DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
Przewodnik dla stolarzy - Jan Heurich
 

Lasy między młotem a kowadłem

Gazeta Wyborcza

Autor: Leszek Baj
Źródło: Gazeta Wyborcza
Data: 2005-12-27


W Polsce brakuje drewna, a jego ceny są wysokie. Ministerstwo Środowiska zapowiada jednak, że zwiększania wycinki nie będzie.

Brak drewna uniemożliwia rozwój sektorom wykorzystującym ten surowiec. A to jedne z sił napędowych polskiej gospodarki. Eksport papieru i wyrobów z papieru wyniósł w pierwszej połowie roku ponad 800 mln euro, zaś eksport mebli - aż 2 mld euro. Sektor meblarski zatrudnia ponad 210 tys. ludzi.

- W ostatnich latach jest ogromny popyt na polskie meble, który nie może być zaspokojony ze względu na braki surowca - mówi Paweł Wyrzykowski, prezes Pfleiderer Grajewo, jednego z największych producentów płyt meblowych w Polsce. Według Wyrzykowskiego musimy szukać kompromisu pomiędzy ekologią a celami społecznymi i gospodarczymi. - Możemy zorganizować nowe miejsca pracy, ale musimy mieć zapewniony szerszy dostęp do drewna - dodaje Wyrzykowski.

Nasz drewniany deficyt

W 2004 r. w Polsce było prawie 9 mln hektarów lasów, co stanowiło 28,7 proc. powierzchni kraju. Do 2020 r. planowane jest zalesienie dodatkowych 680 tys. hektarów. W rezultacie lesistość w 2020 r. ma wynosić 30 proc.

W 2004 r. pozyskano około 31,5 mln m sześc. drewna, z czego około 29,5 mln w Lasach Państwowych. Jednak według wyliczeń Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego to zdecydowanie ze mało. Biorąc pod uwagę tylko zapotrzebowanie przemysłu drzewnego i pozyskanie drewna w Lasach Państwowych jego deficyt wynosi 4 mln m sześc. Uwzględniając dodatkowo drewno pozyskane z lasów prywatnych, deficyt osiąga wysokość 5,5 mln m sześc.

Zakłady energetyczne zgłaszają coraz większe zapotrzebowanie na biomasę, ponieważ do 2010 r. 7,5 proc. zużywanej energii w Polsce musi być bowiem wyprodukowane ze źródeł odnawialnych. - Spalanie biomasy jest tańsze niż budowa np. elektrowni wiatrowych - uważa Henryk Pyrka, dyrektor biura w Polskiej Izbie Biomasy.

Rocznie ok. 3,5 mln m sześc. drewna idzie na cele energetyczne, z czego 2,7 mln m sześc. pochłaniają gospodarstwa domowe.

- Jesteśmy między młotem a kowadłem - mówi Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Lasów Państwowych. Z jednej strony jest lobby przemysłu drzewnego, z drugiej - przemysł energetyczny. - Wszyscy mają do Lasów Państwowych pretensje o zbyt małą produkcję drewna. Jednak my nie możemy produkować go więcej, niż zezwala nam prawo i biologiczne możliwości lasu - mówi Przybylski.

Lasy na etacie

Etatem rębnym określa się ilość drewna, która jest pozyskiwana z rocznego przyrostu lasów. W Polsce kształtuje się on na średnim poziomie 60 proc. Według Pawła Wyrzykowskiego takie rozwiązanie jest dobre tylko w długim okresie. - Na krótką metę wycinka powinna być dostosowana do cyklu koniunkturalnego na rynku - mówi Wyrzykowski.

To oznacza, że w czasie wysokiego popytu na produkty drzewne powinno się wycinać np. 90 proc. przyrostu, a podczas słabej koniunktury przykładowo 40 proc. - Obecnie musimy importować 15-25 proc. drewna, a to jest często nieopłacalne - dodaje Wyrzykowski.

Także niektórzy leśnicy i naukowcy są zdania, że rocznie można by wycinać nawet 5 mln m sześc. lasów więcej. To wypełniłoby lukę pomiędzy popytem na drewno a jego podażą. - Podniesienie wyrębu nie zaszkodziłoby lasom, a dzięki temu mogłoby powstać nawet kilkanaście tysięcy nowych miejsc pracy - uważa Grzegorz Majchrzak, zastępca dyrektora ds. ekonomicznych w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu. Według Majchrzaka obecnie zdarza się, że drewno w lesie po prostu gnije.

Ministerstwo Środowiska nie zamierza jednak zmieniać etatu rębnego. Etat cięć zatwierdzony przez ministra nie podlega bowiem zmianie w czasie realizacji planu. Wyjątkiem są sytuacje wywołane klęskami przyrodniczymi. Zwiększenie pozyskania ponad ustaloną sumę etatów zahamowałoby i wydłużyło okres wzrostu lasów - uważa Ministerstwo Środowiska. Poza tym etat rębny nie jest wszędzie identyczny. Około 50 proc. lasów stanowią tzw. lasy ochronne, w których etat jest ustalony na znacznie niższym poziomie.

Drzewa liczone w euro

Według Bogdana Czemko, dyrektora biura w Polskiej Izbie Gospodarczej Przemysłu Drzewnego, aby sytuacja na rynku drzewnym uspokoiła się, po pierwsze musi być wprowadzony system umów wieloletnich na pozyskiwanie drewna. Obecnie, pomijając największe przedsiębiorstwa, firmy mają umowy najwyżej roczne. A trzeba pamiętać, że to małe i średnie firmy tworzą 80 proc. rynku. - Bez zagwarantowanych dostaw surowca żaden bank nie udzieli kredytu, a to oznacza brak inwestycji - twierdzi Czemko. Po drugie, istotne jest stworzenie systemu tworzenia cen drewna. - Powinny być one uzależnione od kursu euro, bo 70 proc. przetworzonego drewna jest z Polski eksportowane - mówi Czemko. Według Izby monopol Lasów Państwowych powinien być kontrolowany przez powołaną do tego celu instytucję. Dodatkowo obrót drewnem, który obecnie ustala dyrektor LP, powinien być ustabilizowany dzięki rozwiązaniom ustawowym.

Przedstawiciele przemysłu drzewnego uważają, że potrzebne są u nas rozwiązania podobne do tych z innych krajów europejskich, np. w Niemczech odpady drzewne są klasyfikowane w kategorie. W ten sposób wiadomo, co może iść do przerobu, a co nadaje się już wyłącznie do spalenia.

Andrzej Korzeb, członek zarządu firmy Forte, mówi, że w bilansie drewna nie brakowałoby, gdyby było ono lepiej wykorzystywane. Uważa, że należy wprowadzić rozwiązania instytucjonalne, które gwarantowałyby surowiec przede wszystkim tym, którzy go w największym stopniu przetwarzają. - Nie może być tak, że dobre drewno wykorzystuje się do robienia palet, a drewno nadające się do przetworzenia jest spalane - twierdzi Korzeb.

- Państwo powinno wspierać tworzenie plantacji energetycznych, czyli upraw m.in. wierzby, topoli, akacji czy sosny do celów energetycznych - mówi Henryk Pyrka. Pyrka twierdzi, że zakłady energetyczne powinny podpisywać umowy z rolnikami na dostawy roślin z plantacji. Problem polega jednak na tym, czy rolnicy będą chcieli tworzyć takie plantacje. Do tego rodzaju upraw nie mogą bowiem otrzymać dopłat bezpośrednich z Unii. W 2005 r. Komisja Europejska zgodziła się co prawda na dopłaty z budżetu państwa (w sumie 55 tys. euro), ale dotyczą one tylko dwóch roślin - wierzby i róży bezkolcowej. A jak twierdzi Pyrka, o istnieniu takiej róży mało który rolnik w ogóle wie.


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz