DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Przemysł i lasy

Nasz Dziennik

Autor: Maciej Winnicki
Źródło: Nasz Dziennik
Data: 2004-08-30


Przemysł drzewny alarmuje, że na rynku brakuje drewna, co powoduje wzrost cen tego surowca i ogranicza możliwości rozwoju branży. Winą za taki stan rzeczy obarczane są Lasy Państwowe, największy dostawca drewna na polski rynek.

W ten sposób leśnicy są stawiani między młotem a kowadłem: żąda się od nich reagowania na rosnący popyt zwiększaniem dostaw drewna, a z drugiej strony muszą dbać, aby nie doszło do rabunkowej wycinki drzew, bo to przyniosłoby ogromne szkody w przyrodzie. Czy można więc pogodzić oczekiwania przemysłu z troską o zachowanie lasów?


Trzeba pamiętać, że lasy nie służą tylko do "wyciągania" z nich drewna na potrzeby przemysłowe czy też na opał. Lasy pełnią wiele innych funkcji, które są nawet ważniejsze od tej gospodarczej. Dlatego, choć przychody ze sprzedaży drewna są podstawą utrzymania Lasów Państwowych, to jednak wielu leśnikom nie przesłania to konieczności dbania przede wszystkim o poszerzanie obszaru lasów, a nie ich wycinanie.

 

Wyjątkowy rok
W tym roku sytuacja na rynku drzewnym jest rzeczywiście zgoła inna od tego, co obserwowaliśmy w latach poprzednich. Takiego zapotrzebowania na drewno nie było od dawna. Ogromne jego ilości zużywają producenci mebli. Korzystne kursy walut spowodowały, że nasze wyroby stały się bardzo konkurencyjne w stosunku do mebli zachodnich i są nie tylko chętnie kupowane w kraju, ale także rośnie ich eksport. Branża meblarska aż 80 proc. produkcji lokuje na zagranicznych rynkach.

Wzrasta jednocześnie zapotrzebowanie na drewno ze strony budownictwa, zwłaszcza mieszkaniowego. Ten surowiec jest potrzebny nie tylko przy pracach ciesielskich, ale również do wykończania wnętrz. Popularne są wszak drewniane boazerie, schody, parkiety itd. Wiele osób chce też budować wyłącznie drewniane domy, podążając za modą na ekologię i powrót do naturalnych surowców. Takie domy są uważane nie tylko za ładniejsze, ale i zdrowsze.

Trzeba też pamiętać o ogromnym przemyśle papierniczym, który nie może obyć się bez drewna. A ponieważ z roku na rok mimo informatyzacji zużywamy coraz więcej papieru, duże też jego ilości sprzedajemy za granicę, to i papiernie są sporym klientem Lasów Państwowych. Ale rok 2004 jest wyjątkowy jeszcze z innych powodów. Zwłaszcza po wejściu Polski do UE na rynku pojawiło się sporo firm zagranicznych, które stają do przetargów na polskie drewno. Lasy Państwowe, poza dużymi kontraktami, drewno sprzedają na publicznych przetargach. Zgodnie z ustawą nie mogą nikogo preferować, choć część przetargów jest organizowana dla lokalnych przedsiębiorców przez poszczególne nadleśnictwa. Mimo to po polskie drewno ustawiła się spora kolejka firm zachodnich, głównie niemieckich. Dla nich kupno drewna w Polsce to znakomity interes. Jest ono przede wszystkim znacznie tańsze od ich surowca i często ma lepszą jakość. Dlatego kolejka chętnych rośnie, a ponieważ firmy te dysponują większymi pieniędzmi niż nasze nieduże zazwyczaj tartaki i zakłady drzewne, więc przebijają ceny. Co prawda, zgodnie z danymi Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, w tym roku ceny transakcyjne drewna wahają się między 114 a 115 zł za metr sześcienny (tylko o kilka procent więcej niż w latach poprzednich), to jednak na przetargach, gdzie zaopatruje się wiele firm, są one przynamniej dwa razy wyższe, a często znacznie więcej. Małe podmioty nie mają pieniędzy na zakupy, więc ograniczają produkcję. Cierpią też na tym rzemieślnicy wykonujący drobne usługi dla ludności, bo nie mają surowca, a z tego powodu klienci muszą płacić coraz więcej za usługi i gotowe wyroby.

Wiele przedsiębiorstw jest więc zdania, że w sytuacji, gdy rośnie popyt i ceny, Lasy Państwowe powinny zwiększyć produkcję drewna na rynek. W mediach próbuje się wręcz wywierać presję na leśników, obarczając ich winą za problemy branży i wręcz przyczynienie się do spowolnienia jej rozwoju. Czy jednak te oskarżenia są słuszne? Raczej nie.

Nie tylko drewno
Tylko 17 proc. naszych lasów jest w rękach prywatnych, reszta to zasoby zarządzane przez Lasy Państwowe, niewiele zajmują poza tym parki narodowe i lasy gminne. W dodatku pojedynczy prywatni właściciele nie mogą się pochwalić zbyt dużymi obszarami lasów, więc ich wpływ na rynek drzewny jest minimalny. To, ile drewna znajdzie się w obrocie, zależy więc od państwowych leśników. Od początku lat 90. daje się zaobserwować zwiększenie produkcji drewna, czyli pod topór idzie coraz więcej drzew. W 1982 roku leśnicy dostarczyli na rynek 20 mln metrów sześc. drewna, potem te wartości zaczęły spadać, by w 1990 roku osiągnąć 16 mln metrów. Później stopniowo produkcja rosła: w 1997 r. znowu osiągnęła 20 mln metrów, w roku 2004 już 24 mln, a w ostatnich dwóch latach po około 26-27 mln metrów sześciennych. Czy ta ilość może wzrosnąć? Teoretycznie tak, ale pod pewnymi warunkami, które wcale dla przemysłu nie będą korzystne.

W Polsce gospodarka leśna jest na szczęście prowadzona w Lasach Państwowych w sposób przemyślany. Każde z kilkuset nadleśnictw, każda z kilkunastu regionalnych dyrekcji lasów, ma opracowane 10-letnie plany urządzania lasów. To tam jest właśnie zapisane, ile w ciągu takiej dziesięciolatki zostanie wyciętych drzew. Programy są zatwierdzane przez ministra ochrony środowiska i leśnicy muszą się ich twardo trzymać. Jeśli więc w planie danego nadleśnictwa zapisano, że przez 10 lat ma ono wyciąć np. 300 tys. metrów drewna, to bez zgody ministra nie można tej wielkości przekroczyć. Leśnicy mogą np. tylko w jednym roku zwiększyć wycinkę, ale w drugim muszą już ją ograniczyć, żeby zmieścić się w limicie. Dlatego Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych tłumaczy, że taki manewr można wykonać w tym roku, ale wtedy spadnie jeszcze bardziej podaż drewna w latach następnych. Wątpliwe zaś, aby minister zgodził się na zwiększenie rocznego limitu wycinek o 3-5 mln metrów drewna, czego domaga się przemysł. Z jednego prostego powodu: grozi to niekontrolowanymi wycinkami i wręcz rabunkową gospodarką leśną. Tymczasem leśnicy mają obowiązek przede wszystkim dbania o stan lasów, które są naszym wspólnym dobrem. Na rabunkową wycinkę drzew na pewno nie będzie przyzwolenia społecznego.

Trzeba pamiętać, że lasy to nie tylko pozyskiwanie drewna, choć dzięki pieniądzom uzyskiwanym z tego tytułu Lasy Państwowe są przedsiębiorstwem samofinansującym się. W miejsce wycinanych drzew nadleśnictwa mają obowiązek sadzenia nowych. Zresztą, pod topór drzewa też idą w zaplanowany sposób. Obowiązują bowiem surowe zasady typowania drzewostanów do wycinki, bo drzewa muszą osiągnąć tzw. wiek rębny. Poza tym chodzi też o różnicowanie drzewostanu. Jeśli bowiem w jednym miejscu w lesie jest wycinana np. sosna, to po to, aby na jej miejscu posadzić drzewa innych gatunków, w tym liściastych. Las mieszany jest nie tylko atrakcyjniejszy przyrodniczo, ale także bardziej odporny na szkodniki. I takie działania są w wielu miejscach podejmowane. Leśnicy bardzo starannie wyznaczają fragmenty lasów do wycinki, tu nie ma przypadkowości, ale i tak w wielu miejscach kraju ludzie protestują, gdy widzą, że ścinane są ładne, duże drzewa. I trudno się tym protestom dziwić, dlatego presja społeczna raczej idzie pod prąd oczekiwań przemysłu drzewnego.

Poza tym plany zagospodarowania lasu przewidują budowę dróg leśnych, wykorzystywanych zarówno przez turystów, jak i w razie pożarów. W ramach tych działań leśnicy budują też parkingi, miejsca biwakowe, kładki widokowe, wytyczają ścieżki edukacyjne itd. To służy społeczeństwu i ludzie chcą zachowania przede wszystkim funkcji przyrodniczych lasów. Z roku na rok rośnie liczba ludzi odwiedzających lasy, tutaj odbywają się wycieczki piesze i rowerowe. W ślad za tym rośnie liczba rezerwatów przyrody, parków krajobrazowych, leśnych kompleksów promocyjnych. Polacy mają to szczęście, że przez to, iż większość lasów należy do państwa, mają swobodny do nich dostęp. Ale wiedzą też, że o lasy trzeba dbać, że współczynnik zalesienia naszego kraju wynosi mniej niż 30 proc., nie jest więc zbyt duży. Gwałtowne zwiększenie wycinki drzew może spowodować ogromne straty przyrodnicze, bo stare drzewa można zastąpić sadzonkami, tylko za ile lat wyrosną z nich dorodne okazy?

Jak to pogodzić?
Czy można więc pogodzić interesy przemysłu i przyrody? Na pewno tak. Jest możliwe niewielkie zwiększenie produkcji drewna bez szkody dla przyrody. Firmy muszą jednak pamiętać, w jak delikatnym i specyficznym działają środowisku. Jest wiele prawdy w twierdzeniach leśników, że nasz przemysł, korzystając z dobrej koniunktury, zawarł wiele kontraktów, nie zastanawiając się, czy będzie miał surowiec na ich realizację. Nikt nie pytał leśników, czy mają zapasy drewna i możliwości zwiększenia jego produkcji. Bo i pewnie nikt nie zaprzątał sobie głowy takimi sprawami jak wieloletnie plany urządzania lasów. Teraz, gdy ekonomia musi się zderzyć z takimi wartościami, jak przyroda, ekologia, okazuje się, że nie zawsze pieniądz wygrywa. Sytuacja byłaby zapewne zupełnie inna, gdyby polskie drewno trafiało do polskich firm (jego eksport bezpośrednio przez Lasy Państwowe jest nieduży), ale tak nie jest z powodu zobowiązań, które Polska wzięła na siebie w momencie wejścia do UE, i zachodnie firmy mogą na równi z naszymi stawać do przetargów.

Zapewne produkcja drewna wzrośnie, ale nie o tyle, ile chciałyby zakłady drzewne. Można też oczekiwać, że za kilka lat sytuacja się unormuje i zapotrzebowanie na drewno nieco spadnie. Na razie należałoby się rozejrzeć za możliwościami uzupełniania krajowego rynku importem drewna z Rosji i innych państw, przy zastosowaniu różnych preferencji podatkowych dla importerów. Tak od dawna robi wiele państw, którym zależy na rozwoju branży drzewnej (aby zapewnić firmom możliwości rozwoju, a ludziom pracę), a jednocześnie na ochronie swoich lasów przed rabunkową wycinką. Powinniśmy postępować w ten sam sposób. W trakcie różnych kampanii, które mają zwrócić uwagę ludzi na problem bezpieczeństwa przeciwpożarowego, od lat wykorzystywane jest hasło: "Las rośnie powoli, ale płonie szybko". Można je sparafrazować, że las wycina się szybko, ale rośnie on powoli. I dlatego wycinka musi być prowadzona w sposób racjonalny. Inaczej w pewnym momencie obudzimy się i bez lasów, i bez przemysłu, który zniknie, bo nie będzie miał surowca. Trzeba więc nie tylko dbać o to, co mamy, ale także zalesiać różne nieużytki i zdewastowane grunty. Wtedy za jakiś czas obszar lasów zdecydowanie się powiększy, więc w dłuższej perspektywie pojawią się możliwości znaczniejszego wzrostu produkcji drewna.


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz