DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Niektóre aspekty wykorzystania maszyn leśnych przy usuwaniu szkód pohuraganowych

Drewno.pl

Autor: Waldemar Spychalski
Źródło: Drewno.pl
Data: 2010-07-22


Podczas konferencji "Klęski żywiołowe w lasach" z interesującym referatem przygotowanym na podstawie własnych doświadczeń biznesowych wystąpił członek Stowarzyszenie Przedsiębiorców Leśnych p. Waldemar Spychalski. Dzięki jego uprzejmości prezentujemy ciekawe porównanie warunków w jakich Zakłady Usług Leśnych działają w Niemczech i Polsce.

Grafika - Sytuacja Zakładów Usług Leśnych w PolsceGrafika - Sytuacja Zakładów Usług Leśnych w PolsceFot. Waldemar Spychalski

Po moim liście opisującym certyfikację firm leśnych w Niemczech, który ukazał się na łamach "DRWALA", otrzymałem sporo pytań. Dotyczą one przeważnie problemów, jakie napotykają polscy przedsiębiorcy w naszych nadleśnictwach. Pytający chcą wiedzieć, jak podobne problemy rozwiązują Niemcy. Postanowiłem zatem opisać zdarzenie, w którym niedawno uczestniczyłem, a które, moim zdaniem, wiele spraw wyjaśnia.

Jest 28.02.2010r. Nad dużą częścią zachodniej Europy szaleje orkan XYNHTIA. Powoduje poważne szkody w drzewostanach - w samych Niemczech ok. 3,5 mln m3 złomów i wywrotów. W leśnictwie Emmerichshütte, które zarządza lasem miasta Ingelheim (Nadrenia-Palatynat), pracuje mój kolega, leśniczy Florian Diehl. Już pierwszego dnia po wichurze krąży on wynajętym samolotem nad swoim rewirem, dokumentując straty. Z porównań zdjęć lotniczych z mapą drzewostanów wynika, że trzeba pozyskać min. 50 000 m3 uszkodzonych drzew, przeważnie świerka. Informuje burmistrza a ten Radę Miasta, która obiecuje przyznać 1,5 mln euro na usunięcie szkód. Warunek - termin zakończenia prac do końca kwietnia, ażeby zapobiec wylęgom kornika. Oznacza to konieczność pozyskania dziennie średnio 1 tys. m3 drewna. Oczywiście ze zrywką. Leśniczy zwraca się z tym do mnie. Oferta jest kusząca, ale i niebezpieczna - za niedotrzymanie terminu, wykonawcy grozi kara - 10 % wartości umowy, a prace przy wywrotach są szczególnie trudne. Postanawiam spróbować.

W ciągu 3 dni zbieram 20 dobrych pilarzy i wysyłam do Niemiec. Okazuje się, że pozyskują dziennie tylko 400 m3. To o wiele za mało, potrzebne są maszyny. Znajdujemy niemiecką firmę Kunz, gotową nam pomóc. Posiada ona 2 harvestery i 2 forwardery. Firma zgadza się nawet na zapis kary w umowie, ale proponuje też swój: taka sama kara dla zleceniodawcy w razie wstrzymania prac przed ich zakończeniem. Leśniczy i burmistrz wyrażają zgodę, twierdząc, że to normalne. Tempo prac natychmiast wzrasta, same harvestery pozyskują 600 m3 dziennie, jest szansa na to, że zmieścimy się w czasie. Wkrótce pojawia się kolejny problem - przy drogach w lesie brakuje miejsc na mygły z drewnem, trzeba wstrzymać zrywkę. Dyrekcja Lasów, która ma umowę z miastem na sprzedaż drewna nic nie sprzedaje, ponieważ miejscowi odbiorcy proponują cenę o 8 euro niższą niż w sąsiednich landach. Leśniczy sam znajduje kupca - pośrednika z Bawarii. Ten zgadza się natychmiast kupić wszystko, płacąc nawet 10 euro więcej niż miejscowi. Dyrekcja jednak mówi n i e, twierdząc, że musi chronić lokalny rynek. W takim razie sprzedajcie im za tyle, za ile chcą zanim wszystko „zeżre” kornik - wścieka się burmistrz. Dyrekcja znowu mówi n i e - trzeba ich chronić ale bez przesady, muszą płacić jak wszyscy. Wydaje się już, że stracimy kontrakt, kiedy leśniczy przedstawia swój pomysł: Nie można wstrzymać prac, bo zapłacimy wysoką karę firmie Kunz - ponad 100 tys. euro. Lepiej wydać z kasy miasta dodatkowe 20 tys. na ręczne korowanie. Okorowane drewno może zostać w lesie i czekać na zrywkę. Burmistrz od razu się zgadza, moi drwale zamieniają piły na korowaczki, harvestery zwiększają wydajność, wydłużając dzień pracy średnio o 5 godzin. Nadal pozyskujemy 1000 m3 dziennie. Po tygodniu miejscowi odbiorcy, widząc co się dzieje, kupują już drewno za normalną cenę i wywożą z lasu. Sukces! 27 kwietnia - mamy oficjalne zakończenie prac. Uroczyste party dla wykonawców, podziękowania, przyjeżdża nawet sam prezydent landu, a w miejscowej prasie ukaże się o nas pochwalny artykuł. Polscy drwale szczęśliwi wracają do domu - dobrze zarobili i obeszło się bez wypadku. Myślę, że podobnie jak ja, też zrozumieli, iż nasz wspólny sukces zawdzięczamy głównie niemieckim maszynom.

Po pierwsze - nie dalibyśmy rady w tak krótkim czasie pozyskać aż tyle drewna bez harvesterów. Żeby zastąpić ich pracę musiałbym szybko znaleźć dodatkowych 30 porządnych pilarzy. Prawie niemożliwe...

Po drugie - nawet gdybym tylu znalazł, prawdopodobieństwo wypadku poważnie by wzrosło. Uważam, że już przy 20 osobowej grupie mieliśmy dość szczęścia.

Po trzecie - zwiększenie wydajności prac o ponad 60 % (jak to miało miejsce po rozpoczęciu przez nas korowania) poprzez wydłużenie t y l k o czasu pracy, w przypadku pilarzy jest n i e w y k o n a l n e! W przypadku maszyny - wystarczy po prostu zrobić drugą zmianę.

Z powyższych względów, maszynowe pozyskanie drewna jest dziś tak powszechne. Aby jednak mogło się ono rozwinąć, muszą być spełnione niektóre warunki, co również ilustruje opisany przykład. Zwróćmy uwagę że:
- Wykonująca usługę maszynami firma Kunz była pełnoprawnym partnerem dla miasta. Zapis w umowie o karze za przestój obowiązywał obie strony, gdyż każdy rozumiał, że właściciel maszyn w razie przerwania pracy też ponosi straty.
- Harvester ma zajęcie dopóki ktoś kupuje pozyskane drewno. W Niemczech Dyrekcja Lasów dba o lokalnych odbiorców, bo z nimi w razie potrzeby można się dogadać. Ponadto jest tam też pośrednik w handlu drewnem, który kupi nadwyżkę i odsprzeda dalej, jeśli miejscowy rynek nie zdoła jej wchłonąć. Oczywiście, aukcje internetowe w Niemczech też istnieją.
- Niebagatelną rolę odgrywa leśniczy. Koordynuje pozyskanie i sprzedaż drewna, podejmuje decyzje. Zresztą nic dziwnego - jest w końcu w branży leśnej fachowcem po studiach. Podobnie zresztą jak leśniczy w Polsce… Wróćmy więc do kraju.

Rozmawiając z naszymi leśnikami, odnoszę wrażenie, że nikt już nie neguje potrzeby zastosowania Harvesterów w Polsce. Ponadto każdy twierdzi, że jest w pełni świadom, z jakim wysiłkiem organizacyjnym z ich strony oraz ryzykiem finansowym ze strony przedsiębiorcy wiąże się ta sprawa. Jednak, wciąż nie znajduje to oparcia w faktach. Weźmy umowę. Dobra umowa powinna zabezpieczać interesy obydwu stron. Ponieważ koszty maszyn leśnych są ogromne, a cały ich ciężar spoczywa na Zulu powinien się on szczególnie dobrze zabezpieczyć. Jak to wygląda w praktyce? Umowę dla Zula przygotowuje (z a w s z e) Nadleśnictwo i załącza do SIWZ. W ubiegłym roku taką t y p o w ą umowę, załączoną do SIWZ, w którym zamawiający stawia wykonawcy wymóg dysponowania 2 harvesterami, zrębowym i trzebieżowym, dałem do przebadania znanej kancelarii prawniczej w Warszawie. Oto niektóre uwagi:

Zamawiający zastrzega sobie prawo do:
Umownych kar finansowych w & 2 pkt 8, 10, 11 a nawet odszkodowań je przewyższających - pkt 12. (razem w 4 pkt)
Rozwiązania umowy w & 2 pkt 6 i & 14 pkt 1.
Redukcji (bez ograniczeń) rozmiaru prac w przypadkach uznanych przez zamawiającego za uzasadnione - & 4.
Umowa nie uwzględnia ż a d n y c h praw wykonawcy do odszkodowania zarówno w wyżej wymienionych przypadkach, jak również w razie gdyby redukcja prac nastąpiła z winy zamawiającego lub z przyczyn nieuznanych przez wykonawcę za uzasadnione. W związku z powyższym umowa wykazuje wyraźną nierówność praw kontrahentów z korzyścią dla strony reprezentującej nadleśnictwo. I dalej czytamy: Pragnę jednak wskazać, że Zamawiający nie może zmienić umowy - vide art 144 ust 1 ustawy Prawo zamówień publicznych .
Reasumując, nawet wykazanie nierówności stron pozostanie bez znaczenia dla obowiązku wykonania umowy na tych zasadach.


Jak widzimy, z zapisów w umowie wynika jasno, że zamawiający nie przewiduje ze swojej strony ż a d n e j możliwości popełnienia błędu i jeśli cokolwiek nie wyjdzie, wszystkiemu winny będzie Z u l, któremu trzeba naliczyć karę. Fakt, że bezpośrednie konsekwencje niezrealizowania umowy poniesie właściciel Zula - utrata pieniędzy a nawet maszyny (niespłacanie rat) - nie jest w ogóle brany pod uwagę. Mając w taki sposób zabezpieczone swoje interesy właściciel Zula wchodzi do gry. Bierze kredyty, kupuje maszyny, startuje w przetargu. Pozostaje tylko życzyć mu szczęścia. A wziąwszy pod uwagę, że przetarg jest co roku, bo umowa jednoroczna, to tego szczęścia trzeba mu naprawdę dużo…Zwłaszcza, że amortyzacja maszyn trwa kilka lat! Dlaczego tak się dzieje? Przyczyny są złożone jednak spróbuję parę z nich wyjaśnić posiłkując się dowcipną grafiką, którą sporządziła dla mnie siostrzenica.

Po pierwsze kupiec.
Ciągłą pracę maszyn pozyskujących drewno zapewni tylko płynny zbyt. Portal e-drewno spowodował, że znajomego kupca ”z sąsiedztwa”, na którego Nadleśniczy miał wpływ, stopniowo zastępuje tajemniczy „don Pedro”, o którym nie wiadomo, czy „ kliknie”, że kupił, a potem nikt nie wie, czy kiedyś zapłaci - vide artykuł „ Atak na aukcje drewna” w Rzeczpospolitej z 31 maja br. Z całą pewnością sprzedaż internetowa ma również zalety i naturalnie nadal trzeba z niej korzystać, jednak nie przesadzajmy - anonimowość kupca sprawia, że nadleśnictwa mają mniejszą pewność co do planowego wyzbycia się drewna. Z tego powodu zapis w umowie gwarantujący wykonawcy ciągłość i całość wykonania prac staje się tak trudny. Przypominam jak wielką wagę niemiecka Dyrekcja Lasów z mojego przykładu przywiązuje do rynku lokalnych odbiorców. Przecież to oni właśnie kupują co roku od niej najwięcej drewna. U Niemców mamy jeszcze kupca - pośrednika. Kupuje on drewno w lasach za cenę często w y ż s z ą niż mógłby je sprzedać Forstamt i sprzedaje odbiorcom t a n i e j niż oni sami mogliby je nabyć. Jak tego dokonuje, jego tajemnica - fakt, że sam zarabiając, zwiększa dochód innym. Potrzebne są do tego: wiedza, doświadczenie, szerokie kontakty i sporo talentu. Jednak ten model u nas nigdy się nie przyjmie: Któryż to Nadleśniczy pogodzi się z myślą, że jakiś „spekulant” sprzeda mu lepiej drewno niż jego stażysta z działu marketingu?! - Absolutnie żaden…

Po drugie hierarchia. Tę w nadleśnictwie zna każdy - od nadleśniczego do podleśniczego, w skrócie nazywam ją NZILP-em. Najważniejsze, że miejsce Zula jest najniżej i tak ma pozostać. Żeby nie podskakiwał, dławią go dwie linki: KaP - Katalog Pracochłonności -„ Pismo Święte” leśników, równie jak Biblia stary i bez szans na zmiany oraz CUPP - cena usługi po przetargu - z każdym rokiem niższa bo konkurencja rośnie. Gdy zjawia się m a s z y n a, „odwieczny” porządek zostaje zachwiany. W s z y s c y muszą dbać o to, żeby miała pracę, więc szybko w hierarchii wędruje na górę. To jest oczywiste. Tylko, że przy okazji może stać się ważniejszy również właściciel Zula, bo jest z nią związany. Temu należy przeciwdziałać! Zatem żadnych korzystnych zapisów w umowie. Jakże często powtarzam, że ta 3-cia linka, co Zula z maszyną łączy, to linia kredytowa, której koniec trzymają w swoich rękach banki, więc właśnie dlatego trzeba mu pomagać. Ale to „mowa-trawa”…

Po trzecie natura ludzka.
Pamiętajmy, że leśnik jest zwykłym człowiekiem i ma prawo osądzać wszystko według siebie. Dam przykład. Mój kolega wziął w leasing harvester Ponsse Ergo i forwarder Visent. Miesięczna rata - ponad 40 tys. zł. Tyle musi zarobić, żeby oddać w banku. Ale by to osiągnąć, musi ponieść koszty: paliwo, olej , 2 operatorów, transport maszyn, naprawy - znów miesięcznie ok. 20 tys. Razem trzeba s z e ś ć d z i e s i ą t! Ponieważ maszyny pracują przeciętnie 20 dni w miesiącu, muszą dziennie zarobić ponad 3 tys. w y ł ą c z n i e na spłatę. Jeżeli pozyskanie zostanie wstrzymane tylko przez 2 tygodnie, mój kolega myśli, skąd wziąć brakujące 20 tys., żeby spłacić leasing. Z kolei pan leśniczy może myśleć tak: skoro on w miesiąc zarabia 20 moich pensji, jeśli przez pół miesiąca nie będzie miał pracy i tak weźmie ich 10! Nie ma kogo żałować… Samo życie!

Zastanawiam się czasem - po co o tym piszę?

Przepracowałem w lasach już ponad ćwierć wieku, część jako leśniczy, część jako „zulowiec” i wiem jak trudno jest tam zmienić pewne fakty. Jednak nie powinniśmy faktów i g n o r o w a ć. Kiedy ktoś podejmuje tak ważną decyzję jak zakup harvestera, to o faktach powinien koniecznie pamiętać. Również ten, kto do tego zakupu namawia - tak dealer, przedstawiając kuszącą ofertę, jak i pan Nadleśniczy, który konieczność wykonania części prac maszyną wpisuje do SIWZ. Bądźmy trochę bardziej współodpowiedzialni. Często gdy apeluję o to do leśników, spotykam się z zarzutem, że zbytnio się czepiam. Bo czy ktoś zmusza Zula, pytają z przekorą, żeby zaciągnął kredyt i kupił maszynę? Fakt, że nie. Ale niemieckiej firmy z mojego przykładu też pewnie nikt nie zmuszał do zakupu maszyn…To też fakt.

Podam jeszcze jeden, ostatni już przykład: W leśnictwie Emmerichshütte od 20 lat stoi w lesie drewniany krzyż. Na tabliczce polskie nazwisko i imię: Śp. Majkowski Roman. To mój pracownik, pilarz, który zginął, usuwając szkody po innej wichurze. W 20 rocznicę tamtego zdarzenia burmistrz i Rada Miasta zaprosili jego najbliższą rodzinę oraz wszystkich kolegów, którzy w owym czasie pracowali z Romkiem. Będzie msza polowa w intencji zmarłego, później podziękowania oraz wieczór wspomnień. W następnych dniach - wycieczki, również statkiem po Renie. W sumie 3-dniowy pobyt, wszystko na koszt miasta. Powie ktoś: ładny gest. Lecz można też powiedzieć: właściwie to po co? Przecież tego pilarza także nikt nie zmuszał, żeby jechał do pracy do niemieckich lasów. To również jest faktem. I te fakty zostawiam kolegom leśnikom, aby je rozważyli w umysłach i … sercach.


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz