DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Wikingowie naszych czasów

DLH

Autor: Szymon Gacki
Źródło: DLH
Data: 2009-11-18


Ponad stuletnia historia DLH to nie tylko fascynujące opowiadanie o drewnie. To także historia sukcesu ludzi, którzy z niewielkiej manufaktury stworzyli przedsiębiorstwo swoim zasięgiem obejmujące cały świat i dysponujące największym na świecie areałem lasów egzotycznych. Historia DLH udowadnia, że jeśli ma się wizję, jest się kreatywnym i innowacyjnym, udaje się odnosić sukcesy zarówno w tych lepszych ale i gorszych czasach. Lata doświadczeń pokazują, że strategiczne myślenie wybiegające w przyszłość, oparte na profesjonalizmie, przedsiębiorczości i otwartości jest gwarancją sukcesu i stałego rozwoju.

Statek RefanutStatek RefanutFot. DLH

Wszystko zaczęło się w Danii
Choć braciszku, założymy swoją własną firmę” – tymi słowami Harald Kjar rozpoczął historię przedsiębiorstwa, które niedawno rozpoczęło drugi wiek swojego istnienia. Jako człowiek przedsiębiorczy nie zwykł marnować okazji i kiedy tylko taka się nadarzyła zimą 1908 roku, nie miał wątpliwości, że trzeba działać. Wraz z bratem Frederikiem otworzyli mały sklep. Dwanaście lat później była to już największa w Danii firma handlująca drewnem.

Pierwszym krokiem było odpowiednie i dogłębne rozeznanie rynku. Kjar Na potrzeby, jeszcze wówczas swojego szefa, zamówił znaczną partię drewna, która zdaniem jego przełożonego była za droga. Pewien swoich racji sprzeciwił się swojemu zwierzchnikowi i  zobowiązał się odkupić drewno po sugerowanej przez siebie cenie i udowodnić, że potrafi na nim zarobić. Miał wtedy tylko 22 lata, a prawo pozwalało na założenie przedsiębiorstwa dopiero po osiągnięciu pełnoletniości (wówczas było to 25 lat). Namówił swojego ojca, żeby został jego partnerem, co pozwoliło mu legalnie prowadzić działalność. Ojciec wycofał się ze spółki, gdy syn osiągnął pełnoletniość.  Wówczas firma nazywała się Harald Kjar & Co.

Ekspansja na Finlandię
Kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa, firma była w dobrej sytuacji finansowej, choć rynek był bardzo wymagający i niestabilny. Wojnę udało się przetrwać w dobrej kondycji, co pozwoliło na ekspansję napędzaną innowacyjnymi przedsięwzięciami. Kluczem do sukcesu stała się duża skala działań i synergia osiągana poprzez zarządzanie całym obszarem działań pomiędzy tartakiem a nabywcą. Przejęcia i inwestycje pozwoliły Kjar’owi zainwestować w transport i dystrybucję drewna. Wówczas najważniejszą rolę dla rozwoju firmy odgrywało zaopatrzenie w Finlandii. Powojenna Europa miała duże zapotrzebowanie na materiały budowlane, ale nie było statków, którymi można by je transportować. Odpowiedzią na to wyzwanie był niezwykły projekt budowy statku Refanut, którego nazwa była hołdem dla magicznego okrętu ze szwedzkiego mitu. Ten wodny pojazd był na tyle niezwykły, że w portach, do których przybijał płacono za możliwość wejścia na jego pokład. Niestety nieubłagane regulacje prawne nie pozwoliły na korzystanie ze statku i trzeba było go sprzedać. Niemniej przetarto pierwsze szlaki i wkrótce jednak firma Kjara korzystała z rozbudowanej floty szkunerów, umożliwiającej znaczny rozwój.

W ciągu zaledwie dwunastu lat od powstania, czyli w 1920 roku, firma  była już największym hurtownikiem drewna w Danii. Niestety w biznesie koniunktura nie trwa wiecznie. Czarne chmury zbierały się nie tylko, nad branżą, przemysłem i krajem, ale nad całym światem. Banki odmawiały finansowania działalności. W tych trudnych okolicznościach Kjar nie poddał się - utrzymał kluczowych pracowników i kluczowych klientów.  

W 1935 roku współwłaścicielami firmy zostają najbliżsi współpracownicy Kjara – Knud Dalhoff Larsen i Fress Horneman. Dwaj młodzi partnerzy otrzymali po jednej piątej udziałów, pomimo, że nie włożyli do firmy żadnego kapitału. W ten sposób Kjar chciał, aby poświęcili się całkowicie pracy dla dobra Harald Kjar & Co. Dalekowzroczny przedsiębiorca dostrzegał w tej dwójce dwie podstawowe zalety. Po pierwsze doskonale się uzupełniali, jeden z nich był bardzo pomysłowym ekstrawertykiem, drugi był świetnym organizatorem zdolnym do perspektywicznego myślenia. Po wtóre zaś po prostu się lubili i jak się okazało do końca swych dni pozostali nie tylko partnerami, ale i bliskimi przyjaciółmi.

W wyniku połączonej energii i pomysłowości trzech partnerów firma szybko się rozrastała. Odzyskała pozycję największego hurtownika drewna w Danii, mocniejszą niż kiedykolwiek wcześniej. Wyzwaniem było uzyskanie mocnej pozycji na rynkach zagranicznych, z czym z początku sobie nie radzono. Ponownie z pomocą przyszło niestandardowe myślenie i zdolność do wprowadzania innowacji. Larsen spędzał mnóstwo czasu u dostawców drewna, aby zadbać o to by było najwyższej jakości. Całkowitą innowacją był fakt, że zabierał ze sobą aparat, robił zdjęcia i umieszczał je w albumie, który następnie pokazywano kontrahentom. W taki sposób drewna nie sprzedawał nikt wcześniej!

Polska – kluczowy partner
Jednym z najważniejszych partnerów handlowych dla Harald Kjar &Co. stała się Polska. Firma importowała z Polski drewno za pośrednictwem naszego Ministerstwa Rolnictwa. Okazało się, że była to niezwykle mądra decyzja biznesowa, ponieważ polskie drewno charakteryzowała bardzo wysoka jakość. Handel z Polską zakończył się bardzo gwałtownie. 31 sierpnia 1939 roku załadowany parowiec wypłynął z Gdyni do Kopenhagi. Dzień później do Danii dostarczono telegram, w którym wzywano do zapłaty za towar na niemieckie konto. Firma oczywiście nie podporządkowała się takiemu dyktatowi, a pieniądze zdeponowała. Niestety Naziści przejęli je w przyszłym roku gdy Dania padła ich łupem. Druga wojna światowa rozgorzała na dobre…

W porównaniu do innych krajów europejskich Dania nie została ciężko doświadczona przez wojnę. Rząd duński wciąż mógł sprawować kontrolę nad terytorium państwa, oczywiście pod nadzorem niemieckim.  Szwecja pozostała neutralna, zaś część terytorium Finlandii znajdowała się pod sowiecką kontrolą. Harald Kjar był jednym z pierwszych Duńczyków, którzy otrzymali wizę do Szwecji, aby zapewnić ciągłość dostaw drewna do Danii. Od 1943 roku Kjar został uchodźcem ze swojego ojczystego kraju. Rodził się duński ruch oporu, dla którego przedsiębiorca organizował broń. Niemcy intensywnie przystąpili do tłumienia oporu i odkryli skład broni w rezydencji Kjara. Miał olbrzymie szczęście, ponieważ wraz z rodziną  przebywał wtedy w Szwecji, gdzie musiał już pozostać do końca wojny. W Danii w  bardzo niesprzyjających, wojennych okolicznościach Dalhoff Larsen i Horneman starali się utrzymać działalność firmy.

Nowe czasy – nowe możliwości

Odbudowa przedsiębiorstwa po wojnie była olbrzymim wyzwaniem, mimo tego, że zapotrzebowanie na drewno było ogromne. Pojawili się także dwaj nowi dostawcy drewna – Związek Radziecki i Wschodnie Niemcy. Negocjacje z dostawcami, za które odpowiadał Horneman, były bardzo trudne. Firmie sprzyjało to, że w latach powojennych rósł eksport i produkcja przemysłowa, a wtedy większość produktów pakowało się w drewniane opakowania. Do czasu, gdy drewno wyparły inne materiały, drewniane opakowania stały się istotnym aspektem działalności Harald Kjar& Co.

Czas na Afrykę
W obszarze zainteresowań DLH znalazła się Afryka. Zakup egzotycznego drewna na Czarnym Lądzie stwarzał nowe możliwości, ale w firmie szybko zdano sobie sprawę, że dochodowość będzie większa jeśli ktoś z firmy będzie znajdował się na miejscu. W tym celu, latem czterdziestego dziewiątego roku, zatrudniono młodego Dane Bjorn Jensena, przed którym postawiono zadanie stworzenie przyczółka dla działalności firmy na Czarnym Kontynencie. Zanim trafił do Afryki pracował w Ameryce Południowej, gdzie udało mu się podpisać pierwszą umowę, w tym, jakże ważnym w przyszłości dla DLH, obszarze.
Jensen osiadł w portugalskiej kolonii u ujścia rzeki Kongo. Pierwszy transport w kierunku Europy wypłynął już w 1950 r. Niemiecki rynek podbijały Limba, Wawa z Ghany, Samba z Wybrzeża Kości Słoniowej i Abachi pochodzące z Nigerii. Afrykańskie drewno zdobywało popularność w Europie.

Pierwszy odszedł
DLH zdobywało nowych dostawców i nowe rynki. Niestety wówczas zmarł założyciel firmy Harald Kjar – atak serca zakończył jego życie. Podupadał na zdrowiu od jakiegoś czasu, ale wciąż był źródłem nieocenionych porad i wskazówek. DLH pogrążyło się w smutku, bowiem założyciel firmy potrafił połączyć w jedno wiele interesów i wpłynął na wytworzenie się silnego ducha kooperacji. Pracownikom brakowało tego charyzmatycznego lidera, ale po raz kolejny jego wcześniejsze decyzje personalne, czyli transfer własności firmy 16 lat wcześniej, przygotował firmę do przetrwania takiej sytuacji.

Błędy przekuwane w sukcesy
Pierwsze lata działań w regionach tropikalnych to prawdziwie pionierski czas. I jako taki pociągał za sobą wiele błędów. Zdarzały się pomyłki wynikające z problemów komunikacyjnych lub z niedokładnego rozpoznania właściwości gatunku drewna. Przykładowo drewno Kali, które sprowadzono do Europy było tak twarde, że całkowicie nie nadawało się do produkcji okleiny, do której go sprowadzono, a jego przecięcie stwarzało nie lada problemy. Udało się je sprzedać kolejom niemieckim, ale więcej takiego drewna nie zamówiono. Transport morski także nie okazał się dobrze prosperującym biznesem. Niemniej  działania w Afryce posiadały olbrzymi potencjał. Sklejka cieszyła się coraz większą popularnością jako materiał budowlany, a afrykańska Limba była rozchwytywana jako surowiec służący do jej produkcji. Dobre kontakty w Niemczech doprowadziły do wzrostu zamówień. Duża ilość przewożonego drewna dała możliwość uzyskiwania zniżek na fracht.

Stopniowo DLH rozszerzało obszar działań na kraje zachodniej Afryki. Rozwój był na tyle dynamiczny, że ograniczała go jedynie zdolność do zatrudnienia wykwalifikowanych pracowników. W 1953 roku zaczęto zaopatrywać się w Ghanie, cztery lata później w Nigerii.

Czasy współczesne
Równocześnie z ekspansją w Afryce, trwającej od lat 40., duńska siedziba firmy doświadczała gwałtownego wzrostu. W celu skuteczniejszej komunikacji z miejscami działań w odległych od Europy miejscach, siedzibę firmy wyposażano w najnowsze rozwiązania telekomunikacyjne i biurowe. Przykładowo kopiarki, które dziś są standardowym wyposażeniem niemal każdego biura, w latach 50. były urządzeniem stanowiącym technologiczną awangardę.

Firma wchodziła także na nowe rynki. Żelazna kurtyna utrudniała kontakty handlowe, niemniej udało się powrócić do rynku polskiego, lub zdobywać nowe jak czechosłowacki czy wschodnioniemiecki. Do obszarów działalności DLH dołączyły Izrael, Hiszpania, Francja, Stany Zjednoczone i Australia. Na rynki – brytyjski i holenderski, na których DLH już miało silną pozycję, wprowadzano nowe produkty. Dzięki mocnej pozycji w Niemczech udało się wejść na rynek austriacki. Firma stawała się coraz bardziej znana. Wymagało to ustalenia jednej obowiązującej nazwy przedsiębiorstwa.

Siedem lat po śmierci założyciela Haralda Kjara w 1958 roku jego syn Hennin Kabel-Kjar postanowił pójść własną drogą, przejął część majątku firmy w Szwecji i zachował prawo do nazwy Harald Kjar& Co. Od tego czasu firma Dalhoff Larsen & Horneman, stała się powszechnie znana jako DLH.

Obok ekspansji na egzotycznych, z punktu widzenia Europy, rynkach, w Danii rozwijano sieć sprzedaży detalicznej. Aby wzmocnić pozycję przejmowano inne firmy działające w branży. Pierwszym krokiem było zakupienie w 1965 roku przedsiębiorstwa Christiansen & Nielsen w Aalborgu. W ciągu kolejnych pięciu lat DLH dokonywało zakupów, kierując się korzystnym położeniem geograficznym lub specjalizacją poszczególnych firm. Naturalnym następstwem ekspansji było zwiększenie powierzchni magazynowych, będących w dyspozycji DLH. W 1965 roku otworzono nowy magazyn o powierzchni 11 tys. metrów kwadratowych. Inwestowano także w infrastrukturę – dźwigi służące do załadunku, czy rewolucyjne maszyny pakujące. Czas załadunku diametralnie skrócono, korzyścią dla kontrahentów DLH był minimalny czas, w którym ich aktywa finansowe były zamrożone w postaci składowanego drewna. Rozpoczęto szeroko zakrojone inwestycje w produkcję forniru. Po latach ciągłego wzrostu zdecydowano się na kolejny krok milowy, którym było wejście na giełdę w 1988 roku.

Nowy wspaniały świat
Upadek muru berlińskiego otworzył przed DLH wiele nowych możliwości. Już w 1989 roku DLH utworzyło oddział w Polsce, gdzie rozpoczęto produkcję forniru,  zaś w ciągu najbliższych kilku lat pojawiły się oddziały DLH w Rosji, na Białorusi, na Litwie i w Czechosłowacji. W 1997 roku Rosja stała się drugim, po Brazylii, dostawcą drewna na potrzeby firmy. Zaczęto także działania w Hong Kongu i Republice Południowej Afryki.

Od czasu debiutu giełdowego DLH stało się bardziej widoczne dla opinii publicznej. Wiązała się z tym krytyka postępowania firmy ze strony obrońców środowiska naturalnego. Mieli oni wątpliwości odnośnie kurczenia się lasów tropikalnych, za co obwiniali wszystkich przedsiębiorców branży drzewnej, choć w zdecydowanej większości wycinanie lasów wynikało z rosnącego zapotrzebowania na obszar nadający się pod uprawę roli w najbiedniejszych państwach świata. DLH znalazło się na rozdrożu. Z jednej strony było jak najbardziej zainteresowane ochroną lasów tropikalnych, z drugiej zaś strony miało na to o wiele mniejszy wpływ niż wydawało się to obrońcom środowiska. Jako nabywca drewna DLH stanowiło jedynie cześć łańcucha dostaw i nie miało wielkiego wpływu na sposób w jaki były one zarządzane. Ówczesny prezes DLH John Horneman znał specyfikę regionów tropikalnych, ze względu na lata, które spędził w Afryce. Doprowadził do sformułowania pierwszej polityki ochrony środowiska DLH w 1992 roku. Problem ginięcia lasów tropikalnych nie mógł być rozwiązany poprzez zaprzestanie zakupu drewna z nich pochodzącego. Mogłoby to spowodować dokładnie odwrotny efekt – lasy pozbawione komercyjnej wartości wycinano by jeszcze szybciej. Należało w ochronę włączyć ludność lokalną i zapewnić jej udział w zyskach, bowiem może być ona największym sprzymierzeńcem ekologów lub ich największym wrogiem.

Odpowiedzialna gospodarka zasobami leśnymi to jedynie pierwszy krok na drodze do sukcesu. Dlatego w 2002 roku ruszył program Dobrego Dostawcy, który miał zapewnić legalne pochodzenie każdej dostawy drewna. Skupiono się na komunikacji z poszczególnymi dostawcami i upewnieniu się, że spełniają oni wysokie wymagania DLH dotyczące pochodzenia drewna i, co nie mniej ważne, respektują prawa człowieka i zapewniają odpowiednie warunki życia miejscowej ludności. Program dobrego dostawcy ma na celu poznanie pochodzenia drewna w całym łańcuchu dostaw dla DLH. Jeśli dostawca nie spełnia wymagań określonych w programie firma rezygnuje z jego usług.

W 2006 roku DLH ugruntowało lidera na rynku drewna egzotycznego i przejęło dużą szwajcarską grupę Timber Group, posiadającą wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu lasami w Republice Kongo i mającą odpowiednie ku temu koncesje. DLH dążyło do tego, aby wszystkie działania związane z drewnem spełniały standardy organizacji Forest Stewardship Council (FSC).

FSC zostało utworzone przez obrońców środowiska, aby zapewnić konsumentów, że drewno zostało przetworzone w najlepszych możliwych warunkach, zarówno dla lasu jak i ludności. Nabycie grupy Timber umożliwiło, w końcu, DLH kontrolę nad drogą drewna począwszy od lasu, a na sprzedawcy skończywszy. DLH zapewniło certyfikację FSC dla 300 tys. ha lasów w Republice Konga, sprawiając, że wówczas firma zarządzała największym na świecie obszarem lasów tropikalnych objętych certyfikacją FSC. Sukcesy i doświadczenie zdobyte w Kongo sprawiły, że rozpoczęto certyfikację lasów zarządzanych przez DLH także w Brazylii.

Zielona przyszłość
Drewno dość szybko staje się rzadkim dobrem. Kraje z największymi obszarami leśnymi ograniczają jego sprzedaż, zaś zapotrzebowanie na ten naturalny materiał ciągle rośnie. Większa świadomość roli, jaką lasy odgrywają w walce z nadmiarem dwutlenku węgla, wykorzystywanie drewna do produkcji czystej bioenergii sprawia, że staje się ono mniej dostępne. Jednocześnie świadomi konsumenci wymagają, aby produkty z drewna były produkowane z poszanowaniem środowiska i ludności obszarów, z których pochodzą. DLH poprzez rozwój społecznie odpowiedzialnej polityki i strategiczne przejęcia koncesji pomaga chronić zasoby leśne i jest dobrze przygotowane na nowe czasy. Kroki podjęte dla ochrony środowiska w latach 90. dziś procentują. Jeśli drewno jest zdobywane w odpowiedzialny i odpowiedni sposób staje się najbardziej przyjaznym środowisku materiałem jakim współcześnie dysponujemy. Dlatego po ponad stuletniej historii DLH czeka świetlana – zielona przyszłość.

Wikingowie naszych czasów (Zdjęcia: 7)

Statek RefanutW AfryceW AfryceW AfryceProdukcja ForniruSzkuner z floty DLHNabrzeże

 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

re: kto jest najwięksyzm importerem drewna w Polsce oraz dystrybutorem? [1]

no kurcze, nie wiedziałem, że mają własne lasy. Boże jaka to wielka korporacja, to DLH. Co się dziwić, że są potentatami.

Staszek [4]Odpowiedz na ten komentarz2010-01-21 19:24:45

Zgłoś nadużycie

DLH drogo za tarcice

wiesz maja nie maja , ceny maja wysokie za tarcice swoja i tyle , przekonalem sie o tym wielokrotnie .Dlatego wole kupowac od innych , niech ktos sie wypowie czy warto w DLH kupowac i dlaczego??? byc moze ktos ma inne zdanie .

Pozdrawiam

Mariusz [23]Odpowiedz na ten komentarz2010-01-22 03:11:44

Zgłoś nadużycie

dziwne

Z tego co się orientuję to DLH ma normalne ceny dech w granicach 100-250zł. Wiadomo wszystko zależy od drewna. Ale są tańsi niż Ci od deski barlinieckiej, a mają to samo drewno! To samo.

Staszek [4]Odpowiedz na ten komentarz2010-02-02 18:41:15

Zgłoś nadużycie

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz