DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Stół z powyłamywanymi nogami

Autor: Dawid Tokarz
Źródło: Puls Biznesu
Data: 2005-06-03


Dziwne wydarzenia po upadłości. A wcześniej - dziwne zachowania właścicieli: najpierw giełdowego Swarzędza, potem eurodeputowanego z Samoobrony Wiesława Kuca. Teraz Bialskim Fabrykom Mebli przygląda się ABW.

9 lutego 2005 r. lubelski sąd gospodarczy ogłosił upadłość Bialskich Fabryk Mebli (BFM), największego zakładu produkcyjnego w Białej Podlaskiej. Niedługo potem z wyznaczonym przez sąd syndykiem skontaktowali się funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

- Powiedzieli, że prowadzą postępowanie w sprawie nieprawidłowości w zarządzaniu fabryką za poprzednich właścicieli. Zapowiedzieli, że się jeszcze odezwą -mówi Janusz Podleśny, syndyk masy upadłościowej.

Pod wodzą Swarzędza
O jakich właścicieli chodzi? O notowany na warszawskiej giełdzie Swarzędz (był właścicielem Bialfamu od czerwca 2001 r. do listopada 2002r.) i Wiesława Kuca, posła Samoobrony do Parlamentu Europejskiego (kontrolował BFM od listopada 2002 r. do ogłoszenia upadłości).

Funkcjonariusze ABW będą musieli się cofnąć co najmniej do czerwca 2001 r. Wtedy to zarządzający Bialskimi Fabrykami Mebli (BFM) NFI Jupiter znalazł chętnego na jego zakup. Akcje Bialfamu przejął znany producent mebli, notowany na warszawskiej giełdzie Swarzędz, który niewiele wcześniej ogłosił mocarstwowe plany. Jego władze chciały stworzyć jedną z największych grup meblarskich w kraju. Bialfam był jedną z kilku przejętych spółek. Za blisko 55 proc. pakiet akcji BFM Swarzędz nie zapłacił wiele - niecałe 5 mln zł. Powód? Nie najlepsza kondycja finansowa spółki. Pod zarządem NFI Jupiter Bialfam osiągał roczne przychody na poziomie około 50 mln zł. Większość produkowanych mebli (blisko 70 proc.) trafiała na eksport, głównie do Niemiec. Kontrakty zagraniczne nie przynosiły jednak kokosów. Firma wykazywała niewielkie straty, które na koniec 1999 r. sięgnęły łącznie około. 5 mln zł.

Swarzędz w rok po przejęciu Bialfamu zwiększył stan posiadania: miał w rękach już ponad 72 proc. walorów spółki. Pracę stracił wieloletni prezes firmy Wiesław Skabara. Zastąpiła go Julitta Maciejewska-Walczak, zasiadająca we władzach innych firm z grupy Swarzędza. Zapowiedziała szybką restrukturyzację finansów BFM i zwiększenie sprzedaży na rynku krajowym. Obiecała też wprowadzić meble Bialfamu do sieci handlowej Swarzędza. Tak wyglądała teoria.

A praktyka? Bialfam pod rządami Swarzędza znalazł się na równi pochyłej. Spółka miała kontrakty, ale nie miała pieniędzy na ich realizację. Malały przychody. Rosły długi (tylko w 2001 r. zobowiązania krótkoterminowe zwiększyły się z 25,6 mln zł do 34 mln zł) i straty (w 2000 r. 2,3 mln zł, w 2001 r. 9,7 mln zł, a w 2002 r. 14 mln zł). Zarząd był zmuszony do wystąpienia do sądu o układ z wierzycielami. Sąd przychylił się do wniosku spółki i otworzył postępowanie układowe. Wierzyciele zgodzili się dać BFM szansę i w styczniu 2003 r. większość z nich zagłosowała za układem. Obejmował on długi 484 wierzycieli o wartości 11,6 mln zł. Warunki porozumienia przewidywały redukcję długu do 7 mln zł i rozłożenie jego spłaty na raty, z których ostatnia przypadała dopiero na maj 2009 r. Układ nie rozwiązał jednak kłopotów Bialfamu. Już pod koniec 2002 r. spółka stanęła na krawędzi bankructwa (jej kapitał własny wynosił minus 15 mln zł).

Według władz Swarzędza za fiasko ambitnego planu dla Bialfamu odpowiadały głównie niekorzystne kursy walutowe (większość mebli produkowanych przez spółkę wciąż trafiała za granicę). Co innego wynika z akt upadłościowych Bialfamu, do których zajrzeliśmy w lubelskim sądzie. Nadzorca sądowy w sprawozdaniu, sporządzonym jeszcze przed ogłoszeniem upadłości, napisał m.in. że - wbrew zapowiedziom - Swarzędz doprowadził nie do rozwoju, ale "całkowitego załamania pozycji spółki na rynku krajowym". Jego zdaniem z współpracy pomiędzy BFM a jego właścicielem korzyści czerpała tylko giełdowa spółka.

Według naszych informacji tuż po przejęciu kontroli nad Bialfamem przez Swarzędz doszło do podpisania kilku dwustronnych umów. Na ich podstawie Bialfam musiał płacić Swarzędzowi spore opłaty. Za obsługę handlową, pośrednictwo w zaopatrzeniu materiałowym, licencję i prawo do używania znaku towarowego. Według naszych informacji to właśnie m.in. te umowy znalazły się pod lupą ABW.

(Samo) obrona fabryki
W listopadzie 2002 r. Swarzędz pozbył się akcji Bialfamu. Sprzedał je Wiesławowi Kucowi i warszawskiej spółce Wisła Consulting. Wiesław Kuc zasiadał wtedy w radzie nadzorczej Swarzędza (jako sekretarz), posiadał też prawie 10-proc. pakiet jego akcji (to właśnie tymi akcjami płacił za papiery Bialfamu). W latach 1978-84 był głównym specjalistą w Krajowym Związku Kółek i Organizacji Rolniczych, potem przez kilka lat pracował w Urzędzie Rady Ministrów i Urzędzie Patentowym. W 1988 r. znalazł się w Banku Rozwoju Eksportu. W bankowości pracował do 1997 r., kiedy to zaczął prowadzić własny biznes. Dziś Wiesław Kuc ma 56 lat i jest... posłem Samoobrony do Parlamentu Europejskiego. W wyborach startował z pierwszego miejsca na liście w województwie lubelskim, mimo że do partii Andrzeja Leppera wstąpił zaledwie kilka miesięcy przed wyborami. Drugi z nabywców, Wisła Consulting (WC), to firma leasingowa. Kontroluje ją Wiesław Kuc (29,87 proc.) z dziećmi: Magdą i Wiktorem (po 22,21 proc.).

To właśnie pod rządami Wiesława Kuca i spółki Wisła Consulting (posiadających razem ponad 90 proc. akcji Bialfamu) bialska firma miała realizować postanowienia układu z wierzycielami. Już w 2003 r. wyszła na zero. Cudowna przemiana? Nie. Zasady księgowe. Dobry wynik był efektem zysków nadzwyczajnych, wynikających z umorzenia części długów przy okazji układu. Na sprzedaży towarów Bialfam stracił 5,5 mln zł, i to przy najniższych od wielu lat przychodach (19,5 mln zł). Zaczęły rosnąć zaległości płatnicze w stosunku do dostawców, pojawiły się też opóźnienia w wypłatach pensji.

W 2003 r. prezesem BFM był już Wiesław Kuc (zrezygnował z funkcji w czerwcu 2004 r., po tym, jak został wybrany do europarlamentu). Spółka miała podpisane dwa duże kontrakty eksportowe (w Anglii i Niemczech), ale nie była w stanie ich realizować. Tak samo było z układem z wierzycielami. Pierwszą ratę (w maju 2004 r.) Bialfam spłacił w całości, kolejną (w listopadzie 2004 r.) już tylko w części.

Zareagował ZUS, jeden z największych (poza Bankiem Pekao SA) wierzycieli BFM. Od czerwca 2001 r. spółka miała zaległości w odprowadzaniu składek na ubezpieczenie społeczne. Dług sięgnął blisko 8 mln zł. ZUS wniósł o ogłoszenie upadłości Bialfamu, a sąd się do tego wniosku przychylił. Wciąż największy zakład produkcyjny w Białej Podlaskiej (zatrudniający około 450 osób) upadł 9 lutego 2005 r. Powód? W przeddzień ogłoszenia upadłości majątek firmy (20,6 mln zł) był znacznie niższy niż jej zobowiązania (55,5 mln zł), a straty systematycznie narastały (w 2004 r. o 7 mln zł, od początku 2005 r. do ogłoszenia upadłości o kolejne 4,8 mln zł).

- Spółka wpadła w tarapaty, była jednak szansa na jej uratowanie. Potrzebowaliśmy tylko trochę czasu. Trzeba pamiętać, że pomagaliśmy jej, dostarczając drewno i inwestując. A wzrost zadłużenia? To wina starych zobowiązań, powstałych za poprzednich właścicieli - twierdzi Iwona Lechowska, główna księgowa Wisły Consulting.

Po upadłości władzę w Bialfamie przejął syndyk Janusz Podleśny. W wywiadach dla lokalnej prasy mówił, że o ewentualnych inwestorach będzie można rozmawiać dopiero po sporządzeniu wyceny majątku fabryki. A ten proces, jak twierdził, wymaga czasu.

Mimo kiepskiej kondycji spółki pojawili się amatorzy na jej przejęcie. Powody były dwa: wykwalifikowana kadra i kontrakty eksportowe. Syndyk z sędzią komisarzem zdecydowali, że zakup będzie poprzedzony dzierżawą. Z akt upadłościowych BFM wynika, że pisemne oferty złożyły dwie spółki: Meblotap (producent mebli tapicerowanych z Chełma) i Eko-Centrum z Pruszkowa (firma handlowa producenta stolarki okiennej CDM z Suwałk). Meblotap zaoferował dwuletnią dzierżawę z miesięcznym czynszem 25 tys. zł miesięcznie oraz zatrudnienie około 150 pracowników. Eko-Centrum chciał z kolei dać pracę połowie z blisko 450 pracowników BFM i dzierżawić majątek firmy przez rok, płacąc syndykowi 30 tys. zł miesięcznie. Wygrał Meblotap. I to jemu po okresie dzierżawy będzie przysługiwać prawo pierwokupu.

- To firma z branży. Złożyli poważną ofertę, dobrze przygotowaną pod względem prawnym. Przedstawiciele CDM zaś działali nieprofesjonalnie, nie mieli nawet prawnika. Zachowywali się tak, jakby chodziło o dzierżawę kiosku Ruchu. Wolałem wybrać partnera pewnego, nawet jeśli jego oferta na papierze wyglądała gorzej - tłumaczy Janusz Podleśny, syndyk Bialfamu.

- Syndyk nie poinformował nas, co powinna zawierać oferta. A kiedy nie ma jasno określonych zasad, to zawsze można stwierdzić, że coś nie gra. Prawda jest taka, że od początku promował Meblotap. Otwarte pozostaje pytanie - dlaczego? - odbija piłeczkę Jarosław Olszyński, wiceprezes CDM.

Według niego syndyk nie był zainteresowany rozmowami z CDM.

- Dowiedzieliśmy się, oczywiście nie od syndyka, o największym kontrakcie Bialfamu - z niemieckim potentatem MCA. Skontaktowaliśmy się z tą spółką i okazało się, że jej szef wraca właśnie z Polski, gdzie uzgodnił warunki współpracy z Meblotapem jako nowym dzierżawcą fabryki Bialfamu. A syndyk dzień wcześniej przekonywał nas, że poza nami nikt się przejęciem BFM nie interesuje! - nie kryje oburzenia Jarosław Olszyński.

Wydarzenia wokół Bialfamu nabrały rumieńców z końcem marca. 1 kwietnia syndyk wręczył wszystkim pracownikom wypowiedzenia i wstrzymał produkcję.

- Najwięcej działo się od 4 do 8 kwietnia, a więc akurat wtedy, kiedy cały kraj opłakiwał śmierć Jana Pawła II. Kiedy byłem już pewny, że syndyk faworyzuje Meblotap, postanowiłem podbić stawkę. W czwartek, 7 kwietnia, wysłałem ofertę z czynszem miesięcznym 40 tys. zł i gwarancją zatrudnienia 60 proc. załogi. W poniedziałek syndyk podpisał umowę z... Meblotapem. A jego przedstawiciele pojawili się w Bialfamie już w piątek 8 kwietnia, a więc dokładnie w dniu pogrzebu papieża - mówi Jarosław Olszyński.

Ciekawe, że w aktach upadłościowych nie ma ani słowa o tej ostatniej ofercie CDM...

Czyj ten park?
Jest za to coś, co - gdyby okazało się prawdą - oznaczałoby, że Bialfam jest zwykłą wydmuszką. To wnioski o wyłączenie z masy upadłości większości parku maszynowego BFM! Złożyły je dwie warszawskie spółki: Wisła Consulting i Esbeo. Wisłę już znamy. A Esbeo? Z akt rejestrowych wynika, że ponad 90 proc. udziałów spółki należy do... Wisły Consulting.

Zarówno WC, jak i Esbeo (także zajmująca się leasingiem) współpracowały z Bialfamem. Dostarczały do fabryki drewno, leasingowały i dzierżawiły dla niej maszyny i urządzenia. Kiedy Bialfam nie płacił - podpisane zostały tzw. umowy przewłaszczenia. I właścicielem większości majątku fabryki stały się Wisła Consulting i Esbeo...

- Jesteśmy oburzeni, że Meblotap użytkuje nasze maszyny, nie płacąc za to. Wnioski o wyłączenie z masy upadłości mają sprawić, że maszyny wrócą do nas, czyli prawowitego właściciela. Kiedy tak się stanie, chcemy dalej prowadzić fabrykę - mówi Iwona Lechowska, główna księgowa Wisły Consulting.

- Jeśli sąd przychyliłby się do tych wniosków, oznaczałoby to koniec produkcji mebli w Białej Podlaskiej. Według mnie są jednak podstawy, by je odrzucić - odpowiada Janusz Podleśny.

Twierdzi on, że w dokumentach spółki nie ma danych o części wierzytelności, które posłużyły do przewłaszczenia maszyn na rzecz WC i Esbeo.

- Inne ruchomości widnieją w ewidencji księgowej Bialfamu do pewnego czasu, a nie ma dokumentów świadczących o ich sprzedaży - wyjaśnia syndyk.

- Mamy potwierdzone przez notariusza umowy dzierżawy i leasingu oraz faktury świadczące, że to my jesteśmy właścicielem maszyn - odpowiada Iwona Lechowska.

Ostateczną decyzję podejmie sąd. Rozprawy w sprawie rozpatrzenia wniosków WC i Esbeo wyznaczono na 28 czerwca i 5 lipca.

Wchodzą agenci
Umowami pomiędzy WC i Esbeo a Bialfamem zajmują się także funkcjonariusze ABW. Badają oni powiązania pomiędzy firmami kontrolowanymi przez Wiesława Kuca a Swarzędzem i jego spółkami zależnymi (w tym Bialfamem).

- To była ścisła współpraca. Wiesław Kuc był akcjonariuszem Swarzędza, a Swarzędz - udziałowcem (20 proc.) Wisły Consulting. Łączyło ich wiele umów. Leasing, przewłaszczenia, cesje wierzytelności. Będziemy musieli się przez to wszystko przebić - wyjaśnia przedstawiciel ABW.

Wydarzeniami w Bialfamie zajmie się też zapewne Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej, która prowadziła już (z zawiadomienia Państwowej Inspekcji Pracy) śledztwo w sprawie naruszania w BFM praw pracowniczych.

- To postępowanie pod koniec kwietnia zostało umorzone. Prokurator prowadzący sprawę twierdzi jednak, że i syndyk, i byli pracownicy Bialfamu zapowiedzieli, że złożą zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa niegospodarności przez poprzednich właścicieli spółki. Jak tylko do nas trafi, zabierzemy się do pracy - zapewnia Stanisław Stróżak, szef bialskiej Prokuratury Rejonowej.

Syndyk nie chciał o tym rozmawiać.

- Mogę powiedzieć tyle: dziwne jest, że spółka, posiadająca duże kontrakty eksportowe i ciekawe produkty, zbankrutowała. Kiedy ja prowadziłem firmę przez dwa miesiące, to - mimo że spłacałem zobowiązania - funkcjonowała ona bez strat - mówi Janusz Podleśny.

Jego zdaniem zarząd Bialfamu już dawno sam powinien wystąpić do sądu o upadłość spółki (prawo taki obowiązek nakłada na władze firmy, która trwale przestała spłacać swoje zobowiązania). Być może wtedy wierzyciele mogliby liczyć na więcej. A w obecnej sytuacji większość z nich obejdzie się smakiem. Majątek spółki topnieje każdego dnia - na różne sposoby. 25 maja sąd przyznał syndykowi wynagrodzenie wstępne, bagatelka, 950 tys. zł. Nikt więc, nawet on, na Bialfamie nie stracił. No, może spółka, ale kto by o tym pamiętał?


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz