DREWNO.PL - Portal branży drzewnej - ogłoszenia
TARCICA.PL - internetowy sklep drzewny
 

Rozmowa z Konradem Tomaszewskim, dyrektorem generalnym Lasów Państwowych o kłopotach tartacznictwa

Gazeta Wyborcza

Autor: Krystyna Naszkowska
Źródło: Gazeta Wyborcza
Data: 2001-04-12


U nas jeden pracownik przerabia 20 m sześc. tarcicy na dobę, a na Zachodzie - 60. Zacofanie technologiczne i niska wydajność produkcji to w rzeczywistości główne przyczyny obecnych kłopotów polskiego tartacznictwa - mówi Konrad Tomaszewski, dyrektor generalny Lasów Państwowych

KRYSTYNA NASZKOWSKA: Podobno Lasom Państwowym dobrze się powodzi?
KONRAD TOMASZEWSKI: Zachowujemy płynność finansową.

Czy nie dlatego, że drogo sprzedajecie tartakom drewno? W połowie lat 90. wywindowaliście ceny drewna do niesłychanie wysokiego poziomu. Teraz właściciele tartaków twierdzą, że jeśli ich nie obniżycie, to wielu z nich będzie musiało zamknąć zakłady. Już zamykają.
- To nie był poziom niesłychany, choć istotnie w 1995 r. ceny skoczyły o blisko 80 proc., ale to było tylko swoiste odreagowanie stabilizacji cen drewna w latach poprzednich. świadomie trzymaliśmy ceny na początku lat 90. na niskim poziomie, by pojawiły się małe, prywatne firmy drzewne i przełamały monopol wielkich wojewódzkich przedsiębiorstw przemysłu drzewnego. I to się stało. Ludzie masowo przychodzili do banków po kredyty i zakładali tartaki. Dziś mamy ok. 30 tys. firm przetwarzających drewno. Również po 1996 r. ceny na drewno rosły znacznie poniżej inflacji.

Mimo to te małe, rodzinne tartaki, o których Pan mówi, zamknęły rok ze stratami. Twierdzą, że bardziej opłaca się im sprowadzać drewno z zagranicy, niż kupować od naszych leśników. Czy nie znaczy to, że nasze drewno krajowe jest za drogie, by tartaki mogły się utrzymać?
- Zapewniam że w Europie Zachodniej, z wyjątkiem Skandynawii, ceny są wyższe niż u nas.

Ale jest jeszcze Wschód - Litwa, Rosja...
- Roczny import z Litwy nie przekracza 50 tys. m sześc., a my sprzedajemy ok. 24 mln. Import to margines. Przedstawiciele przemysłu drzewnego bardzo często używają "straszaka" w postaci importu drewna. Odpowiadamy im, że jeśli import jest opłacalny, to dobrze, gdyż więcej drzew pozostanie w naszych lasach. To bardzo ważne, bo pozyskiwanie drewna to tylko jedna z funkcji lasu. Nam nie wolno wycinać drzew, które nie spełniły swojej misji środowiskowej. Dlatego leśnicy wycinają drzewa, ale nie mogą wyciąć ich więcej, niż pozwala przyroda.

Ale przyzna Pan, że tartaki mają kłopoty i wiele jest zagrożonych upadkiem?
- Owszem, ale kłopot tartaków polega na nieracjonalnie wysokim kursie złotego. Pierwszy kwartał w leśnictwie zawsze jest trudny. Budownictwo jeszcze śpi, nie ma zbytu na drewno w kraju, więc firmy tartaczne przeżywają ten kwartał dzięki eksportowi. W tym czasie ok. 70 proc. drewna idzie na eksport. Przy tak wysokim kursie złotego jak obecnie ten eksport jest nieopłacalny.

Tylko że nie tylko ten kwartał jest kiepski, ale cały zeszły rok był fatalny. Wiele firm zakończyło go ze stratami.
- Tartaki narzekają na niskie ceny, tymczasem powinny pomyśleć o obniżeniu kosztów produkcji. Mają przestarzałe maszyny. U nas jeden pracownik przerabia 20 m sześc. tarcicy na dobę, a na Zachodzie - 60. Zacofanie technologiczne i niska wydajność produkcji to w rzeczywistości główne przyczyny obecnych kłopotów polskiego tartacznictwa.

Krótko mówiąc, nie ma co liczyć na obniżkę ceny?
- Oczywiście, że nie. Jeśli przez ostatnie kilka lat podwyższaliśmy ceny na poziomie 40 proc. inflacji, to domaganie się dziś obniżki cen jest żądaniem nieprzyzwoitym, oznaczającym zamknięcie lasu na kłódkę.

Dochody ze sprzedaży drewna zapewniają fundusze na zalesianie, na pielęgnację pozostałych, ochronę przed szkodnikami, pożarami, na remonty dróg itd. To kosztuje miliardy złotych, a Lasy Państwowe zgodnie z ustawą o lasach muszą finansować te prace.

Gdybyśmy teraz obniżyli ceny, musielibyśmy przejść na garnuszek budżetu i dołączyć do oświaty, zdrowia, górników i Huty Katowice.

No dobrze, ale jak tartaki padną, to i Lasy Państwowe znajdą się w tarapatach.
- Dlatego myślimy, jak im pomóc. Pod koniec lutego wydałem decyzję o stosowaniu przez nadleśnictwa wydłużonych terminów płatności za drewno. Nie naliczamy odsetek firmom zalegającym z zapłatą, rozkładamy płatności na raty. Na razie ta decyzja obowiązuje do końca maja, ale jeśli sytuacja się nie poprawi, to ją przedłużymy.

My naprawdę chcemy pomóc, bo to jest i w naszym interesie.

Tymczasem Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego wyznaje tezę, że polskiemu tartacznictwu pomoże przede wszystkim nałożenie na drewno okrągłe najwyższej 22-proc. stawki podatku VAT. Argumentują, że w ten sposób uda się ograniczyć szarą strefę.

My jesteśmy temu pomysłowi przeciwni, gdyż musielibyśmy ten podatek odprowadzać do fiskusa kilkanaście dni po zakończeniu każdego miesiąca, a tartaki z całą pewnością zwlekałyby z przekazaniem nam VAT-u naliczonego im w naszych fakturach. Zakłady drzewne są nam już winne 200 mln zł, nie stać nas na większe ich kredytowanie.

A może dzięki VAT-owi udałoby się wyeliminować szarą strefę? Niektóre zakłady kupują podobno drewno bez faktur od rolników, z lasów prywatnych.
- Kto jest w szarej strefie, to w niej pozostanie, bez względu na wysokość VAT-u. To całe forsowanie pod koniec roku wyższego VAT-u spowodowało tylko tyle, że wszystkie firmy nagromadziły sobie drewna na zapas.

Szara strefa bierze się też z tego, że i w lesie państwowym można kupić drewno na lewo. Ile zarabia leśnik?
- Obecne zarobki leśników są o blisko 25 proc. wyższe niż średnia w gospodarce narodowej. Nie narzekamy na zarobki. Przez wszystkie lata powojenne nas nie rozpieszczano. Leśnicy w PRL zostali uznani za wywrotową reakcję, przeciwstawiającą się nowemu ładowi politycznemu. A jeszcze mówiono, że leśnik da sobie radę, bo ukradnie drewno i sprzeda.

Więc dziś już nie muszą kraść?
- Kradzież zdarza się w każdej pracy, my jednak mamy bardzo restrykcyjne przepisy, dobrą straż leśną. Na 34 tys. leśników ok. 20 rocznie żegna się z pracą za różnego rodzaju przewinienia. Więc to jest margines. Leśne kradzieże to mity. Ukraść drewno nie jest łatwo. Każdy kloc drewna ma swój numer, który jest w komputerze. Nasza firma została uznana za najlepiej zinformatyzowaną w administracji państwowej.

Na czym polega właściwe gospodarowanie w lasach?
- Cała sztuka polega na tym, by z lasu czerpać wszystkie funkcje bez szkody dla żadnej z nich, tak aby las był w stanie zatrzymywać nadmiar wody deszczowej i chronić przed powodzią, dostarczać tlen i drewno czy pochłaniać dwutlenek węgla. Las musi być także miejscem wypoczynku i rekreacji. Prowadzenie gospodarki leśnej w sposób pozwalający na równomierne korzystanie ze wszystkich jego funkcji to ekorozwój. Można powiedzieć, że nasi leśnicy w całej powojennej historii nie popełnili błędów w gospodarowaniu polskimi lasami.

To Pana opinia?
- To opinia obiektywna. Kolejne regionalne dyrekcje Lasów Państwowych są poddawane z wynikiem pozytywnym certyfikacji w systemie Forest Stewardship Council. Ten certyfikat niezależnych organizacji to dowód na dobre gospodarowanie, zgodne z zasadami ekorozwoju. W ogłoszonym na początku 2000 roku rankingu polska gospodarka leśna uplasowała się na czwartym miejscu w Europie, a pod pewnymi względami, np. oceny funkcji gospodarczych, nawet na pierwszym. Gdyby dziś zapadła decyzja, że wchodzimy do Unii Europejskiej, to Lasy Państwowe są do tego przygotowane.

Unia wymaga przecież, by lasy wspierały rozwój społeczności wiejskiej, zapewniając pracę i zarobek rolnikom gospodarującym na słabych glebach nadających się na zalesienie. Robimy to?
- Ustawa, która to reguluje, pod koniec marca będzie wkrótce po raz trzeci czytana w Sejmie.

Już teraz corocznie przeznaczamy na sadzonki na zalesienie gruntów prywatnych ok. 5 mln zł. Rocznie dzięki temu przybywa ok. 5 tys. ha lasów prywatnych. Jeśli ustawa, o której mówię, wejdzie w życie, to rolnik, który zdecyduje się na zalesienie ziemi najsłabszej klasy (5 i 6), otrzyma od nas sadzonki, a od Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa będzie przez 20 lat otrzymywał miesięcznie po 150 zł do każdego zalesionego hektara: na pielęgnację drzewek, walkę z chwastami, przerzedzanie itp. Po 20 latach pojawią się dochody z lasu dla rolnika.

Nie narośnie nam za dużo lasów? Macie jakieś rozeznanie, czy dużo ludzi się tym interesuje?
- Im więcej lasów, tym lepiej. Z naszego sondażu wynika, że ludzie bardzo interesują się zalesianiem. Zbieraliśmy opinię w Warmińsko-Mazurskiem - tam chcą zalesić 400-500 tys. ha, i w Wielkopolsce - zgłoszono tam ok. 700 tys. ha do zalesienia.

Są na to pieniądze, gdyby ustawa weszła w życie w tym roku?
- Ja mogę tylko mówić o zaopatrzeniu rolników w sadzonki drzew leśnych. I temu podołamy. Nie znam budżetu ARiMR na te rekompensaty, ale myślę, że ustawodawca wiedział, co robi, zgłaszając taką ustawę.

Rozmawiała Krystyna Naszkowska

 


 
Komentarze Komentarze do artykułuSkomentuj Dodaj komentarz

Brak komentarzy. Twój komentarz może być pierwszy.

Powrót

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA


 
 
facebook
newsletter

Zapisz się na bezpłatny

Wiadomości z portalu na e-mail

Zapisz