DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
Przewodnik dla stolarzy - Jan Heurich
 

Polska ma stare tradycje w budowie fortepianów

Rzeczpospolita

Autor: Andrzej Klewszczyński
Źródło: Rzeczpospolita
Data: 2000-09-30


Konkursy chopinowskie zawsze cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Ich przebieg śledzi cała Polska, także ci, którzy nie odróżniają nokturnu od mazurka. Sporo uwagi poświęca się też całej otoczce konkursowej, w tym również instrumentom, na których toczy się prawdziwie wielka gra.

Fortepian to instrument szczególnie lubiany przez Polaków. Ów sentyment bierze się zapewne z popularności muzyki Chopina, być może pewien wpływ mają także tradycje i dawne sukcesy polskiej pianistyki. Tak czy owak, ten instrument fascynuje nas szczególnie. Wytworny, o szlachetnej sylwetce, z uniesionym skrzydłem, niczym wielki, czarny ptak już samym kształtem pobudza wyobraźnię. Ale większość z nas o fortepianie wie bardzo niewiele.

Forte i piano
Fortepian zajął miejsce klawesynu i klawikordu, które niepodzielnie królowały w epoce rokoka. Za jego wynalazcę uchodzi Bartolomeo Cristofori z Florencji, który w 1711 r. wyposażył klawikord w mechanizm młoteczkowy, co umożliwiło wydobywanie z instrumentu zarówno dźwięków silnych (forte), jak i słabych (piano) - stąd nazwa "fortepiano" lub "pianoforte". Potem już sukcesywnie wprowadzano kolejne ulepszenia, co nabrało przyspieszenia zwłaszcza wówczas, gdy muzykę na fortepian zaczęli pisać twórcy tej miary, co Haydn, Mozart i Beethoven.

Wkrótce zaś doszedł następny impuls, oto w pierwszej połowie XIX w. na estrady koncertowe wkroczyła cała plejada wielkich wirtuozów (Liszt, Thalberg, Kalkbrenner), którzy tak rozwinęli technikę pianistyczną, że ówczesne, mało dynamiczne instrumenty nie mogły oddać całej sprawności ich palców. To zmobilizowało konstruktorów do szukania rozwiązań technicznych pozwalających zwiększyć natężenie dźwięku i pogłębić barwę wydobywanych tonów. Jednak jeszcze w czasach Chopina fortepian był tworem mocno niedoskonałym, a kompozytor nie był w stanie odtworzyć wszystkich niuansów swej muzyki z taką precyzją, jaką zapewniłyby mu dzisiejsze instrumenty. Pełne bogactwo brzmienia osiągnął fortepian dopiero na początku drugiej połowy ubiegłego wieku.

Jak uzyskać piękny ton
Fortepian składa się z ok. 3,5 tysiąca części. Podstawowym surowcem jest drewno. Na obudowę przeznacza się sosnę lub olchę, elementy mechanizmów są z drewna grabowego, na mostki i progi, na których spoczywają struny, nadaje się tylko twardy buk lub jawor. Najważniejsza wszakże jest płyta rezonansowa, prawdziwa dusza instrumentu. Wytwarza się ją ze specjalnego gatunku świerka wysokogórskiego, szczególnie ceniona jest świerczyna sprowadzana z Rumunii. Były robione próby ze świerkiem nizinnym, ale jakość dźwięku okazała się fatalna.

Klepki na dno rezonansu muszą być dobrane według słojów: w wiolinie wąskie słoje, w basie szerokie. Nawet maleńka skaza w drewnie może spowodować zakłócenie tonu. I jeszcze jedno - takie drewno, zanim zostanie użyte, musi leżakować co najmniej kilka lat. Bardzo ważnym elementem są też żebra, które nadają płycie rezonansowej wypukły kształt oraz przyspieszają rozchodzenie się fal dźwiękowych.

Nader skomplikowany jest mechanizm fortepianu - układ drewnianych dźwigni oraz filcowych podkładek i młoteczków. Jego trwałość wynosi nie więcej jak 20-25 lat. Niektórzy fachowcy twierdzą nawet, że koncertowy fortepian powinien zniknąć z estrady po 15 latach, a generalny remont może przechodzić tylko raz w swej karierze. Do produkcji niektórych elementów mechanizmu używano niegdyś specjalnego filcu wyprodukowanego z sierści długowłosych królików australijskich, ale dziś już producenci nie bawią się w takie finezje. Jak wszędzie, tak i tu surowce naturalne są zastępowane przez sztuczne tworzywa.

Stalowe struny różnią się średnicami, choć na pozór wyglądają identycznie. Są to bowiem minimalne różnice - 0,025 mm. Struny muszą być odporne na ogromne obciążenia, jakich doświadczają w trakcie gry. Z klawiaturą najprostsza sprawa: kiedyś robiono klawisze z kości słoniowej, dziś natomiast białe i czarne klocki wykonuje się z drewna i pokrywa sztucznym tworzywem. I wreszcie jedyny duży element metalowy - żeliwna rama o wadze 60-70 kg. Nic dziwnego, że jest tak ciężka, musi wytrzymać napięcie wszystkich strun.

Przed opuszczeniem wytwórni każdy instrument jest co najmniej sześciokrotnie strojony, m.in. po to, by wypróbować wytrzymałość strun. Najwięcej ich pęka przy czwartym strojeniu, które fachowo nazywa się biglowaniem, a w którym chodzi o to, by struna "stanęła" i już więcej się nie rozciągała.

Czym odznacza się dobry fortepian? Przede wszystkim tym, że przy uderzeniu pełnego akordu wszystkie dźwięki są osobno słyszalne (kiepski instrument dźwięki zlewa razem). Nie sposób zrobić dwóch fortepianów idealnie do siebie podobnych - zawsze będą różnić je niuanse akustyczne, które muzyk potrafi wychwycić uchem. Dlatego podczas konkursów pianistycznych ich uczestnikom daje się do dyspozycji kilka instrumentów i każdy artysta wybiera ten, który najlepiej odpowiada jego indywidualnemu stylowi gry.

Steinway na czele
Z jakich fortepianów najchętniej korzystają słynni wirtuozi? Na pierwszym miejscu zdecydowanie plasuje się amerykański Steinway. Firma wywodzi się z Niemiec, z Brunszwiku, a jej założyciel nazywał się Steinweg. W Europie nie odniósł sukcesu i dlatego zdecydował się poszukać szczęścia na drugiej półkuli. Po przeniesieniu się do Nowego Jorku zmienił nazwisko na Steinway i wtedy los uśmiechnął się do niego; fortepiany opatrzone tą nazwą podbiły świat.

Po Steinwayu idą fortepiany niemieckie - Bechstein, Boesendorfer, Bloethner. W swoim czasie silną konkurencją dla nich były instrumenty angielskiej firmy Bradwood, ale już dawno zniknęły z sal koncertowych. Podobny los spotkał niegdyś bardzo popularne francuskie fortepiany firm Erard i Pleyel. To właśnie na nich grał Chopin. Miały ładny, melodyjny, miękki ton oraz pięknie intarsjowaną obudowę w palisandrze. Były to jednak raczej instrumenty salonowe, dla wielkich sal koncertowych ich dźwięk był zbyt wątły.

Od pewnego czasu rywalizację z zachodnioeuropejskimi i amerykańskimi wytwórniami fortepianów podjęli Japończycy. Swą produkcję oparli na patentach Steinwaya, Bechsteina i B?sendorfera. Jednak ani Yamaha, ani Kawasai nie dorównują instrumentom amerykańskim czy niemieckim i nie satysfakcjonują słynnych artystów. Wielcy pianiści są zresztą na ogół przywiązani do określonej marki instrumentu. Nieraz nawet do konkretnego egzemplarza. Np. Fou Tsong koncertuje na różnych fortepianach, ale do nagrań używa wyłącznie Bechsteina. Z własnym fortepianem jeździł po świecie Vladimir Horowitz. Bardzo kapryśny w doborze instrumentów jest Krystian Zimerman, który sam od lat z wielką pasją pracuje nad udoskonaleniem konstrukcji fortepianu.

Fibiger i inni
Niewiele osób wie, że Polska ma stare tradycje w budowie fortepianów. Instrumenty te konstruowano u nas już w drugiej połowie XVIII w., w Warszawie wytwarzał je Korycki, w Krakowie Zientarski, w Poznaniu Eibich. W późniejszych latach zajmowały się tym m.in. firmy Kertnopfa i Małeckiego, z tym że specjalizowały się raczej w małych fortepianach domowych. Np. Kertnopf zrobił tylko kilka fortepianów koncertowych, które nie zyskały uznania u mistrzów klawiatury.

Najbardziej znaną wytwórnią na naszych ziemiach była firma Arnolda Fibigera w Kaliszu, założona w 1878 r. i prowadzona potem przez kilka pokoleń tej rodziny. O ile wytwarzane tu pianina miały dobrą markę i uchodziły za najlepsze spośród produkowanych we wschodniej Europie, o tyle fortepiany Fibigerów nie zdołały przebić się do światowej czołówki. Zdobyły wprawdzie Grand Prix na wystawach w Paryżu i w Londynie, wystawiano je na Wszechświatowej Wystawie w Nowym Jorku w 1909 r., ale jednak nie mogły równać się ze Steinwayem czy Bechsteinem.

Po wojnie kaliską wytwórnię upaństwowiono. Ostatni właściciel, Gustaw Fibiger pozostał w zakładzie i jako kierownik jednego z działów przepracował jeszcze 30 lat. Niestety, w nowych warunkach firma nie była już w stanie rozwinąć skrzydeł: jakość podupadła, kurczył się eksport, malała produkcja.

Po 1989 r. potomkowie Gustawa Fibigera wystąpili o zwrot fabryki, jako nieprawnie znacjonalizowanej (w 1948 r. zatrudnienie wynosiło 83 osoby, podczas gdy upaństwowieniu miały podlegać te zakłady, w których pracowało ponad 100 osób na jedną zmianę). Korowody reprywatyzacyjne trwały kilka lat i ostatecznie skończyło się na odszkodowaniu dla spadkobierców, a zakład pozostał państwowy. Jako wspomnienie dawnej świetności kaliskiej wytwórni pozostał więc tylko następujący wpis w księdze pamiątkowej: "Miło mi zaświadczyć, że fortepian Arnolda Fibigera, na którym grałem w Kaliszu, zyskał moje zupełne zadowolenie. Mechanika łatwa, ton piękny i brzmiący, we wszystkich oktawach wyrównany". I podpis: Artur Rubinstein.


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz