno mieć na ten fakt wpływu. Powtarzające się afery gospodarcze z udziałem przedstawicieli świata polityki nie mogą i nie powinny służyć uogólnieniom i tworzeniu jednolitego schematu: polityk w gospodarce równa się przestępstwo.

Rozmawiała Joanna KARDASZ-DYC

Trzęsienie w SLD

Gdy władze spółki Witar dowiedziały się, że "Gazeta Poznańska" zbiera informacje na temat państwowej ale zdominowanej przez SLD firmy i jej powiązań z prywatnymi spółkami, doszło do przysłowiowego "trzęsienia ziemi". Redaktor naczelny "Gazety Poznańskiej" otrzymał kilka pism od osób z kierownictwa "Witaru", z groĽbami skierowania sprawy do sądu, gdyby doszło do opublikowania materiału. W tym samym czasie pracownicy firmy dzwonili do naszej redakcji twierdząc, że trwa intensywne poszukiwanie "donosicieli". Podejrzanych było wielu. Pracownicy Witaru skarżą się, że ich rozmowy telefoniczne od dawna są podsłuchiwane a firmowi informatycy przechwytują listy wysyłane pocztą elektroniczną.

Partyjne składki

Dlaczego w Wiatarze stanowiska znalazło tak wielu działaczy SLD? - Liczyły się atrakcyjne miejsca pracy, ale nie jest tajemnicą, że sporą część pensji, nawet 10-20 proc., przekazywali partii - mówi jeden z wtajemniczonych pracowników. Witar stracił fachowców, zyskał partyjnych. Gdy po zmianie kursu złotówki eksport stał się opłacalny i Witar mógł stać się firmą świetnie prosperującą, wykorzystującą światową koniunkturę w przemyśle drzewnym, wpadł w kłopoty finansowe. Dziś tartaki stoją, bo brakuje im surowców.

Sprawa w NIK

Władze SLD i Witaru zapowiadają, że same zgłoszą sprawę do Najwyższej Izby Kontroli. Takie zapewnienia otrzymaliśmy od szefa SLD w Wielkopolsce - Józefa Nowickiego, sekretarza - Marka Nawrota oraz prezesa Witaru.

Józef Nowicki
szef wielkopolskiego SLD

Parlamentarzyści wielkopolscy, głównie SLD, wiele zrobili dla ratowania przedsiębiorstwa.Te działania podejmowane są dla wzmocnienia starań Zarządu Spółki. Nie mają politycznej, a tym bardziej partyjnej konotacji i nie zmienia tego faktu przynależność do SLD niektórych osób zatrudnionych w spółce. W żaden sposób i w żadnej mierze struktury SLD nie ingerują w sprawy wewnętrzne tej firmy.


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz