DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
Przewodnik dla stolarzy - Jan Heurich
 

Wielkie cięcie drzew

Autor:
Źródło:
Data: 2005-10-17


Już wkrótce przy polskich drogach nic nie będzie rosło
We mnie nie znajdzie pan zwolennika ochrony drzew przydrożnych. Mój syn rozbił samochód na jednym z nich. Uważam, że trzeba je wycinać – mówi Tadeusz Bednarzak, naczelnik wydziału dróg w powiecie Sokołów Podlaski.

W tym roku w powiecie sokołowskim padło już niemal pół tysiąca drzew przydrożnych i to jeszcze nie koniec. Podobnie dzieje się w niemal całej Polsce. Na przykład przy drogach w okolicy Mrągowa wycięto 450 lip, klonów i topoli, na drodze do przejścia granicznego w Bezledach ponad 1000 drzew, na trasie z Białej Piskiej do Ełku 1,6 tys. Często tworzyły one ponadstuletnie, piękne aleje.

Wygląda na to, że wkrótce kwestia drzew rosnących przy drogach doczeka się swego „ostatecznego rozwiązania”. Od 2004 r. są one cięte na potęgę, początek dało chyba woj. warmińsko-mazurskie, za nim poszły inne. O palmie chronologicznego pierwszeństwa trudno mówić, bo nasze samorządy terytorialne niemal jednocześnie zauważyły szansę, jaką stworzyła zmiana przepisów – od 10 czerwca 2004 r. nie obowiązuje już rozporządzenie nakładające na samorządy i zarządy dróg obowiązek uzgadniania wycinki drzew przydrożnych z wojewódzkim konserwatorem przyrody. I w ubiegłym roku piły poszły w ruch.

Bez przebaczenia
Lista grzechów przydrożnych drzew, podawana przez miłośników radykalnych rozwiązań z użyciem piły i topora, jest długa: zasłanianie widoczności i znaków drogowych, uniemożliwianie szybkiego i bezpiecznego zjazdu z drogi, utrudnienia dla poruszających się poboczami rowerzystów i pieszych, migotanie światła słonecznego między drzewami mogące spowodować zaburzenia wzroku kierowcy, łatwiejsze wpadanie w poślizg z powodu liści i dłuższego zalegania lodu w cieniu drzew, możliwość uderzenia spadającymi w czasie wichury konarami, a nawet i całymi drzewami, zwłaszcza topolami, dość często rosnącymi na poboczach, które po 60 latach już próchnieją i trzeba je wycinać.

Na tym tle argumenty obrońców brzmią dość enigmatycznie. Drzewa przy drogach powinny rosnąć, bo tego wymaga ochrona krajobrazu, dewastowanego bezpowrotnie przez wycinanie drzew. Należą one do naszego dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego, którego należy strzec. Dzięki nim drogi są lepiej zabezpieczone przed nawiewanym zimą śniegiem. Przywoływany bywa też interes ptaków, owadów i pszczelarzy. „Droga z Sokołowa na Jabłonnę Łęcką obsadzona jest drzewami lipowymi. Są one siedliskiem dużej ilości organizmów, głównie owadów i ptaków, a ich wycięcie naruszy równowagę biologiczną”, protestowało tamtejsze koło pszczelarskie. Oczywiście, bezskutecznie, ale też miód produkowany z nektaru lip rosnących w chmurach spalin nie jest zbyt zdrowy...

(...)
Wycinka drzew stała się dziś jednym z najważniejszych sposobów aktywizacji ekonomicznej mieszkańców gmin wiejskich. Dzięki tym pracom chwilowo spada bezrobocie, ludzie zarabiają. Firmy zajmujące się wycinką dostają drewno w rozliczeniu albo jest ono sprzedawane przez gminy na przetargach. Władze lokalne nie zbijają na tym kokosów, bo drewno z wycinki sprzedaje się z reguły jako opałowe, po 40-80 zł za metr sześcienny. Tyle że rzadko idzie ono rzeczywiście na opał, z reguły wędruje dalej, zyskując na wartości. – W naszym powiecie drewno z wycinki kupują dwie firmy z Łosic i Sokołowa, z przeznaczeniem na palety – mówi Tadeusz Bednarzak...
A bywa i tak, że drewno z wycinki trafia do tartaków i nieświadomym klientom sprzedawane jest jako pełnowartościowa tarcica, w cenie 400-1200 zł za metr sześcienny.

Źródło: Tygodnik Przegląd
Autor: Andrzej Dryszel

przeczytaj cały artykuł


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz