Nie jesteś zalogowany - niektóre funkcje serwisu wymagają logowania.

 
 

W Beskidach się opłaca

DRWAL

Autor: Tomasz Dębiec
Źródło: DRWAL
Data: 2008-06-05


W ciągu kilku ostatnich lat beskidzkie krajobrazy bardzo się zmieniły. Z wielu górskich stoków zniknęły lasy. Mamy do czynienia z zamieraniem świerczyn na skalę dotychczas niespotykaną. Dlaczego tak się dzieje i co to oznacza dla gospodarki regionu i dla przedsiębiorców leśnych?

W jednym, tylko Nadleśnictwie Ujsoły w 2007 r. pozyskano 340 tys m3 drewna.W jednym, tylko Nadleśnictwie Ujsoły w 2007 r. pozyskano 340 tys m3 drewna.Fot. Tomasz Dębiec

Gdyby sama przyroda ustalała skład gatunkowy beskidzkich lasów, dzisiaj wyglądałyby one zupełnie inaczej. W XIX wieku leśnictwo niewiele różniło się w ogólnej filozofii od rolnictwa – chodziło o maksymalizację plonu z jednostki powierzchni.

Wówczas najprostszym sposobem osiągnięcia zysku było wprowadzenie litych świerczyn. Dolnoreglowe lasy to królestwo buka i jodły, i to właśnie ich miejsce zajął tak częsty dziś w zachodnich Beskidach świerk.

Z pozoru nic nie zapowiadało katastrofy, bo świerki szybko rosły na żyznych siedliskach. Teraz już wiadomo, że zbyt szybko… Drzewa, które w młodym wieku dynamicznie wzrastają, są zdecydowanie bardziej podatne na atak opieńki.

Drewno w przyrdzeniowej strefie, to które powstaje w pierwszych latach wzrostu, jest wtedy rzadsze i przez to znacznie mniej odporne. Drzewostany rosnące na otwartej powierzchni cieszą się niezłym zdrowiem do 70–80 roku życia, później zaczynają się procesy chorobowe. Tymczasem świerk w lasach gospodarczych powinien dożywać 120 lat!

Osłabione przez grzyba świerki są łatwym celem dla korników, suche lata tylko pogarszają sprawę. Jedyne co mogą zrobić leśnicy, to wyszukiwać zasiedlone drzewa i na czas je usuwać.

Sytuacja, począwszy od 2003 r., z każdym sezonem jest coraz gorsza. Nadleśnictwa, które można nazwać klęskowymi to: Wisła, Węgierska Górka, Ustroń, Bielsko Biała, Jeleśnia oraz Ujsoły.

Najgorzej jest w Nadleśnictwie Ujsoły, które pozyskuje teraz najwięcej drewna ze wszystkich nadleśnictwa w Polsce.

Dla ludzi, którzy mieszkają na tamtych terenach i żyją z lasu oznacza to moc roboty. Pracy jest tyle, że w niektórych miejscowościach niemal każda rodzina w jakiś sposób jest związana z przemysłem leśno-drzewnym. Przykładowo w Nadleśnictwie Ujsoły w jednym czasie przy rozmaitych pracach leśnych pracuje nawet 700 osób, nie licząc oczywiście pracowników LP.

W latach 80. i 90. duża część miejscowej ludności pracowała w oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów kopalniach węgla na Śląsku. Teraz jest inaczej. Dochodzi nawet do tego, że ludzie wracają z zagranicy, żeby pracować w beskidzkich lasach.

Pytam nadleśniczego z Ujsoł – Ile może tu zarobić pilarz?

– Trzy tysiące, choć poszła plotka, że nawet osiem, co jest oczywiście nieprawdą – śmieje się Józef Worek.

Plotka ta była powodem licznych telefonów do nadleśnictwa i dużego zamieszania. Wiele żon chciało oddelegować swoich mężów do pracy w lesie. I to bez względu na to, czy mają uprawnienia, czy też nie.

Można by przypuszczać, że w tych górskich miejscowościach to turystyka będzie wiodącą gałęzią gospodarki, ale póki co największe pieniądze płyną z lasu.

Oprócz wykwalifikowanych pracowników leśnych zatrudnienie znajdują ludzie bez uprawnień. Mnóstwo roboty jest przy korowaniu. To ciężki kawałek chleba, po który nierzadko schylają się także kobiety. Ponadto dużo pracy jest przy zalesieniach, mimo tego że – jak mówi nadleśniczy z Ujsoł – bazuje się na odnowieniu naturalnym.

Najwięcej wysadza się buka, bo na potrzebującą długiego ocienienia w młodości jodłę, jest bardzo często za późno. Po prostu świerki, które je ocieniają, mogą tylu lat nie wytrzymać.

Największe natężenie prac jest z reguły w sierpniu. W zeszłym roku w ciągu tego miesiąca w Nadleśnictwie Ujsoły pozyskano 62 tys. m3 drewna. W całym 2007 r. w Ujsołach pozyskano 340 tys. m3.

Zule szybko się rozwijają. Jedna firma ściągnęła nawet Białorusinów. Do pracy w lesie trafił także pewien Włoch. Tutejsze firmy zatrudniają po kilkanaście osób, co jest rzadkością, bo w całych Karpatach zule to z reguły małe firmy. Tak jest na Podhalu i w Bieszczadach.

Za sprawą bumu na prace leśne do łask powróciły konie. Firma, która chce poważnie podchodzić do zrywki w tych trudnym górskim terenie, musi posiadać zwierzęta. Dzieje się tak nie dlatego, że miejscowe nadleśnictwa stawiają formalny wymóg posiadania konia (z taką sytuacją mamy do czynienia w Nadleśnictwie Nawojowa), a dlatego że warunki terenowe to wymuszają.

Obecnie na terenie Nadleśnictwa Ujsoły pracuje ok. 160 zwierząt. Co ciekawe, dawniej konie pracujące w lesie wykorzystywane były do zrywki niejako przy okazji, bo były to zwierzęta hodowane w tradycyjnych małych gospodarstwach chłopskich.

Dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Można powiedzieć, że te konie to profesjonalni zrywkarze, bo hoduje się je, w znakomitej większości, do pracy w lesie.

Miejscowi przedsiębiorcy ciągle szukają optymalnych rozwiązań i być może część koni już niedługo pójdzie w odstawkę. Wszystko za sprawą małego ciągnika produkcji włoskiej, który może je w wielu sytuacjach zastępować. Według oceny Pana Adama Szczotki, właściciela dużego zula, nawet w 80 procentach.

Ta maszyna to ciągnik gąsienicowy Landini. Cechuje go zwrotność i ekonomiczność, można przyjąć, że w pracy zastępuje dwa konie, pali około 15 litrów na osiem godzin pracy, ma uciąg 5 ton i posiada wyciągarkę z pięćdziesięciometrową liną.

Jego cena to 98 tys. zł, ale trzeba też zainwestować w dostosowanie go do prac leśnych i tu pojawia się kolejny koszt – 22 tys. zł. Według szacunków Pana Adama Szczotki kupno tego sprzętu zwróci się po trzech latach.

W beskidzkich lasach pojawia się też nowoczesny i zarazem specjalistyczny sprzęt do zrywki. Zulowcy z Nadleśnictwa Ujsoły, wspomniany wyżej Pan Adam Szczotka i Pan Józef Kocoń, wyposażyli swoje przedsiębiorstwa w forwardery, co w lasach na południu kraju jest rzadkością.

W Nadleśnictwie Węgierska Górka w zeszłym roku pracowały firmy słowackie wyposażone w harwestery. W lutym tego roku w Ujsołach prowadzone były testy specjalnego górskiego harwestera.

Czy ta maszyna będzie pracować w beskidzkich lasach – jeszcze nie wiadomo. Jan Salachna, zastępca nadleśniczego z Ujsoł, mówi, że taki sprzęt byłby przydatny w lecie wtedy, gdy jest najwięcej pracy i trzeba ściągać ludzi z zewnątrz.

Mimo możliwości „złapania” dużej roboty, nie ma wielu przedsiębiorców z zewnątrz, którzy chcieliby zmierzyć się z trudami pracy w Beskidach. Z przetargów w Nadleśnictwie Ujsoły odpadają z reguły jedna, dwie firmy leśne.

Nie zmienia to jednak faktu, że praca w beskidzkich lasach jest obecnie opłacalna. Nie byłaby tak bardzo, gdyby nie zamieranie świerków. To bodaj jedyny pozytyw w całej tej sytuacji.

W Beskidach się opłaca (Zdjęcia: 3)

W jednym, tylko Nadleśnictwie Ujsoły w 2007 r. pozyskano 340 tys m3 drewna.Około 160 koni zrywkowych pracuje teraz w Ujsołach.W Ujsołach pracują już forwardery. Harwestery są na razie testowane.

 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

 
 
Targi Eko-Las 2014