DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Klasyfikacja surowca drzewnego - Zmiany są potrzebne

Las Polski

Autor: Michał Kulik
Źródło: Las Polski
Data: 2013-01-23


20 lat temu pożegnaliśmy przeznaczeniową klasyfikację drewna, zastępując ją systemem jakościowo-wymiarowym. Czy kjw w obecnym kształcie sprawdza się po dwóch dekadach? Co należałoby poprawić? Mówi Robert Kimbar, autor książki „Wady drewna”, podsumowującej cykl artykułów ukazujących się w latach 2008–11 w „Lesie Polskim”.

Robert KimbarRobert Kimbar

Mija właśnie 20 lat, od kiedy w Polsce zaczęła funkcjonować jakościowo-wymiarowa klasyfikacja surowca drzewnego. Co zmieniło kjw?

Przede wszystkim pokazało, że możliwe jest wprowadzenie zmian radykalnych i kompleksowych, a rynek, choć na pewno po chwilowych perturbacjach, jednak sobie z nimi poradzi i je zaakceptuje. Coś takiego przydałoby się też obecnie.

Dlaczego?
Przyczyn jest wiele. Część zapisów zawartych w normach i warunkach technicznych jest nieadekwatna do rzeczywistości rynkowej. Klasyczny przykład to krzywizna w drewnie wielkowymiarowym. Weźmy bukową dłużycę o średnicy środkowej 50 cm. W przypadku, gdy na fragmencie pnia wystąpi krzywizna dwustronna o strzałce wygięcia 1,5 cm/m, nie pozwalająca na wymanipulowanie kłód o długości minimum 2,5 m z krzywizną jednostronną, traktując normowe ograniczenie dosłownie, taki fragment dłużycy należałoby traktować jako drewno nie spełniające wymogów drewna wielkowymiarowego. Nie sądzę, aby ktokolwiek klasyfikujący surowiec drzewny aż tak bardzo restrykcyjnie podchodził do opisanego powyżej przypadku. Nie sądzę też, aby i racjonalnie myślący odbiorca widział ten konkretny problem literalnie.

Gdyby w normie istniał zapis o dopuszczalności krzywizny wielostronnej o wartości wynoszącej maksymalnie połowę dopuszczalnej krzywizny jednostronnej, zapewne bardziej odpowiadałoby to rzeczywistości i z tego tytułu było korzystniejsze dla wszystkich uczestników rynku.

Druga sprawa: w normie dotyczącej wad drewna są błędy, jak i elementy wymagające aktualizacji (i to od dawna). Przykładowo narysowany tam zakorek to w rzeczywistości zabitka. Oczywiście, wystarczy poszperać w brakarskiej literaturze, aby odkryć, że nic nie dzieje się bez powodu. W roku 1951, gdy Emilia Stebnicka po raz pierwszy zestawiła wady drewna w jednej publikacji, termin zakorek oznaczał co innego niż dziś bo… no właśnie zabitkę na gatunku iglastym! Tak stary jest też i użyty w normie rysunek Karola Morvaya, niezaktualizowany do dzisiaj.

Inne błędy to np. zamienione miejscami podpisy zdjęć pęknięć czołowych rdzeniowych.
Aktualizacji natomiast wymaga np. opisany sposób pomiaru zaparzenia. Zgodnie z przytaczaną tu normą, zaparzenia się nie mierzy, a jedynie stwierdza obecność – zapis ten już co najmniej w chwili wdrożenia w życie kjw stał się nieaktualny (aby odnieść się do wymagań norm przedmiotowych konieczny jest pomiar zaparzenia).

Pojawiły się nam też nowe wady, wynikające ze zmiany technologii pozyskania. Drewno pozyskane harwesterem znacznie szybciej sinieje – to skutek uszkodzeń pobocznicy istotnie ułatwiającej rozwój sinizny – dlatego część odbiorców wolałaby zakupić drewno pozyskane tradycyjnie, bez wady, którą nazwiemy np. „uszkodzeniami mechanicznego pozyskiwania drewna”.

Przybywa nam też sortymentów.
Ostatni rok jest tego najlepszym przykładem. Klasyfikacja pozyskanego surowca drzewnego staje się co raz bardziej rozbudowana, a powinno być dokładnie odwrotnie. Ilość wszystkich sortymentów, łącznie z klasami wymiarowymi, jest teraz mało mniejsza od stanu z 1954 r., kiedy to opracowano pierwszy po wojnie system klasyfikacji drewna w Polsce.

Czyli przydałyby się nowe normy?
A dokładnie to nowe warunki techniczne do stosowania w lasach będących w posiadaniu Skarbu Państwa. Powstanie nowych Polskich Norm ani nie jest celowe, ani możliwe. System powinien być całkowicie nowy i kompleksowy.

Już sobie wyobrażam niechęć, z jaką zostałyby przyjęte takie radykalne zmiany!
To zależy do czego będą zmierzać. Gdyby zamiast istniejących kilkudziesięciu klas i grup jakościowo-wymiarowych – w części przecież nieużywanych – pozostała połowa, to z powyższą uwagą można śmiało polemizować.

W grę wchodzi tu jednak inny czynnik, bo z kjw było jednak w pewien sposób łatwiej. Nowy wtedy system klasyfikacji surowca drzewnego powstał w czasie prac zespołu kierowanego przez prof. Zbigniewa Laurówa. W środowisku brakarskim nie ma teraz człowieka o wiedzy, charyzmie i tak nowatorskim spojrzeniu, jakie reprezentował Pan Profesor. Ale nie jest też źle. Ośrodkiem twórczej myśli brakarskiej może być (i już jest) nieformalny zespół instruktorów aktywnie uczestniczących w kursach brakarskich organizowanych przez ORWLP w Bedoniu. Takie spotkania to doskonała platforma wymiany doświadczeń.

Kjw wiele zmieniło, ale mam wrażenie, że wiele starych przyzwyczajeń pozostało. Ciągle mówimy: „drewno tartaczne”, czy „papierówka”.

Nawet w rocznikach GUS rokrocznie ciągle informuje się o ilości pozyskanej „papierówki” (choć na szczęcie dopisuje się także techniczną nazwę sortymentu, która jednak niewiele mówi laikowi). Przeciętny Kowalski czyta potem takie zestawienie i wyobraża sobie, że pozostałe 50% pozyskanego w Polsce drewna – po odjęciu sortymentów opałowych – przerabia się na papier, a tak wcale nie jest.

Mnie zarówno jako brakarza z zamiłowania, czy leśnika (w szafie szkolny mundur jeszcze wisi) opisany problem nie zastanawia, ale już jako absolwenta kierunku ochrony środowiska tak, bo skoro aż tak wiele drewna „miele się na papier”, to może znaczy, że recykling makulatury w naszym kraju mocno kuleje? I wiem, że to akurat prawdą nie jest.

Uwag do stosowanej terminologii jest jeszcze więcej. Klasyczny przykład to nieszczęsna „masa drewna”. Oczywiście to nie jest żadna masa, tylko miąższość. Obecnie, gdy na dokumentach wywozowych pojawia się wartość, która określa to, co dla laika jest masą drewna, czyli jego ilością wyrażoną w tonach, pojawia się kuriozalny problem z tym, czym jest „masa”? Oczywiście trzeba sobie jakoś radzić i po „masie”, czyli w rzeczywistości miąższości, napisać „wagę”, czyli w rzeczywistości masę. Jednak to już samo w sobie jest po prostu nieczytelne dla laika (czyli np. inspektora transportu drogowego), tym bardziej, że samo słowo „waga” jest użyte najbardziej poprawnie wtedy, gdy używa się go na określenie urządzenia do pomiaru masy. Ot, taki nasz leśny kalambur z tego wyszedł.

A w ogóle zamiast słowa „miąższość” można było od początku używać np. słowo wolumen. To synonim miąższości, a jednocześnie słowo bez znaków diakrytycznych, czyli dobre do użycia w systemach komputerowych i na pewno bardziej adekwatne niż niefortunna masa.

Jakie inne zmiany byłyby jeszcze celowe?

Sporo do życzenia pozostawia cechowanie drewna. Nowe zarządzenie dotyczące drewna kłodowanego trochę sytuację upraszcza, ale tylko trochę. Podam dość ciekawe spostrzeżenie. Swego czasu byłem uczestnikiem spotkania z dr. Kimem Dralle, autorem systemu pomiaru ilości surowca drzewnego opartego o wykorzystanie systemu kamer montowanych na dachu samochodu. Doktor Dralle został zapytany o to, jak później znakowany jest dany pomierzony stos drewna i… pytania nie zrozumiał! Po prostu nie mógł pojąć, w jakim celu nabijać na drewno jakieś plastikowe płytki (wytłumaczono mu potem czego pytanie dotyczy). Stwierdził, że odbiorcę interesuje jedynie to, ile danego drewna o znanej mu średniej jakości jest i gdzie ono się znajduje, a takie informacje system opracowany przez dr Dralle – w oparciu o dane satelitarne – dostarcza.

Jak widzimy, jest to całkowite inne od naszego podejście do tematu odbioru i cechowania drewna. Inna sprawa, że uwolnienie cechowania drewna w lasach prywatnych, jakie miało miejsce u nas w latach 90. ubiegłego wieku doprowadziło do szeregu nieprawidłowości. Ale przecież nikt nie mówi o całkowitym zaprzestaniu cechowania, a jedynie o uproszczeniach.

Wszystkie sztuki identyczne, ale i tak na każdej plastikowa płytka... prawie jak w aptece, prawda?Wszystkie sztuki identyczne, ale i tak na każdej plastikowa płytka... prawie jak w aptece, prawda?Fot. Robert Kimbar

Zmiany jednak powoli następują.
Drewno kłodowane jest dobrym przyczynkiem do pójścia dalej. Samo zaś szersze wzbogacanie rynku surowcem w takiej formie wynika też z modelu przerobu drewna. To w zasadzie truizm, że zakłady przerobu drewna tartacznego – nie tylko duże i nie tylko obecnie – nie przecierają surowca w formie drewna długiego, ale głównie krótkiego. Elementy więźby dachowej mogą mieć długość przekraczającą długość zadekretowaną dla kłody, ale 14-metrowych desek po prostu się nie robi.

Spojrzenie na ten problem wynika także z moich własnych doświadczeń. Urodziłem się i wychowałem na Warmii w miejscowości Łaniewo. Przez długie lata istniał tam tartak. Już 25 lat temu przyjrzałem się do woli, na czym polegało gros pracy robotników na placu surowca – głównie na przecinaniu dłużyc na kłody. To chyba nie wymaga komentarza. Wtedy jednak „Pragą” drewna kłodowanego wozić się nie dało. Teraz „Prag” już nie ma, a transportować można drewno w zasadzie o dowolnej długości. Mimo to jednak do tartaków trafia głównie drewno długie.

W tej tematyce zmieniło się także i to, że po latach posuchy ostatnio sporo piszę się o brakarstwie.

Rzeczywiście w końcu coś drgnęło i to na większą skalę. W ostatnim czasie na rynku wydawniczym pojawiło się kilka pozycji z tego zakresu.

Może odrobinę subiektywnie, ale chyba mógłbym pokusić się o twierdzenie, że w dość dużej mierze jest to pochodna naszej (mojej i redakcji) czteroletniej wspólnej pracy nad cyklem „brakarstwo” w „Lesie Polskim”. Sytuacja, w której moi znajomi i nieznajomi koledzy zajmujący się gospodarką drewnem wycinali z „Lasu” kolejne artykuły i wpinali w specjalny segregator, pokazała jednoznacznie potrzebę stworzenia publikacji bardzo szeroko i kompleksowo traktującej temat wad drewna.

Tak też się stało i to bezsprzecznie dobrze, że się o brakarstwie pisze, bo ostatnią kompleksową książką z tego zakresu są „Wady drewna” Emilii Stebnickiej z 1951 roku. Dla polskiego brakarstwa to na pewno nie była korzystna sytuacja, bo po prostu brakowało materiałów dydaktycznych dotyczących podstaw brakarstwa. A „wady drewna”, jak to kiedyś nazwałem, to takie „brakarskie ABC”, bez tego ani rusz.

Podam tu jeszcze dość jaskrawy i rzeczywisty przykład bardzo dobrze ilustrujący temat dostępności brakarskich materiałów. Jeszcze nie tak dawno prezentacja wiedzy o wadach drewna na kursach brakarskich opierała się bardzo często w oparciu o jedną prezentację na ten temat, autorstwa moich kolegów z Nadleśnictwa Zwierzyniec – Ryszarda Teterycza i Witolda Kozłowskiego. Teraz rzeczywiście źródeł jest więcej.

Mnie, jako pasjonata brakarskiej wiedzy – zaznaczę wyraźnie – niezmiernie cieszy każda publikacja z tego zakresu i wzmożona ostatnio aktywność na tym polu. Wiem też, że przynajmniej jedna kolejna publikacja jest już dawno gotowa i czeka na druk. Trzymam kciuki!

Czego życzyłby Pan Czytelnikom „Lasu Polskiego” w Nowym Roku?
Mam takie swoje „dyżurne, brakarskie życzenia”, może warto je spopularyzować. Życzę, aby ten Nowy Rok był pozbawiony wad, za wyjątkiem wad drewna oczywiście!

A czego życzyć Panu?

„Wad drewna” w biblioteczce każdego leśniczego…

 

 

Rozmawiał: Michał Kulik

 

 

 


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Dobry temat do dyskusji.

Ja zatrzymałbym się przy cytacie
"Nie sądzę, aby ktokolwiek klasyfikujący surowiec drzewny aż tak bardzo restrykcyjnie podchodził do opisanego powyżej przypadku. Nie sądzę też, aby i racjonalnie myślący odbiorca widział ten konkretny problem literalnie."
Niestety obie strony podchodzą do problemu w zależności od potrzeb.

Dobrą rzeczą byłoby wprowadzenie redukcji na wadę, zmiany klasyfikacji klas cennych (znamienne 4 mb. dł.) oraz wspomniane w artykule podejście do wad.

Ciekawym przykładem niech będzie wielordzenność. Pan Kimbar, zresztą bardzo słusznie, używa terminu wielordzenność pozorna, którą na przekroju drewna liściastego (np. dębu) możemy wychwycic nawet i 50 razy (w zależności czy drzewo miało wiele grubych gałęzi). Tu jest problem reklamacyjny, gdyż wielu kilentów upiera się, że jest to wielordzenność, lecz geneza tej wady oraz jejj znaczenie produkcyjne jest po prostu inne.

Co do drewna kłodowanego - 50% zakładów przerabiających drewna na cele budowlane jest niewyspecjalizowana, posiada samochody do przewozu dłuzyc lub też w jakiś sposób boi się drewna kłodowanego (często LP wciskały w kłody buble). Z tej przyczyny mniejsze firmy wolą odbierać dłużce. Natomiast w tartakach przerabiających ponad 15 tys m3 juz iwdać przejscie na kłody.

Wujek [381]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-23 10:55:55

Zgłoś nadużycie

Zmiany są konieczne!!!

1. W temacie krzywizny mamy z drugiej strony przypadek dopuszczalnej krzywizny 3cm/m w kłodzie. Przy dł. sztuki 4 mb daje to „strzałkę ugięcia” 12 cm. Przy średnicy górnej 14 cm nie da się z tego drewna wyciąć deski! Krzywizna powinna być określana jako % średnicy. Poza tym, moim zdaniem, krzywizna wielostronna powinna być traktowana b. restrykcyjnie.
2. Przy określaniu nowych wymagań technicznych opracowanie powinno się zacząć od wymagań rynkowych produktów gotowych, bo to one decydują o popycie na drewno. I być wynikiem prac dwóch, a nawet trzech stron tj. drzewiarzy, leśników i usługodawców leśnych.
3. Zarządzenie nr 53 w sprawie drewna kłodowanego problemu nie upraszcza a znacznie go komplikuje! Począwszy od „odbiórki”, przez niezgodność szacunków brakarskich z rzeczywistym wykonaniem a skończywszy na zawyżaniu ceny surowca. Zgodnie z tym zarz. Do klasy B może przenikać drewno klasy C przy zachowaniu cen dla tych klas. Zarządzenie przed wprowadzeniem nie było testowane! Poza tym zniknęła projektowana klasa BC!
4. Skąd to pojęcie nieprawidłowości w lasach niepaństwowych? Jeżeli ktoś ma las to jego sprawa jak on ma wyglądać! Jeżeli chce hodować osiki, niech hoduje! Jeżeli chce wyciąć prostą sosnę, bo buduje dom, a zostawić krzywą na opał za 10 lat do tego domu – jego sprawa!!! Możemy ludzi edukować, ale na pewno nic nie narzucać!
5. A to czy wyrabiane ma być drewno dłużycowe czy kłodowane najlepiej niech zadecyduje ten, który za to płaci, czyli klient!

Andrzej [20]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-23 22:06:17

Zgłoś nadużycie

zmiany

zgadzam się z Andrzejem co krzywizny podkreślam jednak że krzywizną bierze się pod uwagę w S2a, S2b i również powinny być rygorystycznie przestrzegane. Również trafnym argumentem jest to czy drewno w dłużycy czy w kłodzie niech decyduje odbiorca. Kłodowanie drewna jest korzystne dla LP które korzystają na tym w postaci paradoksu ksylometrycznego.

Ponadto nie rozumiem stwierdzenia zawartego a artykule: "Nie sądzę, aby ktokolwiek klasyfikujący surowiec drzewny aż tak bardzo restrykcyjnie podchodził do opisanego powyżej przypadku. Nie sądzę też, aby i racjonalnie myślący odbiorca widział ten konkretny problem literalnie."
Stwierdzenie to jest jak najbardziej po myśli LP gdzie taka krzywizna "przejdzie", ale z punktu widzenia odbiorcy to on traci dostając drewno niespełniające normę za które przecież zapłacił.

Podsumowując artykuł mam nieodparte wrażenie że p. Kimbarowi bardziej zależy na zmianie nomenklatury niż na zmianach co do parametrów technicznych. Mówiąc, że dla laika są tu rzeczy niezrozumiałe i trzeba je zmienić tak żeby zrozumiał, powinien wpierw postulować o zmianę wykładni naszego prawa, które przecież dla laików jest niezrozumiałe.

niepokorny [222]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-25 16:53:08

Zgłoś nadużycie

Jak zwykle kolega niepokorny... [2]

Wietrzy spisek LP z kłodowaniem surowca:)

Ja bym jeszcze raz wrócil do kwestii redukcji na wadę w drewnie iglastym!

Wujek [381]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-25 21:13:15

Zgłoś nadużycie

jeśli nie masz niczego mądrego do powiedzenia to nic nie pisz

nie wiesz co to paradoks i ile się nadbija to się doucz

niepokorny [222]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-26 16:33:11

Zgłoś nadużycie

I to jest u kolegi norma...

Przecież wiadomo, że zarówno ja, jak i inny, którzy się z kolegą nie zgadzają nie mają o niczym pojęcia, są bezmyślni, głupi, na pewno wspólpracują z wrogimi siłami oraz stoją po stronie mitycznych "onych".

Ja też nie wiem co to jest paradoks ksylometryczny, kłoda, strzała, sortyment... po prostu nie wiem nic i tyle:)

Wujek [381]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-26 16:56:16

Zgłoś nadużycie

dobre i tyle

że masz świadomość swojich ułomności. Reszta bez komentarza, olewam cie zupełnia.

niepokorny [222]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-26 18:00:57

Zgłoś nadużycie

Administrator [1]

prosił o stosowanie właściwej interpunkcji i wyeliminowanie błędów ortograficznych...

nie irytuj się człowieku:)

Wujek [381]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-26 18:25:49

Zgłoś nadużycie

dobre wychowanie

nakazuje wymagać najpierw od siebie później od innych. Jak widać jest to kolejna rzecz zupełnie dla ciebie niezrozumiała.

niepokorny [222]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-27 13:14:57

Zgłoś nadużycie

Szanowni Panowie!

Szkoda, że dyskusja wychodzi poza zakres merytoryczny. Źle to o nas świadczy...
To czy paradoks istnieje czy nie, tego tak do końca nie wiadomo (patrz: J. Witkowska "Leśne Prace Badawcze 2010 Vol. 71 (3): 311–314)). Klient wybierając dłużycę lub kłodę sam będzie mógł zadecydować, co dla niego lepsze....
Według mnie, chwytem poniżej pasa zastosowanym przez kierownictwo LP jest sprzedawanie WC0 w cenie WB0 wg Zarządzenia nr 53 i przez to kolejne utrudnianie "życia" terenowym leśnikom, ZULom i odbiorcom...
A w artykule p. Kimbara jest jeszcze jedna nieścisłość. Odzysk makulatury w Polsce jest b. słaby. Jest szacowany na 40%, przy średniej europejskiej 70%, a dochodzącej w niektórych krajach do ponad 90%

Andrzej [20]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-28 14:50:25

Zgłoś nadużycie

odnośnie paradoksu

tej publikacji nie znam, bo teraz nie wnikam już w takie rzeczy. Swoje stwierdzenia opieram na badaniech do swojej pracy mgr w których określałem wielkość paradoksu. Czy jest czy go nie ma tak naprawdę zależy od wilu czynników najbardziej od metodologii badań i relatywnie dużej próby. Zależy również od min gat, siedliska, indywidualnych cech biometrycznych drzewa, od rodzaju i intensywności prowadzonych cięć itd.
Stwierdzenie ogólne że paradoks istnieje jest na ogół słuszny pod warunkiem odniesiena np do całego pozyskania WO w danym n-ctwie ważną rolę odgrywa tutaj efekt skali). Nie należy się spodziewać że wystąpi on w 1 transporcie.

niepokorny [222]Odpowiedz na ten komentarz2013-01-29 13:35:51

Zgłoś nadużycie

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz