DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Od deski do deski - czy inwestować w tartak?

Rzeczpospolita

Autor: Grzegorz Łyś
Źródło: Rzeczpospolita
Data: 2005-07-22


Każdy, kto zakłada tartak, musi sobie odpowiedzieć na pytanie: po jakiej cenie będzie mógł kupować drewno? Kiedy tylko kurs euro zaczyna się podnosić, rusza eksport tarcicy. W Polsce jak nigdzie indziej każdy, kto zainwestuje w trak, ma szansę utrzymać się na rynku.

Drewno to nasz przebój eksportowy - około 70 proc. surowca drzewnego z polskich lasów w różnych "formach" trafia za granicę. Dlatego ekonomiczne perspektywy nawet najmniejszego tartaku zależą w sporej mierze od trudnych do przewidzenia czynników makroekonomicznych wpływających na kursy walut.

Ta zależność to jedna z przyczyn sprawiających, że los właściciela tartaku jest niepewny. Ale pomimo znacznych wahań koniunktury - zmuszających wiele firm do okresowego ograniczania, a nawet wstrzymywania produkcji - liczba tartaków utrzymuje się od paru lat na podobnym poziomie. Jest ich ponad 3 tysiące. Tylko kilkanaście z nich to duże przedsiębiorstwa przecierające rocznie ponad 100 tys. m sześc. drewna. Około 150 przetwarza w ciągu roku więcej niż 10 tys. m sześc. Reszta to firmy małe i najmniejsze - często z tylko jednym, niewielkim trakiem ulokowanym w starej stodole. Ale to średnie i małe przedsiębiorstwa przerabiają ok. 85 proc. surowca przeznaczonego w kraju na tarcicę. Jak na Europę, gdzie małe tartaki pracują prawie wyłącznie na rynek lokalny, to sytuacja nietypowa.

W Polsce każdy, kto zainwestuje w trak, ma szansę utrzymać się na rynku, choć nie zawsze jest w stanie rozwijać i unowocześniać istniejące już przedsiębiorstwo.

Rewolucja techniczna

Do założenia tartaku nie trzeba ani dużych pieniędzy - najmniejszy używany trak można kupić już za ok. 10 tys. zł - ani dyplomów czy szczególnych kwalifikacji. Dlatego w okolicach sąsiadujących z wielkimi kompleksami leśnymi tartaki powstawały po 1989 r. jak grzyby po deszczu. Na Podkarpaciu było ich wcześniej tylko 15. Teraz jest prawie 100.

Do szybkiego wzrostu ich liczby przyczyniła się swego rodzaju rewolucja techniczna. Istniejące w czasach PRL nieliczne tartaki prywatne miały ogromne trudności ze zdobyciem odpowiednich dla nich niewielkich traków. Wykorzystywano często maszyny bliskie śmierci technicznej o bardzo niskiej dokładności obróbki. Uzyskanie na nich desek o wymiarach choćby bliskich wymaganym było wielkim problemem. Zmieniło się to, gdy do Polski trafiły amerykańskie traki przewoźne firmy Wood Mizer. Przeznaczone w zasadzie do pracy na wyrębach, stały się, po zdemontowaniu kół, podstawową maszyną w nowych polskich tartakach. W przeciwieństwie do wcześniej wykorzystywanych nie trzeba ich ustawiać na fundamencie, co pozwala zaoszczędzić sporo pieniędzy na pracach budowlanych. Pomimo niewielkich rozmiarów pozwalają na uzyskiwanie dokładnie przyciętych desek o długości nawet 6 m i szerokości 30 cm przy grubości zaledwie 1 cm (na starych maszynach co najmniej 2 cm). Otworzyło to przed właścicielami tartaków rynki zagraniczne. Nowe maszyny umożliwiły też lepsze wykorzystywanie surowca. Dawniej tracono wzdłuż linii cięcia (na tzw. rzaz) 2 cm drewna, teraz na trociny idzie tylko 0,8 cm. Oprócz oryginalnych woodmizerów na rynku pojawiło się sporo podróbek i podobnych konstrukcji krajowych producentów, nawet o połowę tańszych, ale z powodu gorszych materiałów znacznie mniej trwałych.

Emocje na przetargach

Na przeszkodzie rozwoju prywatnych tartaków w PRL stał - oprócz ustroju i braku traków - także deficyt drewna i jego reglamentacja. I dziś surowiec jest największym problemem. Każdy właściciel tartaku łamie sobie głowę, jak zdobyć go po cenach, które pozwolą zarobić na tarcicy.

- Przedsiębiorcy zakładający tartaki kierują się m.in. opinią, że drewno zawsze można kupić. W rzeczywistości mamy jego chroniczny deficyt, a dostępność jest pozorna - podkreśla Bogdan Czemko, dyrektor Biura Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego w Poznaniu.

W przeciwieństwie do większości innych krajów europejskich umowy długoterminowe, zapewniające większym odbiorcom stałe dostawy surowca, obejmują tylko niewielką część rynku. Około 85 proc. puli drewna pozyskiwanej w ciągu roku (tzw. etat rębny, ustalany według zasad racjonalnej gospodarki leśnej) sprzedawane jest przez Lasy Państwowe - monopolistycznego w praktyce dostawcę - na wolnym rynku, zwykle na przetargach. W niektórych regionach więksi i mniejsi rywalizują osobno (np. na Podkarpaciu organizuje się odrębne przetargi dla tych, którzy przecierają ponad 5 tys. m sześc. rocznie). Tartaki o rocznym przerobie ponad 10 tys. t mogą się ubiegać o ceniony, zapewniający względną ciągłość dostaw status odbiorcy regionalnego. Ale w niektórych dyrekcjach LP (m.in. na Śląsku) drewno sprzedaje się tylko lokalnie - zajmują się tym wyłącznie nadleśnictwa.

- Przez cały rok bijemy się o drewno. Małe tartaki razem ze sporymi, nowoczesnymi firmami - przyznaje Wacław Witkowski z Rychłowic pod Wieluniem, właściciel jednego z najlepszych tartaków w Wielkopolsce.

Najwyższe ceny mogą dać na przetargach ci, którzy potrafią do minimum zmniejszyć koszty własne. I często właśnie większe przedsiębiorstwa, nawet sprawnie zarządzane i silne ekonomicznie, konkurencję tę przegrywają. Mniejsi mogą płacić więcej, bo nie zatrudniają pracowników oprócz najbliższej rodziny i nie liczą własnej pracy, a przede wszystkim mogą sobie wybrać w lesie surowiec. Właściciel małej firmy, kupujący jednorazowo np. 10 kubików, jest w stanie każdą sztukę drewna wyszukać sobie z osobna - podobnie jak gospodyni wybierająca w sklepie pomidory. Wymaga to oczywiście wejścia w porozumienie z leśnikami - najczęściej za flaszkę. Wybrane drewno ma, rzecz jasna, o wiele większą wartość od średniej oferowanej na przetargu. Jeszcze większe możliwości podbijania cen mają firmy nieliczące się z prawem.

Klienci kupujący drewno w tartaku bardzo często spotykają się z pytaniem, czy potrzebują faktury. Firmy niepłacące VAT i zatrudniające pracowników na czarno stać czasem nawet na przebicie cen oferowanych przez konkurentów na przetargach o 30 proc. Często też kupują - o kilka procent drożej niż na przetargach - drewno kierowane przez LP do handlu detalicznego, na co nie mogą sobie zwykle pozwolić uczciwi przedsiębiorcy.

- Na przetargach grają emocje. Ludzie stają do nich ze świadomością, że jeśli nie kupią drewna, będą musieli zatrzymać produkcję. Potem często ci wygrani, wycofują się, bo nie grożą im żadne sankcje - podkreśla Mirosław Florkiewicz, prezes firmy Gródków pod Będzinem i pełnomocnik Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego na województwo śląskie.

Leśnik nasz pan

Windowanie cen na przetargach to tylko jeden z objawów stałych przepychanek na rynku drewna. Ich przyczyną są - zdaniem właścicieli tartaków i izby - trwające od końca lat 90. XX w. "kombinacje" LP dotyczące zasad sprzedaży surowca. Jak twierdzi Mirosław Florkiewicz, nagradzane są firmy pokorne, którym proponuje się indywidualne negocjacje i porozumienia, podczas gdy krnąbrni zdani są tylko na przetargi. Według Wacława Witkowskiego brak stabilizacji w tej dziedzinie doprowadzi w efekcie do zahamowania rozwoju krajowych przedsiębiorstw i wyparcia ich przez megatartaki kontrolowane przez kapitał zagraniczny. Natomiast na względy leśników mogą liczyć firmy najmniejsze, niemające ambicji rozwojowych - uchodzą za wiarygodnego partnera, bo muszą płacić, i płacą gotówką.

Polityka sprzedaży LP decyduje zarówno o dostępności drewna, jak i w dużej mierze o ogólnym poziomie jego cen, od czego zależy w dłuższych okresach rentowność tartaków. W połowie lat 90. prawie 3-krotny wzrost kosztów surowca doprowadził wiele przedsiębiorstw do bankructwa. Powtórzyło się to na mniejszą skalę w 2001 r. Również w ubiegłym roku ceny wzrosły o kilkanaście procent. Obecnie sytuacja się zmieniła. LP muszą pozbyć się drewna z ubiegłorocznych wiatrołomów, co jesttym trudniejsze, że wichury powaliły ogromną liczbę drzew także w Słowacji, Szwecji, na Łotwie i Litwie. Ceny surowca w ciągu ostatniego półrocza spadły w niektórych regionach nawet o 20 proc.

O powodzeniu lub porażce decyduje dziś przede wszystkim dokładne rozeznanie rynku drewna, praktyczna znajomość zasad obowiązujących na przetargach i opinia w LP. Wprawdzie istnieją w Polsce także lasy prywatne, ale - może poza górami - surowiec w nich pozyskiwany nie nadaje się często na tarcicę.

Każdy, kto zakłada tartak, musi sobie przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie: po jakiej cenie będzie mógł kupować drewno? Inaczej mówiąc - czy surowiec będzie dla niego dostępny.

Kalkulacje te mogą wziąć w łeb, jeśli da się oszukać dostawcy. Sławomir Czarnik spod Rzeszowa, który sprowadzał do Polski pierwsze woodmizery, a teraz zajmuje się ich sprzedażą i serwisem na Podkarpaciu, rozdał przed laty swym klientom setki egzemplarzy nieznanej im wcześniej leśnej "książki kubicznej". Umożliwia ona dokładne określenie ilości drewna "okrągłego" dostarczonego przez sprzedawcę. Okazało się, że w dostawach z niektórych nadleśnictw brakowało aż 8 - 10 proc. masy. Często nie spełniały one także wymagań jakościowych.

Od tarcicy do mebli

Z danych Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego wynika, że rentowność przemysłu tartacznego w 2001 r. wynosiła 3,7 proc., w 2002 r. - 1,0, w 2003 r. - 1,1 proc. Dopiero w ubiegłym roku wzrosła do 4,0 proc.

- Pomimo poprawy ogólnych wskaźników średnia rentowność małych tartaków, które prowadzone są zgodnie z przepisami prawa, wynosi z powodu wysokich cen drewna prawdopodobnie około zera - ocenia Bogdan Czemko.

Najgorzej wiedzie się tradycyjnie prowadzonym, niedoinwestowanym tartakom, które wytwarzają jedynie surowe deski. Jest takich - jak ocenia Jarosław Czarnik, szef specjalistycznego portalu www.tartaki.com.pl - nie więcej niż 30 proc. wszystkich tego typu przedsiębiorstw. Jako tako radzą sobie mikrotartaki, nastawiające się głównie na świadczenie usług (przecieranie surowca stanowiącego własność klienta) i zaopatrywanie najbliższej okolicy. W razie głębszej dekoniunktury zamyka się je po prostu na kłódkę. Na drugim biegunie znajdują się przedsiębiorstwa, które przecierają ok. 10 tys. m surowca i systematycznie inwestują. Większość z nich stawia obecnie na tzw. głęboką przeróbkę drewna, produkcję tarcicy heblowanej, desek podłogowych, gotowych domów, nawet mebli, a także suszy drewno i próbuje handlu detalicznego swoimi wyrobami. Jak przyznaje Wacław Witkowski, rentowność jego firmy, pomimo trudności z surowcem, nadal wynosi 8 - 10 proc. Jeszcze lepsze wskaźniki, 10 - 12 proc., ma należący do Emanuela Szołdry nowoczesny tartak Emanuel w Cieszynie. Utrzymanie osiągniętej pozycji na rynku wymaga od tej grupy firm coraz większej aktywności na rynku, dlatego inwestują one duże pieniądze nie tylko w maszyny, ale także w działy sprzedaży i marketingu.

Sytuacja na rynku tarcicy jest zresztą o wiele prostsza niż w handlu surowcem drzewnym - i ogólnie biorąc nie najlepsza. Ubiegłoroczne ożywienie, spowodowane obawami klientów budujących domy przed podwyżkami VAT na materiały budowlane - związanymi z wejściem Polski do UE - okazało się krótkotrwałe. Kurs euro nie jest na tyle korzystny, by można było oczekiwać prawdziwego boomu eksportowego. Ceny tarcicy (380 - 600 zł) wahają się z roku na rok najwyżej o 2 - 3 proc., i dopóty nie wzrosną, dopóki w budownictwie trwa zastój. - Nasz odbiorca jest nadal biedny - podkreśla Mirosław Florkiewicz.

Najlepszym klientem tartaków są duże firmy budowlane. Zdobycie takiego odbiorcy i związanie się z nim długoterminowymi umowami jest marzeniem każdego przedsiębiorcy w branży. Wielu jednak na takim rozwiązaniu gorzko się zawiodło. Nawet najpoważniejsze przedsiębiorstwa budowlane, same wyzyskiwane i nabierane przez inwestorów, często zwlekają z zapłatą, a czasem trudno ją w ogóle od nich wydobyć. Dlatego sporo właścicieli tartaków eksportuje. Odbiorcy zagraniczni płacą dziś gorzej niż krajowi, ale regulują należności w terminie. Polskie sosny mają wiernych zwolenników zwłaszcza w Niemczech, a dęby w Austrii i we Włoszech.

rachunki nie kłamią

Górale, mający największą smykałkę do obróbki drewna, wycinają często deski na zwykłej krajzedze. Ale w tartaku służy do tego trak. W małych tartakach najpopularniejsze są urządzenia amerykańskiej firmy Wood Mizer. Najmniejszy i najtańszy trak tej marki, na którym można w ciągu zmiany roboczej przetrzeć 3 - 4 kubiki drewna, kosztuje 19 tys. zł. Większe tartaki kupują jednak najczęściej maszyny za 100 - 150 tys., o wydajności kilkunastu metrów sześciennych na zmianę. Od paru lat krajowi producenci oferują podróbki woodmizerów już od 12 tys. Ale zwykle bardziej opłaca się kupić używany oryginalny trak amerykańskiej firmy (5-letni za połowę ceny), który po dalszych 5 latach nadal będzie nadawał się do użytku - co w wypadku nawet nowych podróbek nie jest pewne. Niektórzy z właścicieli tartaków oprócz traka i starego ciągnika nie potrzebują nic więcej. Ale nawet w małym tartaku trudno obyć się bez wózka widłowego (nowy za ok. 50 tys. zł). Przy przerobie paru tysięcy kubików rocznie potrzebna jest już przynajmniej jedna ładowarka do transportu okrąglaków i tarcicy w zakładzie. To spory wydatek, prawie 300 tys. zł. Trak można ulokować pod wiatą. W tartaku potrzebny jest tylko budynek "socjalny", jeśli zatrudnia się najemnych pracowników, i ewentualnie biuro. Do obsługi małego traka potrzeba dwóch ludzi, zarabiają oni w zależności m.in. od regionu od 600 do 1800 zł. W tartakach usługowych najczęściej stosuje się stawki akordowe 8 - 9 zł za kubik dla każdego pracownika.

Na początku roku ceny najcieńszego iglastego drewna tartacznego (tzw. bazowego, klasy WC 01) na przetargach przekraczały m.in. na Śląsku i w Wielkopolsce 180, a czasem nawet 200 zł za 1 m sześc., ale spadły później do średnio ok. 160 zł. Na północy kraju są o ok. 5 proc. niższe. W branży uważa się, że cena gwarantująca zadowalającą rentowność to 140 zł.

Przyjmuje się, że z każdych 100 kubików drewna powinno uzyskać się 60 m sześc. tarcicy. Jeśli deski czy kantówka nie mogą mieć śladów kory (często wymagają tego odbiorcy zagraniczni), uzyskuje się tylko 50 m. Ceny tarcicy utrzymują się w granicach 380 - 600 m za 1 m sześc. Deski (zależnie do grubości i jakości) kosztują od 300 do nawet 800 zł za kubik (suszone i heblowane). Elementy więźby dachowej ponad 500 zł - ta produkcja uważana jest ostatnio za najbardziej opłacalną. Stawka za przecieranie usługowe wynosi ok. 50 zł za 1 m sześc.

Właściciele tartaków nastawiających się na eksport lub wytwarzający również produkty finalne (np. podłogówkę) budują zwykle suszarnie. Na rynku krajowym tarcica wysuszona nie idzie. Niezamożny klient krajowy woli kupić taniej mokre deski i sam je sezonować. Według danych PIGPD średnia cena tarcicy to obecnie 485 zł. Koszt uzyskania 1 kubika wynosi średnio 420 zł, z czego statystycznie 66 proc. przypada na zakup surowca wraz z transportem, 19 na płace, a 9 proc. na paliwa i energię. Rentowność netto przemysłu tartacznego wynosiła w ub.r. 4 proc.

Właściciele tartaków posługują się często uproszczoną kalkulacją. Z każdego kubika surowca uzyskuje się 1/3 m sześc. podstawowego surowca, np. desek. Wpływy z jego sprzedaży powinny odpowiadać kosztom zakupu surowca. Kolejne 1/3 m sześc. to drewno sprzedawane jako np. listwy podłogowe, które ma zapewnić zwrot pozostałych wydatków, jak płace i energia. Zyski właściciela pochodzą jedynie z zagospodarowania i spieniężenia odpadów (1/3 m), np. trocin na płyty meblowe lub brykiety opałowe.

będzie więcej, ale...

Janusz Dawidziuk dyrektor generalny Lasów Państwowych.

 

Zdajemy sobie sprawę, że na rynku europejskim to leśnik chodzi za klientem, nie odwrotnie. Nie da się uniknąć niezadowolenia, gdy mamy w kraju stały deficyt drewna. W niedalekiej przyszłości, co wynika z planów, będziemy jednak mogli pozyskiwać go więcej - zamiast 28 mln t obecnie, 30 - 32 mln w 2010 r. Na początku lipca uzgodniliśmy z przedstawicielami przemysłu drzewnego, że system porozumień gwarantujący dostawy największym odbiorcom zostanie rozszerzony. O zawarcie porozumienia będą mogły się ubiegać tartaki kupujące kilkanaście tysięcy ton rocznie. Dalej jednak nie możemy tego systemu rozwijać, bo oznaczałoby to powrót do gospodarki nakazowo-rozdzielczej i interwencję Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Większość odbiorców będzie nadal musiała zaopatrywać się lokalnie, na przetargach.

PIERWSZY ZYSK

Bożena Kaczorowska współwłaścicielka tartaku Trak-Dąb w Turku.

Przez długie lata byłam dyrektorem, a potem prezesem państwowego przedsiębiorstwa budowlanego. Widziałam, że jest wielkie zapotrzebowanie prywatnych inwestorów na możliwie tanie drewno. Kiedy mój zakład został zlikwidowany, przeszłam na wcześniejszą emeryturę i postanowiłam w 2001 r. założyć tartak.

Nastawiamy się, ze wspólnikiem Jackiem Dudzińskim, na usługi. Wielu klientów nie stać na gotową tarcicę. Kupują albo wycinają z własnych lasów drewno niższych klas, z którego w większych tartakach nie daje się często uzyskać tarcicy nadającej się do celów budowlanych albo jest to nieopłacalne. Nam i naszym klientom się to opłaca. Przecieramy rocznie usługowo 4 tys. m sześc. Oprócz tego kupujemy sami 1,5 tys. kubików drewna i sprzedajemy tarcicę, ale zaczynamy produkcję tylko na indywidualne zamówienia. Nie mam większych problemów ze zdobyciem na przetargach tej ilości drewna. Ostatnio płaciłam po 201 zł za metr. Czasem kupuję też surowiec z wolnej ręki, o 10 - 15 proc. droższy. Na jednym się zarabia - najwięcej na elementach konstrukcji dachów, szczególnie na łatach - na innym traci, ale bilans się wyrównuje i stopniowo poprawia. Przez pierwsze lata inwestowaliśmy. Kupiliśmy dwa małe woodmizery na podwoziu i jeden większy, stacjonarny. Ja żyłam ze swojej emerytury, a wspólnik z gospodarstwa rolnego. Ale byłam pewna, że nasza praca przyniesie wreszcie owoce. W ubiegłym roku pierwszy raz mieliśmy zyski. Zarabiam już więcej, niż wynosi moja emerytura.

ŻYCIE MOJE

Wacław Witkowski właściciel tartaku i zakładu stolarskiego w Rychłowicach koło Wielunia.

Jest lato, a ja już myślę o jesieni. I wiem, że przez parę tygodni nie będę spał po nocach, tylko się zastanawiał - skąd zdobyć drewno. W początku roku stanąłem do przetargu. Już cena wywoławcza była ustalona bardzo wysoko, na 180 zł za metr, ale wywindowano ją aż do ponad 200. Nie dałem - i musiałem zatrzymać zakład na dwa miesiące. Na szczęście potem okazało się, że lasy nie mogą sprzedać drewna po takiej cenie, jakby chciały, więc dostałem w końcu 3,5 kubika po 161 zł i mam zagwarantowane dalsze 6 tys. Ale ja mógłbym dziś przerabiać nawet 12 tys. Brak drewna - to zagrożenie wisi nade mną co najmniej od 5 lat, od kiedy LP zaczęły uprawiać nową politykę sprzedaży. To się może skończyć wyeliminowaniem z rynku polskich tartaków. Ich miejsce zajmą wielkie firmy zagraniczne. Według ludzi z LP ma być tak, jak w Europie. A to jest chore myślenie. My, Słowianie, mamy większą wrażliwość na drewno, lepiej czujemy tę branżę. Dlaczego mamy naśladować zagraniczne wzory?

Zbudowałem tartak 17 lat temu, w szczerym polu. W pierwszym roku przetarłem 500 kubików. Rozwijałem się m.in. dzięki polityce Balcerowicza i kredytom. Dziś mam dwa nowoczesne traki pionowe i trak taśmowy sterowany komputerem - maszynę na miarę XXI w. Wybudowałem suszarnię na 300 metrów sześciennych. Robię pełny asortyment tarcicy, sprzedaję wyroby heblowane i suszone, produkuję deski podłogowe, meble i drewniane konstrukcje dachowe, przetwarzam korę na kompost. Mamy filtry odpylające, własną oczyszczalnię ścieków. Kotłownię opalamy korą. Uzyskaliśmy certyfikat ekologiczny 14001. Przy około 5 mln rocznie obrotów co najmniej 1,5 mln ostatnio inwestujemy. Przedsiębiorstwo zatrudnia 70 osób. Przyznano nam w ubiegłym roku złotą statuetkę Fair Play. Jestem inżynierem, technologiem drewna. Ta praca to moje jedyne prawdziwe powołanie. Nasz tartak to firma rodzinna. Pracuję wspólnie z żoną, która zrezygnowała ze swojego zawodu farmaceuty, żeby mi pomagać, i z córką, absolwentką technologii drewna. Zięć, inżynier budownictwa, pracuje w naszym biurze konstrukcyjnym, gdzie przygotowujemy projekty domów. W ten zakład zainwestowałem całe moje życie. Dlatego tak mnie boli, że ciągle wisi nade mną groźba braku surowca, podczas gdy po sąsiedzku wycina się lasy dla wielkich tartaków austriackich, które kupują drewno taniej niż ja.


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz