DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Biznes z przeszkodami

Rzeczpospolita

Autor: Marek Szczepanik, Danuta Walewska
Źródło: Rzeczpospolita
Data: 2005-07-11


Polscy rzemieślnicy wygrywają konkurencję na rynkach starej UE. Poza wyrobami, coraz częściej oferują swoje usługi, choć często narażają się przy tym na wysokie kary. Po murarzach i malarzach starą Unię zaczynają zdobywać polscy stolarze i projektanci wnętrz.

Produkty naszych stolarzy mają już uznaną pozycję w Niemczech, Holandii, Włoszech, a nawet u wymagających Szwajcarów. Coraz większym powodzeniem wśród bogatych społeczeństw Europy Zachodniej cieszą się polskie meble i wyroby ślusarskie. Szczególnie te wykraczające poza sztampę. Oszczędni Holendrzy coraz częściej zamawiają u polskich rzemieślników i projektantów wnętrz wystrój i wykonanie mebli.

Niszowe z charakterem
- Mamy fachowców, którzy kwalifikacjami dorównują, a często przewyższają swoich kolegów ze starych państw Unii. Są bardziej elastyczni. W starciu z naszymi niektóre firmy zachodnie musiały zrezygnować z produkcji wielu wyrobów, ograniczając się do serwisu, dystrybucji lub montażu zamawianych u nas produktów - mówi Roland Kulig, dyrektor Izby Gospodarczej Śląsk.

Jednym z takich przedsiębiorców jest zajmujący się kowalstwem artystycznym Henryk Szyma. Ponad 80 proc. jego wyrobów trafia za zachodnią granicę Polski. - Popyt jest ogromny. Po pierwsze, nasze balustrady i ogrodzenia mają indywidualny charakter, utrzymując jednocześnie przystępne ceny. Przykładowo, godzina prac ślusarskich tam to około 50 euro. Nasza jest o ponad połowę tańsza. Po drugie, wbrew pozorom, tam też trudno o prawdziwego fachowca i nie wygląda na to, żeby przez najbliższych parę lat coś się zmieniło - uważa Szyma.

Jego zdanie potwierdza Piotr Bieńkowski, który prowadzi rodzinną firmę meblarską pod Opolem. Około połowy produkcji z jego zakładu idzie na eksport. - Robimy tak zwane meble niszowe. Interesują nas zamówienia indywidualne. Mamy już za sobą sporą partię zamówień dla sklepów. Teraz przyszedł czas na meble do mieszkań, kuchnie i szafy, które robimy i montujemy u klientów w Szwajcarii. Mamy nawet tam nieformalnego przedstawiciela i wszystko wskazuje na to, że tamtejszy rynek, mimo odległości, będzie dla nas atrakcyjny - podkreśla przedsiębiorca. Kuchnie mają nowoczesne oświetlenie, blaty są najczęściej wykonane z granitu.

Polowanie na wiertarkę
Na przedsiębiorców, którzy chcieli powiązać sprzedaż swoich wyrobów z usługami za polską granicą, czekała w Niemczech przykra niespodzianka. W tym kraju przepisy praktycznie uniemożliwiają świadczenie usług przez polskie firmy, także tych, wydawałoby się, technologicznie związanych z produkowanym przez nie towarem, jak na przykład pomiar i montaż mebli czy stolarki wykonywanej pod konkretny wymiar.

- W Niemczech bez specjalnego zezwolenia nawet o jednostkowej usłudze nie ma co myśleć. Jego uzyskanie jest na tyle skomplikowane i czasochłonne, że przy pojedynczych i mniejszych robotach nie opłaca się o to starać. Brak zezwolenia wiąże się z surowymi karami. Trudno takie postępowanie urzędów ocenić inaczej niż jako próbę zniechęcenia naszych firm do świadczenia usług na tamtejszym rynku - uważa Roland Kulig.

W tej sytuacji część firm zdecydowała się na otwarcie w Niemczech własnych spółek. Inni ryzykują pracę na czarno. Dotyczy to zwłaszcza małych podmiotów, których nie stać na utrzymanie filii za granicą.

Znaczna część drobnych rzemieślników decyduje się na ryzyko. - Niemiecka policja celna chętnie sprawdza auta na polskich rejestracjach. Znaleziona w bagażniku wiertarka jest przez nich traktowana niemal jak kałasznikow. Więc najpierw osobnym transportem idą meble, potem jedziemy my - oficjalnie w celach turystycznych. Na miejscu robimy swoje i po dwóch dniach wracamy do kraju - wyjaśnia jeden z rzemieślników produkujących meble kuchenne na wymiar.

Uczciwa konkurencja
Takich problemów nie ma w Holandii, gdzie tylko w ubiegłym roku powstało aż 1200 polskich firm, z tego 550 w budownictwie i usługach budowlanych, 220 w rolnictwie. W pierwszej połowie tego roku - 900. Ullrich Schroeder ze Stowarzyszenia Małego i Średniego Biznesu nie ma wątpliwości, że dla miejscowego rynku taka konkurencja jest bardzo zdrowa. - Polacy zarabiają za godzinę 25 euro, Holendrzy dwa razy tyle, ale nikt nie mówi tutaj o polskim dumpingu, wolimy, kiedy wasi specjaliści pracują legalnie. Ale, chociaż to może wydać się śmieszne, wiem o tym, że sami Holendrzy bardzo często naciskają na Polaków, żeby wykonywali im usługi "na czarno", bo wtedy jest jeszcze taniej.

Czy ryzyko i konieczność dojazdu do klienta są opłacalne? - Nasz zestaw do kuchni kosztuje najczęściej dobrze ponad 20 tysięcy zł. Niewielu naszych rodaków na to stać. Dla Niemca, Włocha czy Holendra to nie są duże pieniądze. Nawet jak doliczymy jeszcze wydatki na dojazd, pomiar i montaż - tłumaczy właścicielka jednej z firmmeblarskich przy polsko-niemieckiej granicy.

Holendrzy lubią, kiedy Polacy budują im całe łazienki. Nasze firmy przywożą wtedy ze sobą katalogi z propozycjami wyposażenia, wzorów kafelków.

Jak znaleźć klienta
Klientów zdobywają w prosty sposób - z pomysłami wynajęcia polskich firm przyjeżdżają często holenderscy turyści odwiedzający nasz kraj. Kiedy widzą jakość i cenę polskich wyrobów i usług, nie znajdują powodu, aby mieli u siebie przepłacać. Potem klientami są ich sąsiedzi i znajomi. Polskie firmy coraz częściej mają już internetowe witryny w kilku językach.

- Mam w Polsce swoją ekspozycję. Są katalogi. Często zamawiającymi są obcokrajowcy, którzy odwiedzają nasz kraj. Kiedy indziej wystarczy, że ktoś zobaczy przed jakimś remontowanym domemfurgonetkę z polską rejestracją - mówi Piotr Czajkowski, szef jednej z ekip remontujących legalnie domy w holenderskim Beverwijku.

- Robimy meble z prawdziwego drewna. Wszystko najwyższej jakości. Od materiału po wykonanie. Poza tym jesteśmy elastyczni. Jeżeli klient ma jakąś szczególną zachciankę, robimy wszystko, by ją spełnić - tłumaczy właściciel jednej z firm eksportujących na Zachód wyposażenie wnętrz i usługi z tym związane. Nie zgadza się na ujawnienie nazwiska, bo o ile we Włoszech i Holandii działa legalnie, w Niemczech, czyli na rynku najbardziej przyszłościowym, nadal nie jest w stanie uzyskać zezwolenia.

Zdaniem polskich stolarzy, w ubiegłym roku pracę było dość trudno znaleźć. Teraz przychodzą dni, że niektórym klientom muszą odmawiać. I nie obawiają się, że ten biznes szybko się skończy.


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz