DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 
Tartacznictwo

Przygody Oskara

Wood-Mizer

Autor:
Źródło: Wood-Mizer
Data: 2013-12-13


Gdyby ktoś w Hollywood postanowił nakręcić film o wędrownym traczu, który przecierając kłody na tarcicę, znajduje się w niezwykłych sytuacjach, to historia naszego Oskara na pewno mogłaby zdobyć Oscara.

Trak, który widziałem był bardzo prosty. W firmie Oberts dowiedziałem się, że są również wersje bardziej zaawansowaneTrak, który widziałem był bardzo prosty. W firmie Oberts dowiedziałem się, że są również wersje bardziej zaawansowaneFot. Wood-Mizer

Oskar Kejszs z Kubuli jest młodym inżynierem leśnictwa po Wydziale Leśnym Akademii Rolnej w Jelgawie na Łotwie. Swoją pracę rozpoczął prowadząc szacowanie wartości lasów na potrzeby rynku i służb podatkowych. W latach 90-tych na Łotwie było wielkie zapotrzebowanie na przedstawicieli tego zawodu, ponieważ zwracano lasy ich dawnym właścicielom. Oskar inwentaryzował lasy na okrągło.

„Mieliśmy co niemiara pracy" – Oskar nie kryje zadowolenia, wspominając tamte czasy.

Z czasem "boom" się skończył i obecnie Oskar poświęca tej pracy dwa dni w tygodniu. Klient zamawia wycenę swoich 10-12 hektarów i na tym sprawa się kończy.

Któregoś dnia Oskar zobaczył traka Wood-Mizer, na którym przecierano kłody.

„Stałem i patrzyłem, jak zaczarowany. Zdałem sobie sprawę, że to jest przyszłość! Zrozumiałem, że właśnie tym chciałbym się zajmować! – mówi z zapałem Oskar. – I tak zrodził się pomysł na własną działalność".

Krótko po tym Oskar zadzwonił do firmy Oberts w Rydze – przedstawiciela Wood-Mizer. „Trak, który widziałem był bardzo prosty. W firmie Oberts dowiedziałem się, że są również wersje bardziej zaawansowane. Pomyślałem, że żyjemy w XXI wieku, więc zdecydowałem się na model „z bajerami".

I w ten sposób kupił przewoźny trak Wood-Mizer – model LT40.

„Wybrałem urządzenie z silnikiem elektrycznym, bo ta wersja jest bardziej niezawodna i prostsza w obsłudze. Pomyślałem, że w normalnym gospodarstwie powinno być zasilanie trójfazowe" – wyjaśnia Oskar.

Trak LT40 stał się legendą. Spośród 50 000 urządzeń, które Wood-Mizer sprzedał od roku 1982, model LT40 stanowił aż 60% sprzedaży i cieszy się na świecie największą popularnością.

Ważną cechą charakterystyczną dla konstrukcji traków Wood-Mizer jest jednowspornikowa głowica tnąca zamocowana na ramie. Zamontowanie podwozia umożliwia transport maszyny w dowolne miejsce. Do pracy maszyny niepotrzebne są ani fundamenty, ani też specjalne warunki – trak może pracować pod gołym niebem i przy każdej pogodzie. Wystarczy przetransportować urządzenie na miejsce pracy i przygotować maszynę do cięcia, zwykle zajmuje to kilkanaście minut. Hydrauliczne rampy załadowcze umożliwiają załadunek kłody na łoże traka, rolki poziomujące jej wypoziomowanie, hydrauliczne ramię pozwala na obracanie kłody i na końcu za pomocą docisku unieruchamiamy kłodę dociskając ją do oporek bocznych. Wtedy rozpoczynamy proces cięcia.

Dzięki zastosowaniu brzeszczotów wąskotaśmowych produkcji Wood-Mizer, z każdej kłody można uzyskać więcej desek, w porównaniu ze standardowym trakiem ramowym. Fakt ten bardzo cieszy klientów Oskara. Dodatkowym plusem jest urządzenie do automatycznego ustawiania grubości ciętych desek, dzięki któremu operator nie musi zapamiętywać potrzebnych grubości desek. Wystarczy, że wprowadzi odpowiednią wartość do komputera, a głowica tnąca automatycznie dostosuje właściwe położenie.

„Byłem pierwszym klientem na Łotwie, który posiadał ten model" – chwali się Oskar.

Zapłacił za niego 25 tysięcy dolarów, ale postanowił zaoszczędzić na dostawie maszyny.

„Pomyślałem, że skoro jest to trak przewoźny, podczepię go do swojego Passata i jakoś dowiozę". I tak właśnie uczynił. Poprosił swojego kolegę i w dwójkę wybrali się w trasę o długości prawie 1000 km. Gdy w końcu dotarli do polskiej fabryki Wood-Mizer i wyjaśnili, jakie są ich zamiary, inżynierowie niechętnie przystali na takie rozwiązanie transportu.

Nieczęsto klienci zza granicy przyjeżdżają po traki. Prawdę mówiąc Oskar był pierwszym takim klientem. Dlatego Oskar otrzymał dokument na którym poświadczył, że bierze pełną odpowiedzialność za transport urządzenia na Łotwę. Ale Oskar „nie wymiękł". W zamian zażądał dokumentów potwierdzających zakup urządzenia.

Po wymianie oświadczeń, obie strony rozstały się w obustronnym zadowoleniu.

Oskar z przyjacielem ruszyli w daleką podróż, holując urządzenie po lokalnych drogach Polski, potem Litwy, aby w końcu dotrzeć do domu – do łotewskiej osady Kubuli w powiecie Balvi.

Kiedy sąsiedzi zobaczyli niesamowitą maszynę na podwórzu Oskara, od razu zaczęli składać pierwsze zamówienia. Było to latem 2008 roku, wkrótce po wielkim huraganie, który przeszedł przez Łotwę powalając wiele drzew. Trzeba było je usunąć i te smutne okoliczności tak naprawdę sprzyjały Oskarowi startującemu z własnym biznesem.

„Zamówienia wpłynęły już wkrótce, ale ja się nie spieszyłem. Zamierzałem przyjeżdżać do klientów jako zawodowiec i pokazać klasę." Prawie miesiąc zajęła Oskarowi nauka cięcia na traku i własnych kłodach, które w spadku zostawił mu dziadek. W tym czasie szlifował czynności obsługi do takiego poziomu, że mógł je wykonywać prawie automatycznie. Z takim doświadczeniem mógł już ruszać z trakiem na usługi.

Klienci dzwonili z całej Łotwy.

„Obsługuję ludzi, więc muszę być wobec nich uczciwy – mówi Oskar. Moją główną zasadą jest jakość i precyzja. Ponieważ Łotwa jest niewielkim krajem, każde ponowne zamówienie na wykonanie desek jest potwierdzeniem, że klienci są zadowoleni z mojej usługi".

Warto dodać, że Oskar pracuje naprawdę szybko. Jak przykład można podać rolnika spod Rygi, któremu śnieg połamał dach. W celu naprawy i przebudowy gospodarstwa wezwał Oskara, aby ten wykonał tarcicę z 200 kubików drewna. Było to duże zamówienie, które Oskar zrealizował zaledwie w 10 dni. Rolnik był pod ogromnym wrażeniem, bo wcześniej wykonywano podobne usługi, ale zwykle przecierali 40 kubików na miesiąc.

Pomocnikiem Oskara jest Borys – dwumetrowy gigant z nieprzeciętną krzepą, bo samodzielnie potrafi wtaczać wielkie kłody. Wspólnie z tym siłaczem Oskar ustanowił nowy rekord. W ciągu jednego w Karsowie przetarli aż 26 kubików, pracując od 5 rano do 10 wieczorem.

„Ostatnie 3 kłody przecieraliśmy już przy świetle reflektorów" – uśmiechając się opowiada Oskar. Po takim ciężkim dniu, wraca się do domu jak na skrzydłach, gdzie czeka na niego żona i trójka dzieci w wieku 12, 8 i 4 lata.

Po dwóch latach ciężkiej pracy Oskar wymienił swojego Passata na terenowego Mitsubishi, który był zdecydowanie mocniejszy i wygodniejszy. Dodatkowo do wnętrza można było zapakować brzeszczoty i przewody elektryczne. Pan Oskar dobrze radzi sobie z ostrzeniem. W tym celu kupił zestaw ostrzarki i rozwierka, również produkcji Wood-Mizer.

W okresie zimowym, kiedy popyt na usługi jest mniejszy, Oskar wykorzystuje traka na potrzeby własne: „Nie chcę popsuć surowca klientom, bo drewno jest wtedy przemrożone, a dodatkową przeszkodę stanowi śnieg. Natomiast w szczycie sezonu – od wiosny do sianokosów, ludzie więcej budują i mam pełne ręce roboty."

„Zawsze doradzam klientom, aby przed zakupem gotowych desek obliczyli ich koszt zakupu. Jeśli klient zakupi kłody i potrzebuje na przykład 30 desek o jakichś wymiarach i 20 w innej wymiarze, to ja z powodzeniem wykonam 31 i 21 desek. Dodatkowo zostaną oflisy i listwy, które zawsze przydadzą sie dobremu gospodarzowi."

Tak oto Oskar przemierza Łotwę i pomaga ludziom w przecieraniu drewna.

Tyle tylko, że w Hollywood na razie o tym nie wiedzą…

Przygody Oskara (Zdjęcia: 2)

Trak, który widziałem był bardzo prosty. W firmie Oberts dowiedziałem się, że są również wersje bardziej zaawansowaneByłem pierwszym klientem na Łotwie, który posiadał  trak Wood-Mizer – model LT40

 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz