DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Drzewne nieporozumienie - rozmowa z dyrektorem RDLP Białystok

Gazeta.pl Białystok

Autor: Jakub Medek
Źródło: Gazeta.pl Białystok
Data: 2008-07-27


Zatrzymany we wtorek przez CBA dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku w czwartek wyszedł na wolność. Sąd uznał, że na postawione mu przez prokuraturę zarzuty może odpowiadać z wolnej stopy. Zdaniem śledczych, wraz ze swoim zastępcą i jednym z naczelników przekroczył uprawnienia, zezwalając w ubiegłym roku na sprzedaż 50 tys. metrów sześc. drewna w tzw. trybie eksperckim, z pominięciem systemu aukcyjnego. Skarb państwa miał na tym, według prokuratury, stracić ponad 5 mln zł. Śledczy domagali się, by osoby, którym postawiono zarzuty, na proces czekały w areszcie.

Jakub Medek: Panie dyrektorze, jak mam pana przedstawić? Pełnym nazwiskiem czy tak jak w komunikatach prokuratury - jako Piotra Z.?

Piotr Z., dyrektor regionalnej dyrekcji lasów państwowych w Białymstoku: Zostańmy może przy tym Piotrze Z.

Dlaczego pana aresztowano?

- Widocznie wymagała tego procedura.

putBan(62);
Nie ma pan o to żalu do prokuratury?

- Nie. Skoro musieli... Wie pan, trudno mi o tym mówić, ja ciągle jeszcze jestem w szoku.

Pytam o to aresztowanie, bo sprawa, w której pana zatrzymano, ciągnie się od kilku miesięcy, i w tym czasie Lasy Państwowe cały czas współpracowały ze śledczymi. Pan również.

- Na to m.in. zwracał uwagę w czwartek sąd, nie godząc się na osadzenie nas w areszcie. Podkreślał, że nie ma zagrożenia matactwem z naszej strony, i że do tej pory nasza współpraca z prokuraturą była wzorcowa. Zresztą jak ja miałbym mataczyć? Lasy są jak wojsko. Na wszystko są polecenia służbowe, notatki. Na każdą decyzję, nawet najmniejszą, istnieje papier. Te sprawy, w których nas zatrzymano, też są doskonale udokumentowane. Tu nic nie odbywało się na słowo.

Skoro na wszystko są dokumenty, to o co w tym wszystkim chodzi?

- Nie mogę panu powiedzieć.

Ktoś pana wrabia? A może nowa władza mści się za pana dobre relacje z jej poprzednikami?

- Nie, to nie jest zemsta. Więcej nie powiem. Inni też słuchają naszej rozmowy.

Prokuratura uważa, że naraził pan skarb państwa na stratę ponad 5 mln zł, sprzedając drewno poza aukcjami. Ale na taką sprzedaż miał pan zgodę swoich przełożonych. Na czym więc polegał problem?

- To już by trzeba pytać prokuraturę. Ale ja mogę panu opisać całą tę sytuację. Wyniknęła ona z ułomności naszego systemu sprzedaży drewna, jego bezduszności. Nikt nie przewidział, że któryś z naszych stałych odbiorców może przez rok nie kupować drewna. A tak właśnie stało się z firmą Rakom w roku 2006. Wówczas zamiast kupować materiał, skupiła się ona na inwestycjach. Po prostu przygotowywała się do zwiększenia produkcji. I nasz system sprzedaży ją wykreślił. Firma wypadła z kręgu stałych odbiorców.

My chcieliśmy dać jej równe szanse. Jej właściciel od początku 2007 r. dobijał się u wszystkich świętych, by znów znaleźć się wśród odbiorców. I dyrektor generalny zezwolił na sprzedaż w systemie eksperckim, z pominięciem aukcji.

Zdaniem prokuratora, skarb państwa stracił przez to mnóstwo pieniędzy.

- To nieporozumienie. Drewno sprzedaliśmy firmie Rakom po takich samych stawkach, jak innym masowym odbiorcom. A co do aukcji - przecież to margines sprzedaży, może 2 proc. naszej rocznej produkcji, która sięga prawie 3 mln metrów sześc. Na aukcję trafiają wyłącznie resztki, końcówki, rzeczy z remanentów.

Skąd różnica w cenie między drewnem na aukcjach a tym sprzedawanym w trybie eksperckim?

- W zeszłym roku na naszym portalu aukcyjnym działo się jakieś szaleństwo. Ludzie się przelicytowywali, napędzając ceny tak bardzo, że rosły one nawet dwukrotnie. Zupełnie bez potrzeby. W tym roku sytuacja jest dokładnie odwrotna. Ale powtarzam - aukcje to margines. Jeśli się komuś wydaje, że te 50 tys. metrów, gdyby nie trafiło do firmy Rakom, to trafiłoby na aukcję, to jest w głębokim błędzie. Po prostu zostałoby w lesie, na pniu. I nie zarobilibyśmy nic.

Co dalej z panem będzie?

- Nie wiem. To pytanie do moich przełożonych. Mógłbym odejść z lasów. Mam prawie 60 lat, do emerytury jakoś sobie poradzę. Dłużej i tak żyć nie będę, bo chociaż tego nie widać, poważnie choruję. Ale szkoda mi tych dwóch tysięcy ludzi zatrudnionych w regionalnej dyrekcji. Nie chcę ich porzucać. Myślałem, że mogę im pomóc odnaleźć się w nowych realiach, w jakich znaleźliśmy się po wejściu do Unii. Ekologia czy obszary Natura 2000. Pomóc w zmianie charakteru lasów na w pełni europejski. Wie pan, ja jestem leśnikiem w trzecim pokoleniu. Mój dziadek zginął w Katyniu. Ojca wykończyła władza ludowa w latach 50. Czy mnie pisane jest iść w ich ślady?

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz