DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Afera Drewno - Oczko w głowie prezydenta Kwaśniewskiego

Gazeta Polska

Autor: Piotr Lisiewicz
Źródło: Gazeta Polska
Data: 2004-08-18


Obsadzona z klucza partyjnego SLD dyrekcja Lasów Państwowych niszczy małe tartaki i warsztaty stolarskie, faworyzując duże koncerny, związane z tą partią oraz kancelarią prezydenta Kwaśniewskiego. Gdy te pierwsze nie mogą kupić od lasów drewna, drugie dostają je nawet 40 procent taniej. W efekcie pazerności władzy pracę stracić może nawet 50 tysięcy ludzi z terenów o największym w kraju bezrobociu – wynika ze śledztwa dziennikarskiego "Gazety Polskiej".

Mają nakaz z góry

Bolesław Romaniuk, właściciel firmy drzewnej Bomi z Mirosławca koło Piły zatrudniał 26 osób. – Tragedia – mówi o swojej sytuacji. – Na razie zwolniłem dwóch pracowników, którym przysługuje kuroniówka. Reszta godzi się na gorsze warunki, bierze bezpłatne urlopy. Nie zwalniam ich, bo skoro nie przysługuje im zasiłek, to zostaną bez grosza – mówi. – Robię wszystko, by nie stracić zagranicznych odbiorców. Poruszyłem niebo i ziemię. Chodziłem do burmistrzów, posłów. Bez efektu.

Jego firma by przetrwać do końca roku kupić powinna trzy tysiące metrów sześciennych drewna. Tymczasem w nadleśnictwie w Wałczu Romaniuk dowiedział się, że nie dostanie nic. – Nadleśniczy niczemu nie jest winny. Ma nakaz z góry, by drewno sprzedawać komuś innemu. Jeśli tak nie zrobi, straci pracę – mówi Romaniuk.

Firmy, którym każe sprzedawać drewno "góra" to Kronospan ze Szczecinka i Frantschach Świecie SA. – Moje drewno pojechało do Szczecinka. Ja za metr sześcienny drewna płaciłem 105 złotych. A firma Kronospan płaci 73 złote, czyli ponad 30 procent mniej. I nadleśniczy musi sprzedać im drewno, ze szkodą dla swojego nadleśnictwa! – nie może zrozumieć przedsiębiorca.

Lato leśnych przekrętów

Drugi koniec Polski, Podkarpacie. Tu bezrobocie jest największe w kraju. Byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie fakt, że region ten to zagłębie małych, rodzinnych firm, produkujących wyroby z drewna. Dziś zwalniają pracowników, wielu grozi upadek. – Szlag mnie trafia, kiedy to widzę. To jeden wielki przekręt, rozbój w biały dzień – mówi nam jeden z nadleśniczych. Nazwiska nie poda, bo boi się o pracę. Firma z Mielca, której musi za grosze sprzedawać drewno, nazywa się podobnie jak ta ze Szczecinka – Melnox/Kronowood.

Różnica w cenach jest jeszcze bardziej drastyczna niż na północy kraju. Do najbardziej poszukiwanych rodzajów drewna należy tu tzw. papierówka, czyli drewno średniowymiarowe, używane nie tylko do produkcji papieru, ale także parkietu, boazerii czy obijania dachu. Wyniki naszego śledztwa przynoszą tym razem konkretne dane. Za papierówkę liściastą zwykli odbiorcy płacą Lasom Państwowym po 80-90 złotych za metr sześcienny. Uprzywilejowany Kronowood z Mielca – tylko 52-58 złotych. Oznacza to, że firma ta płaci od 28 do 43 procent mniej od innych! Teoretycznie mniejsza różnica dotyczy papierówki iglastej – wynosi 8-28 procent. Ale w praktyce jest jeszcze gorzej, bo drewna tego typu praktycznie w nadleśnictwach nie ma – około 90 procent wykupują faworyzowane firmy.

Tomkiewicz: szopo-tracze muszą odejść

Waldemar Tomkiewicz, rzecznik Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych nie wydaje się być przejęty losem firmy Bolesława Romaniuka i tysięcy małych warsztatów w kraju. - My mówimy na nich szopo-tracze. Jak jest koniunktura, to pojawia się dużo takich Zenków, co zbudują sobie szopę i mówią: dawajcie drewno, bo my jesteśmy wielcy eksporterzy. Romaniuk nie może uwierzyć, że tak powiedział rzecznik. - Za te słowa ten pan powinien dostać po buzi – mówi wściekły. Takie firmy jak Romaniuka zatrudniają w Polsce więcej pracowników, niż cały duży przemysł drzewny razem wzięty!

Rzecznik Tomkiewicz najpierw usiłuje przekonać nas, że drewno sprzedawane jest przez lasy wszystkim po jednakowych cenach. Gdy podajemy mu cyfry, najpierw gorączkowo zaprzecza: - To niemożliwe, niech ci przedsiębiorcy panu dyrdymałów nie opowiadają. – Ale takie same ceny podało nam kilku nadleśniczych. – Naprawdę? Musi to wynikać z kosztów transportu, który w przypadku dużych zakładów wychodzi taniej.

Zdaniem przedsiębiorców argument jest absurdalny. Mali odbiorcy sami odbierają drewno i za jego transport Lasy nie płacą ani grosza. Przedstawiciel Kronowoodu mówi za to, że to nie jego firma zabiegała o specjalne traktowanie. – To Lasy Państwowe chciały stworzyć grupę odbiorców strategicznych, bo uznały, że to im się opłaca – mówi Robert Rak z działu zakupu drewna firmy Kronowood. Nie zaprzecza naszym ustaleniom, gdy chodzi o ceny, po jakich jego firma kupuje drewno. Dodaje jednak: - Nam też drewna brakuje. Potrzebujemy 520 tysięcy metrów sześciennych, a dostajemy 420. Ceny są niższe, bo jesteśmy odbiorcą hurtowym. A brak drewna dla tartaków wcale nie jest nam na rękę, bo sami od nich skupujemy trociny i odpadki, których im zabraknie, jeśli nie będą dostawać drewna.

Tymczasem według jednego z naszych informatorów Kronowoodowi nie tylko nie brakuje drewna. Firma handluje kupionym tanio surowcem. - Drewno wjeżdża jedną bramą, a wyjeżdża drugą, sprzedane po wyższej cenie – mówi nasz informator. - To nieprawda. Kupujemy drewno wyłącznie na własne potrzeby – zaprzecza Krzysztof Rak.

Raje podatkowe sieci Krono

Jak doszło do tego, że małe zakłady mają kłopoty? Lasy Państwowe są w Polsce faktycznym monopolistą w dostarczaniu przedsiębiorcom drewna. Drzewa mogą wycinać w ograniczonych ilościach, by nie zaszkodzić przyrodzie. A ostatnio wysoki kurs euro spowodował, że przedsiębiorcom produkującym wyroby z drewna opłaca się je eksportować, więc chętnych na jego zakup jest wielu. W tej sytuacji można by się spodziewać gwałtownego wzrostu cen drewna. Ale nic takiego się nie dzieje. Bo Lasy Państwowe zamiast zyskać na świetnej koniunkturze, sprzedają drewno po śmiesznie niskich cenach wybranym firmom.

Kim są właściciele uprzywilejowanych firm? Jak ustaliliśmy, jest ich osiem. Aż trzy z nich mają w swojej nazwie "Krono" – Kronospan ze Szczecinka, Kronowood z Mielca i Kronopol z Żar. Międzynarodowa sieć Krono (jako jej centralę wymienia się Austrię lub Szwajcarię), nie ma w Polsce dobrej reputacji. W jej ramach działają także, oprócz wymienionych m. in. Kronoplus z Poznania, oddział Kronoplusa w Dobroszycach, Kronoerg z Pustkowa, Kronochem, Malta Trading i Malta Decor z Poznania. Wiele z firm sieci Krono działa w specjalnych strefach ekonomicznych i korzysta z dużych zwolnień podatkowych.

W latach 1999-2000 firmami z sieci Krono zajmował się Urząd Ochrony Państwa. "UOP znalazł ukrytą w transporcie paneli Krono broń" - pisała "Gazeta Wyborcza". Specsłużby zorganizowały wówczas widowiskowy nalot na zakłady w Mielcu. – Dostaliśmy informację ze źródła, które uznawaliśmy za bardzo pewne, że na terenie zakładów znajduje się broń. Specjalna grupa przeszukała zakłady, ale broni nie odnaleźliśmy – mówi GP były wysoki oficer UOP.

Przy okazji wyszło na jaw wiele interesujących faktów. "Choć mieleckie spółki przyznają się do pokrewieństwa z zachodnioeuropejskim koncernem, to z dokumentów rejestrowych wynika, że zostały założone przez firmy pochodzące z rajów podatkowych - Cypru i Liechtensteinu"– pisała GW (13.03.2000r.) Dziennikarze opisali też mechanizm działania grupy: "koszty i straty kumulowane są tylko w niektórych spółkach, natomiast zyski pojawiają się tam, gdzie firmy korzystają ze zwolnień podatkowych".

Senator jako szef marketingu

Nienajlepsza reputacja nie przeszkodziła sieci Krono pojawić się na salonach władzy po objęciu jej przez rząd Leszka Millera. Witold Gładkowski to ostatni PRL-owski naczelnik Szczecinka, działacz PZPR od 1966 roku, nauczyciel i dyrektor w tutejszych zawodówkach, właściciel Srebrnej i Brązowej odznaki im. Janka Krasickiego. W 2001 roku zdobył senatorski mandat. Z "Gazetą Polską" senator nie chce rozmawiać. - Pan senator prosił, żeby panu przekazać, że dotarła do niego pana informacja. Nic więcej nie ma w tej sprawie do powiedzenia – informuje nas sekretarka. Specjalnością senatora są ostatnio przemówienia. Głównie na temat firmy Kronospan, czyli mieszczącej się w jego mieście polskiej centrali sieci Krono.

30 kwietnia 2004. Gładkowski jest uczestnikiem konferencji "Kronospan - szansa czy zagrożenie dla regionu Środkowopomorskiego". Przemawia niczym szef marketingu prywatnej firmy: "Kronospan to także: Mikołaj dla dzieci, Dzień Dziecka, stypendia dla najlepszych uczniów, zabawy karnawałowe dla dzieci, tornistry dla maluchów, Kronodrzewko" – zachwala akcje charytatywne firmy. 25 października 2003. "Senator RP Witold Gładkowski złożył na ręce Dyrektora Kronospanu p. Jerzego Wakuły okolicznościowy list wraz z pucharem za propagowanie i docenianie ekologii w powiecie szczecineckim" – czytamy w lokalnych mediach.

Gładkowski w regionie znany jest ze świetnych kontaktów w kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego. Prezydent patronuje konkursowi "Człowieka Roku na Pomorzu". "Kapituła wyraziła wdzięczność senatorowi Ziemi Środkowopomorskiej Witoldowi Gładkowskiemu za bieżącą codzienną współpracę" – czytamy w relacji z imprezy. Inny konkurs - "Człowiek Roku na Pomorzu Środkowym". Podczas uroczystości nadania nagrody przez "niezależną kapitułę" Gładkowski występuje w roli gospodarza imprezy – informują lokalne media. Patrzymy na listę nagrodzonych. Odnajdujemy nazwisko Andrzeja Modrzejewskiego - dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinku.

Na stronie internetowej Gładkowskiego czytamy też, że senator był "jednym z głównych gości zaproszonych na uroczystości leśnego jubileuszu. Dyrektorowi RDLP (Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych – przyp. PL). Andrzejowi Modrzejewskiemu przekazał wiązankę kwiatów".

SLD pielgrzymuje do Krono

Od czasu objęcia władzy przez SLD, zakłady Kronospan to cel pielgrzymek polityków rządzącej kolacji. Pielgrzymek, które prowadzi zawsze ten sam przewodnik - senator Gładkowski. 11 maja 2003 zakłady odwiedza wicepremier Marek Pol. Przecina wstęgę otwierającą nową linię technologiczną. - Rozwój tej firmy to wielka szansa dla regionu – mówi.

"W dniu 16 lipca 2003r. z inicjatywy senatora RP Witolda Gładkowskiego Szczecinek odwiedziła p. Wicemarszałek Senatu Jolanta Danielak (...)Wicemarszałek Senatu Jolanta Danielak odwiedziła jeden ze szczecineckich zakładów pracy – Kronospan" – czytamy na stronie senatora. Lokalna TV Zachód: "Dziś, na zaproszenie senatora Witolda Gładkowskiego, na terenie powiatu szczecineckiego przebywał wicemarszałek Senatu Ryszard Jarzembowski (...) Po rozmowach z dziennikarzami, marszałek zwiedził Kronospan".

Także inny parlamentarzysta z regionu, senator UP Grzegorz Niski, były oficer LWP, występuje w akcjach marketingowych Kronospanu. "Z inicjatywy senatora Grzegorza Niskiego w Krono Akademii dziś odbyła się konferencja poświęcona proekologicznym działaniom w regionie na przykładzie firmy Kronospan" – informuje TV Zachód. Dowiadujemy się też, że senator Niski sadził w Szczecinku "Kronodrzewka".

Firmy grupy Krono popularne są też w kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego. Aż trzykrotnie nominację do prezydenckiej Nagrody Gospodarczej uzyskała firma Kronopol z Żar. Dwukrotnie jako "najlepszy inwestor zagraniczny" (1999 i 2002), a raz jako "najlepszy eksporter" (2001). Nominacja daje prawo do umieszczania we wszelkich materiałach reklamowych informacji: "Nominowany do Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP".

Ostatnio prezydent dostrzegł także szczecinecki Kronospan przyznając mu nagrodę "Przyjaźni środowisku". 7 stycznia 2004 w uroczystości wręczenia nagrody w kancelarii prezydenta wzięli udział dyrektor firmy Jerzy Wakuła oraz senator Witold Gładkowski. Kronospan otrzymał też od prezydenta (16.01.2001) "Dyplom Srebrnego Sponsora", za wsparcie akcji "Internet w szkołach-projekt Prezydenta RP". W potoku prezydenckich nagród jedna szokuje: nagroda "Przyjaźni środowisku", którą dyrektor Wakuła odbierał w obecności senatora Gładkowskiego. Tymczasem sieć Krono należy do wyjątkowo uciążliwych trucicieli środowiska.

W 2000 r. w serii artykułów podkarpacka "Gazeta Wyborcza" pisała m. in.: "Firmy po zatruciu potoku i rzeczki oraz kłopotach z przekroczonymi normami hałasu mają następny problem: nowa spalarnia Melnoksu truje formaldehydami. Wykazały to badania przeprowadzone przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska", "zdaniem specjalistów z krakowskiej Akademii Rolniczej, przyczyniły się także do zniszczenia lasów wokół Mielca". - Dziś obumiera tu pięć razy więcej drzew niż kiedyś – opowiadał dziennikarzom Józef Prade, szef mieleckiego nadleśnictwa.

Podobnie jest w Szczecinku, gdzie tamtejszy dwutygodnik "Temat" opisywał, jak Kronospan spuścił dziwną substancję do jeziora Trzesiecko. Forum gazety roi się od narzekań na Kronospan. "Czy zauważyliście na swoich samochodach w ostatnich dniach po nocy warstwę szarego pyłu? Szczególnie teraz, gdy mamy taką pogodę - raz kropi, raz świeci słońce świetnie to widać, bo ten pył po lekkim deszczyku zamienia się w ohydne nakrapiane plamy (...) Pomyślcie, co my wdychamy do płuc i oczu!!!". Także w Poznaniu związana z koncernem firma Malta Decor spuściła w 1999 roku do rzeczki Cybiny substancję o nazwie "biel tytanowa". Zanieczyszczaniu przez firmę środowiska towarzyszą wszędzie akcje marketingowe, m. in. takie jak sadzenie drzewek, prezentujące firmy sieci Krono jako proekologiczne.

Oczko w głowie prezydenta Kwaśniewskiego

Firmy z grupy Krono to nie jedyne spośród korzystających z ekstrazniżek na zakup drewna. Takie umowy na szczeblu krajowym podpisuje osiem firm. – Kraj podzielony jest przez nie na strefy, w których znajdują się regionalne dyrekcje, zobowiązane do sprzedawania im drewna po sztucznie zaniżonych cenach – mówi nasz informator. Firmy z grupy Krono nie są wśród nich jedynymi związanymi z prezydentem. – Oczkiem w głowie Kwaśniewskiego jest International Paper Kwidzyń SA – mówi nasz informator.

Sprawdzamy. Okazuje się, że Kwidzyń to kolejna firma obsypana nagrodami przez prezydenta. W 2001 była nominowana do Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP w kategorii "inwestycja zagraniczna w Polsce". W 2003 została laureatem tej nagrody. 19 września 2002 roku w Pałacu Prezydenckim prezydent Aleksander Kwaśniewski wręczył ordery zasłużonym pracownikom Kwidzynia. W kwietniu tego roku firma brała udział w kampanii "Dzień Przedsiębiorczości" organizowanej pod prezydenckim patronatem.

Dawidziuk od willi Kołodki

Jak doszło do tego, że Lasy Państwowe doprowadziły do tak drastycznego faworyzowania kilku potężnych firm kosztem reszty? Z naszych informacji wynika, że plan powstał na długo przed przejęciem władzy przez SLD. Gdy w 2001 roku Leszek Miller obejmuje rządy, nominacja Janusza Dawidziuka na dyrektora generalnego Lasów Państwowych odbierana jest przez media jako jedna z najbardziej kontrowersyjnych. Dawidziuka obciąża poważna afera z czasów, gdy rządził Lasami Państwowymi w latach 1993-1997.

W 1997 roku Dawidziuk za pieniądze Lasów zbudować kazał osiedle z willą z krytym basenem dla wicepremiera Grzegorza Kołodki. Gdy sprawa wyszła na jaw, kontrola kancelarii premiera ustaliła, że osiedle zbudowano z funduszu leśnego przeznaczonego na inne cele, na podstawie zezwoleń wydanych z pogwałceniem prawa a do tego "na terenach krajobrazu chronionego objętych zakazem budowy". Osiedle budowała firma związana z PSL-owskim ministrem ochrony środowiska Stanisławem Żelichowskim, który wcześniej mianował szefem Lasów Państwowych Dawidziuka.

Przygotowanie do skoku, czyli powrót centralnego rozdzielnictwa

W 2001 roku nowy dyrektor rozpoczyna rządy od mocnego uderzenia. Gdy obejmuje władzę Lasach, firma sprzedaje drewno na jawnych przetargach. Władza nad przetargami jest zdecentralizowana – zwołuje je nie centrala, a znający lokalny rynek nadleśniczy. To on decyduje, ile drewna chce sprzedać lokalnym odbiorcom, a ile przekazać wielkim zakładom. Jedną z pierwszych decyzji dyrektora Dawidziuka jest odejście od obowiązkowych przetargów. 30 listopada 2001 Dawidziuk bez większego rozgłosu wydaje brzemienne w skutkach zarządzenie. Ogłasza, że w interesie nabywców drewno może być odtąd sprzedawane nie tylko na przetargach, ale m. in. w drodze negocjacji.

Zarządzenie zabiera też niemal całą kontrolę nad handlem drewnem nadleśniczym. Gdy kupują największe firmy, zaliczone od odbiorców strategicznych, o tym, komu i za ile sprzedać drewno decydować ma odtąd dyrektor generalny Lasów Państwowych, czyli Dawidziuk. Średnim firmom drewno sprzedają regionalne dyrekcje Lasów. Firmom lokalnym drewno sprzedaje wprawdzie dalej nadleśniczy, ale nie ma on wpływu na to, ile drewna będzie miał dla lokalnych odbiorców. Bo to centrala zdecyduje, ilu mu zostawić.

Kolejnym ruchem Dawidziuka jest czystka wśród szefów regionalnych dyrekcji, którzy otrzymali właśnie dużą władzę. Dyrektor postanawia wyrzucić dziewięciu (wszystkich jest siedemnastu) i zastąpić ich swoimi ludźmi. Według naszych informacji w centralnej ekipie Dawidziuka jest co najmniej dwóch byłych funkcjonariuszy służb specjalnych PRL. Rzecznik Lasów Waldemar Tomkiewicz nie widzi nic złego w fakcie, że ich szef zlikwidował obowiązkowe przetargi. - Nie może być tak, że czterech dupków sobie przyjdzie, będą podbijać cenę, a potem my zostajemy z długami – mówi Tomkiewicz. - W wyniku przetargów Lasy miały pół miliarda długów.

– To nieprawda. Długi wynikały nie z systemu przetargowego, a z dekoniunktury na rynku. Tak samo było w połowie lat 90., kiedy przetargów nie było – uważa pytany przez nas ekspert. Zniesienie obowiązkowych przetargów przyniosło natomiast z pewnością jeden efekt: możliwość swobodnego dyktowania przez urzędników cen wielkim i średnim - regionalnym firmom.

Tomkiewicz: niech sobie mali padają

Dyrekcja Lasów Państwowych nie widzi nic złego w tym, że małe zakłady tracą grunt pod nogami. - Mamy doskonały przemysł meblowy, świetnych producentów płyt wiórowych. A małe zakłady i tak nie wytrzymają konkurencji, presji Zachodu. To oczywiste - mówi Tomkiewicz. Rzecznika nie interesuje argument, że małe zakłady zatrudniają więcej pracowników niż wielki przemysł a w wyniku dyskryminacji przez Lasy ludzie ci stracą pracę. – Ja sprzedaję drewno i nie interesuje mnie, kto ilu ludzi zatrudnia. Według Tomkiewicza mali muszą przegrać, bo w sąsiednich krajach działają olbrzymie tartaki przerabiające 500 tysięcy metrów sześciennych drewna.

- To bzdury, na Zachodzie produkcja opiera się właśnie na małych i średnich zakładach. To ekipa Dawidziuka chciała zainstalować u nas wielkie tartaki, żeby zbić na nich kokosy – mówi tymczasem nasz informator. Dowodem na to, że Lasy faktycznie miały takie plany, jest projekt umowy, jaką zawrzeć miały na 10 lat z firmą Frantschach Świecie S.A. Artykuł 12 projektu (z 20.08.2003) gwarantuje koncernowi status "najwyższego uprzywilejowania". Z umowy wynika także, iż tartak gigant będzie płacił niższą niż małe zakłady cenę za drewno. Pomysł na razie nie wypalił. Po interpelacji posła Tomasza Markowskiego (PiS) musiał tłumaczyć się z niego wiceminister Krzysztof Szamałek.

Według zdobytych przez nas informacji Lasy Państwowe nie zamierzają poprzestać na obecnych dyskryminujących drobnych przedsiębiorców posunięciach. Planują podpisanie kolejnych wieloletnich umów z następnymi 10 firmami. - Większość z tych firm to dawne państwowe molochy, jak na przykład Koszalińskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Drzewnego, które wiedzą, że nie dadzą sobie rady na rynku Unii Europejskiej. To ich ostatnia szansa – twierdzi nasz informator. Zobowiązanie państwa do sprzedaży olbrzymich ilości drewna po zaniżonej cenie następnym dziesięciu uprzywilejowanym oznaczać będzie z całą pewnością jedno: upadek kolejnych małych firm. 19 czerwca 2004 podczas gali w Filharmonii Narodowej prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył Janusza Dawidziuka Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz